żebracy

 

Wydaje nam się, że mamy wszystko, a naprawdę nie mamy nic. Dobrze ubrani i świetnie wyglądający żebracy. Taki jest nasz status.

„Nagi wyszedłem z łona matki i nagi powrócę” – mówił Hiob, gdy wszystkie zaszczyty i dobra odpadły od niego, gdy odpadało chore na trąd ciało.

Taki sam sens mają te słowa, które wczoraj usłyszeliśmy „Pamiętaj człowieku: z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.

A razem z tobą wszystko, co uważałeś za swój skarb i własność. Wszystko odpadnie, jedno tylko przetrwa.

Bo serce nie przestanie wołać. Ono pragnie Boga samego. Ono wie, że nic innego nie nasyci.

Bo – cóż zyskasz, gdybyś nawet cały świat posiadł, a na duszy szkodę poniósł i Boga utracił? ( parafrazując św. Pawła)

 

Więc… naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca.

 

nasionko brzozy

 

Nie jesteśmy skłonni do wierzenia na słowo.

Za dużo zawodów, za wiele zranień i straconych nadziei. Blizny po nich zniekształcają serce. Włączają się zapory mechanizmów obronnych. Nie dać się więcej nabrać, nie położyć już w nikim nadziei, bo ona jest bardziej płonna niż kawałek suchego drewna, nie okazać się znowu naiwnym, nie być łatwowiernym w świecie, w którym o kłamstwo potykasz się co krok, nie ma już autorytetów, którym można zaufać i nieustannie rozbijasz głowę o sztucznie wygenerowane fakty.

Dziś – jak Tomasz – chcemy dotknąć żeby uwierzyć, a i wtedy wciąż jeszcze mamy wątpliwości czy to aby napewno. Więc sprawdzamy w nieskończoność lub – co łatwiejsze – wszystko podważamy. ” Nic nie jest prawdą”, „wszyscy kłamią”, „wszystko to fikcja”,

„oszukują nas”- twierdzą niektórzy, a w ich głosie pobrzmiewa ta sama nutka cynizmu, która jak cierń tkwiła w pytaniu Piłata:

” Cóż to jest prawda?”

Jak więc może przebić się do naszych serc Ten, Który jest Prawdą? Do pokolenia ludzi bombardowanych co dzień tysiącami fakenewsów, karmionych filmami i zdjęciami tworzonych na poczekaniu w technologii AI, otoczonych sztucznym światem, sztucznymi wartościami, sztucznymi problemami. Ludzi, którymi próbuje się sterować i manipulować pociągając za przeróżne sznurki.

Dziś już nawet „zobaczyć” nie jest dostatecznym powodem, by „uwierzyć”. Za dużo widzieliśmy i zbyt wiele z tego runęło jak domek z kart.

Ów drugi uczeń przy grobie Jezusa był w naprawdę dobrej sytuacji, gdy w wielkanocny poranek „ujrzał i uwierzył”.

Czy dziś kogokolwiek przekonałby pusty grób i chusty? Ile teorii spiskowych powstałoby natychmiast, a żadna z nich nie brałaby pod uwagę możliwości zmartwychwstania. Zwyczajna mistyfikacja, jakich wiele dzisiaj.

Ilu upadłoby na kolana wyznając jak św. Tomasz: „Pan mój i Bóg mój” tylko na widok ran na rękach i nogach? Czy nie wszczęto by dochodzenia nt. czy to aby prawdziwe rany i czy nie powstały w wyniku samookaleczenia? Czy nie tak było w przypadku ojca Pio czy Natuzzy Evolo? Czy nie za wariatów miano takich, którzy twierdzili, że widzieli? Faustynę, ojca Dolindo, Bernadetę Soubirous, dzieci z Fatimy?

A mimo to Bóg – w swej mądrości – nie zmienia metod.

Mnożą się objawienia Maryi we wszystkich zakątkach świata, co chwila słyszymy o nowym cudzie eucharystycznym, muzułmanie nawracają się spotykając Jezusa we snach, słyszymy o cudownych uzdrowieniach i znakach obecności nieba na ziemi.

On wie, że gdzieś w głębi naszych serc tli się jeszcze mała iskra wiary, która gotowa jest zapłonąć żywym ogniem przy delikatnym dotknięciu nieskończoności. Zmieniają się czasy, okoliczności życia i sposób myślenia, ale natura ludzka jest niezmienna. Jest w nią wpisane pragnienie kontaktu z wiecznością i dążenie do niej. To jak ukryta karta w środku księgi. Nawet, gdy wszystko zostanie zamazane czy wytarte – ona jedna przetrwa.

Ktoś uwierzył, bo wyjrzał przez okno i zobaczył przechodzącą pielgrzymkę, ktoś inny, gdy znalazł strzęp Biblii na półce w więziennej celi, jeszcze ktoś upadł na kolana na widok monstrancji, dla innego znakiem był uśmiech na twarzy wierzących przyjaciół. Był taki, którym wstrząsnęło zdjęcie ze śmiertelnego wypadku kolegi, obrazek Miłosiernego na szpitalnej szafce, widok modlącej się na różańcu matki…

Ujrzał i … uwierzył.

Bóg wciąż osiąga sukces posługując się tą starą jak świat metodą.

Może dlatego, że – jak powiedział o. Henrique Porcu „w sercu każdego człowieka jest pustka wielkości Boga” i ta pustka domaga się wypełnienia. To jak olbrzymi magnes, który przyciąga wszystko, co ma związek z Bogiem.

Kiedyś napisał o tym tak pięknie psalmista: ” Głębia przyzywa głębię hukiem swych wodospadów”( Ps. 42)

A jeśli tak… to o istnieniu Boga i Jego miłości przekona mnie nasionko brzozy wplątane w moje włosy czy gałąź starej jabłoni w miękkim pokrowcu z mchu.

Więcej znaków nie trzeba.

 

czekanie

 

Zawsze jest na co czekać.

Zawsze.

Wiosną – na lato, zimą – na wiosnę. Czekać na dorosłość, na tego jedynego, tę jedyną, na wyjazd na wakacje, powrót kogoś, na wyzdrowienie, na Wielkanoc czy Boże Narodzenie, na ciasto w piekarniku, czekać aż wzejdą zasiewy, na weekend i na wakacje, gdy dzieci podrosną. Czekać na sposobną chwilę, od której tyle zależy. Na pociąg na peronie i w kolejce do piekarni po pączki. Czekać czasem beznadziejnie acz uparcie jak czeka tatka latka. Poczekać na kogoś spóźnionego, chwilkę lub trochę dłużej. Ale też czekać na kogoś całe życie.

Czekamy czasem z utęsknieniem, a czasem z obawą, która pikantnie czekanie zabarwia  A czasem z jednym z drugim – żeby nie było zbyt prosto:) Bo nieprości jesteśmy, oj nieprości.

Zawsze więc jest na co czekać i zawsze na coś czekamy, nawet nieuświadomienie. Jak ziemia czeka na deszcz, zupełnie nie wiedząc o tym.

Czekamy dobrym czekaniem jak św. Paweł dobrym potykaniem się potykał. Bo dobrze jest oczekiwać Pana – jak napisano w Księdze Lamentacji.

Obyśmy się doczekali samego dobra.

Tego nam wszystkim na cały rok życzę.

 

 

kapsuła czasu

 

I po co wymyślać specjalne kapsuły do cofania się w czasie skoro mamy zdjęcia:)

Całe pliki zdjęć, całe albumy, całą komodę, którą nazywamy „jagodową”. Wystarczy tylko zgrzytnąć kluczykiem w jej zamku, zaszeleścić kartkami i już… przenosimy się 5, 10, 20 lat wstecz, a jeśli zechcemy – nawet więcej. Wraz z obrazami zapisanymi na fotograficznym papierze, powracają dawne zdarzenia, śmieszne rozmowy, wspomnienia przygód i ciekawość co było dalej, co czas dopisał do życiorysów tych, których znaliśmy, jak zmienił miejsca i … refleksja jak obszedł się z nami i naszymi życiami. I co będzie jeszcze.

A obszedł się łaskawie. Co złe – przeminęło, co dobre – rozwinęło się i zakwitło.

Tak, z czasem też przekwitły niektóre sprawy, ale przecież przyniosły owoce, więc nie na próżno.

Czas łaskawie obchodzi się też z moim ciałem, co łatwo było przewidzieć, bo przecież wszyscy zawsze wykrzykiwali: „Rut, jakaś ty podobna do Babci Niebieskiej! ” A babcia prawie się nie starzała, ku zazdrości kumoszek ze wsi. Czasem, gdy pytały ciekawe co robi, że nie ma zmarszczek, odpowiadała żartując, że po prostu myje się w zimnej wodzie. A przecież nie o wodę chodziło, lecz o geny, a – cytując współczesnych filozofów – ” genu nie wydłubiesz”;)

Tak więc siedzę nad plikiem zdjęć, kartkuję albumy, a czas płynie obok i szeleści jak rzeka. Dobra rzeka. Nawadnia, daje życie, oczyszcza, przynosi na falach nowe dary, odsłania skarby ze swego dna, prowadzi, zabiera co już niepotrzebne. Czasem zabiera też ludzi, z którymi wspólny czas dobiegł końca. Czasem drzewa, miejsca, rzeczy…

Zamyka drzwi niektórych zdarzeń raz na zawsze. Inne ponownie uchyla i zaprasza, by wejść raz jeszcze. Jakby raz było zbyt mało. Jakby coś jeszcze było za nimi do odkrycia i przeżycia na nowo. Bo dojrzewamy powoli i nie wszystko widzimy od razu. Trzeba czasu. A im coś ważniejsze, tym więcej go trzeba.

Nie żyjemy chybcikiem, lecz powoli i dokładnie.

I… odkładam albumy.

Jakie to dziwne, że tyle myśli przybiega, gdy dotykamy zdjęć.

 

śnieg w snach

 

Kiedy zamykam wieczorem oczy, wciąż widzę wirujące płatki śniegu. Cały dzień dziś sypało i cały nasz dzień otuliła biała miękkość. Kontury złagodniały, cisza okryła wszystko, okna poddasza zasypało, drogi zasłały puszyste kobierce, a małe drożyny zniknęły, pozostawiając miejsce domysłom.

Spacer wśród takiej bieli, ciszy i wirujących drobin jest jak kawałek snu. Coś na poły nierealnego, bajkowego, wymyślonego. Na nowo odkrywasz świat.

To gałąź jabłoni, do kielich kwiatu, to szyszka, a to trzy małe orzechy… Na nowo wytyczasz szlaki, mozolnie stawiając kroki w zaspach. Czujesz się jak ktoś, kto pierwszy postawił swoją stopę na nieznanym lądzie.

Tu wszystko jest czyste i ciche. Ty też. I twoje myśli.

Śnieżny styczniowy dzień.

 

film z życia

To, że rzadziej tu piszę, nie oznacza ani tego, że dzieje się coś złego, ani też tego, że nie dzieje się nic.
Po prostu dzieje się tak obficie, że nie sposób tego czasem ogarnąć myślą, a co dopiero ubrać w szaty słów i przyrządzić na tyle lekko i strawnie, by inni mogli się tym nakarmić bez przesytu.
Dzieci porosły. Lusia i Dusio pracują i uczą się jeszcze, Nusia studiuje w naszym ukochanym studenckim mieście, a Lala jest już nobliwą licealistką. Julcia już za malutką chwilę spodziewa się narodzin synka. W życiu naszych dzieci dzieje się tak dużo i z takimi fajerwerkami, że chwilami tracę oddech. Ale wszystko na dobrej drodze, najlepszej.
Ufam, że nawet chwilowe zawirowania są po coś i Ktoś przeprowadzi pewną ręką. Wszystko zawierzam i omadlam, bo są chwile, że nic więcej nie mogę i nawet nie mam pomysłu jaką dać radę czy wskazówkę.

*  *  *
Sama zmieniam się też ostatnio. Nie tylko fizycznie ( utyłam i nie przypominam już worka na kości:), ale też wychodzą ze mnie coraz to nowe pasje, fascynacje, talenty i plany na ich realizację. Żyję jakby na nowym, głębszym, bardziej świadomym oddechu. Oprócz malowania i pisania, odkryłam ponownie to, co leżało nietknięte od czasów dzieciństwa, czyli pasję do reżyserowania sztuk. W ostatnim roku popełniłam ich dwie, angażując w realizację nie tylko własne pomysły, siły, pracę i czas, lecz także rzeszę innych osób, ich potencjał i talenty.
Prawie poruszyłam skały.
Miło wydobywać z ludzi to, co najlepsze i o czym czasami sami nie mieli pojęcia, że noszą to w sobie. Widzieć jak rozkwitają, bo stwarzasz im sprzyjające warunki i rzucasz wyzwanie. Miło pracować w takim zespole, razem nieść ciężar przedsięwzięcia, potykać się, ponosić, walczyć i na koniec świętować sukces.
Właśnie obejrzałam zmontowane już nagranie z ostatniego spektaklu i… uśmiecham się na myśl, że zrobiliśmy coś tak pięknego i dobrego.

*  *  *
To wszystko tak na marginesie zwyczajnego życia rodzinnego, mojej pracy w szkole i przedszkolu, codziennych obowiązków:)

Ten rok był tak obfity. Oglądam zdjęcia i filmy w galerii telefonu, wykrawam małe skrawki, montuję rolkę, dodaję muzykę, oglądam. Czuję się jak widz w kinie, patrzę urzeczona. Każda sekunda ma inną fakturę, barwę, rytm, nastrój, temperaturę. Każda ukrywa inną opowieść i tajemnicę. Niektóre domagają się jeszcze zakończenia.

Czy tak, czy właśnie tak będziemy patrzyli na nasze życie po przejściu w wieczność? Miliardy ziarenek piasku naszego istnienia.
Oby więcej dobra, piękna i miłości. Oby zdążyć odebrać złoty pył od popiołu. I nie wstydzić się straconego czasu.
Wypełnijmy nasze dni samym dobrem, prawdą i pięknem.

Tego sobie i Wam życzę ja ten rok♥️

róg obfitości

 

Jakoś tak kto to wymyślił, że końce lat są tak obfite. I – choć panuje zima – rozkwita tyle rzeczy, choć w przyrodzie wszystko wydaje się spać i odpoczywać – u nas wciąż feeria barw i zdarzeń. Boże Narodzenie ogrzewa wszystko nieziemskim światłem, a zbliżający się koniec roku moblizuje siły, by jeszcze postawić kropkę nad „i” naszych spraw i dzieł wszelakich.

Więc końce roku są gwarne, ludne, pełne śmiechu, pracy, rozśpiewane, skrzące i … mijają jak oka mgnienie.

Jeszcze tylko chwila i powitamy kolejny rok naszego życia. Jaki będzie? I czy zakończy się równie szczęśliwie jak łaskawie nam jeszcze panujący?

W Biblii jest taka piękna prośba: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy osiągnęli mądrość serca.” Tego sobie i wszystkim życzę na nadchodzące dni, miesiące i lata🥰🎁

Ps. Niedługo postaram się napisać coś więcej co u nas i co porabiamy:)

 

* * *

 

Jeśli miałabym pisać byle co, wolałabym nie pisać wcale.

Wszystko albo nic. Nigdy po środku, bo środek to zdrada ideałów. Więc – jeśli nie mieć do powiedzenia nic istotnego, to raczej wybrać milczenie.

Niech świat płynie wraz z potokiem miałkich słów, czyni zaklęcia „byle jakości” świecącej sztucznym światłem.

Słowa muszą mieć korzeń zanurzony w prawdzie, dobru i pięknie. Inaczej – szkoda strzępić język i tępić pióro.

 

 

zbiór

 

Są tacy, którzy mają zbiory znaczków, motyli, monet… Ja wolę zbierać zwyczajne chwile życia.

Potem je oglądam jak kolorowe szkiełka, cieszę się nimi i odkładam ma dno pudełka pamięci.

Albo… przekartkowuję je jak starą książkę, uczę się mądrości i wdzięczności.

Bo niezwykłe życie przypadło mi w udziale, choć jest takie zwyczajne.