Po trudnym długim tygodniu, pełnym zabiegania i załatwiania różnych spraw, ten długi jesienny wieczór, tylko mój, który przyniósł odpoczynek.
I to nic, że nagle się ochłodziło, i deszcz, a złote liście brzóz jak motyle szybują niesione zimnym wiatrem. To nic, że deszcz bębni o dach i szumi w rynnach. To nic, że chmury zasnuły niebo, a w domu nieco chłodno.

Z płyty snuje się zamszowy głos Mariah Carrey, pachnie rosół i pieczone pod kruszonką jabłka dochodzą w piekarniku. Opieram plecy o miękką poduszkę, otulam się kołdrą i czytam książkę lub oglądam jak inni malują obrazy. Za oknem już szarzeje, ale moja lampka dotrzymuje mi towarzystwa, kładąc na moim ramieniu jasną, ciepłą plamę – okład ze światła.
Tak, w życiu musimy się nauczyć jak ratować samych siebie, jak sobie pomóc, jak zrobić okład ze światła, zapachu, koloru, książki, koca, dźwięku, ciszy. Plasterek na swoje serce, by na nowo odżyło.
Każdy z nas ma swoje sprawdzone sposoby.
Czasami wystarczy jeden, czasem potrzeba kilku na raz zmieszanych w paru kroplach wytchnienia.
Być dobrym dla siebie – to wydaje się takie proste, lecz wcale proste nie jest.












