podszewka

 

 

Czasem tak jest.

Przeczytasz jeden wiersz. Usłyszysz jakąś zabłąkaną melodię. Zapatrzysz się w punkt gdzie szosa, którą suniesz znika w tafli nieba. Zobaczysz ptaka rozpostartego nad głową.

I to wystarczy, byś zaczął żyć podszewką na zewnątrz.

Albo wstajesz rano i wiesz, że to się właśnie stało…

… to, co w tobie najdelikatniejsze, najsubtelniejsze i zwykle głęboko ukryte, teraz ociera się o szorstką skórę świata.

Boleśnie.

Nagle rani cię dotkliwie bębnienie hałaśliwej stacji radiowej, polityczne dysputy podobne do ujadania sfory psów. Ociera cię aż do krwi monotonia codziennie wykonywanych czynności życiowych. Nużą tematy o zarobkach, awansach, aspiracjach, w które chcąc nie chcąc i raz po raz musisz się zanurzyć.

Udręką są pytania: o czym myślisz? dlaczego milczysz? czy coś się stało? jesteś chora?

Chciałbyś uciec gdzieś w ustronne miejsce, daleko od głosów, od pytań i koniecznie wymaganych odpowiedzi, od ludzkiego wzroku, dotyku, dociekań…

Chciałbyś pójść gdzieś, gdzie delikatna podszewka twojej duszy nie będzie się zaciągała i pruła boleśnie. Gdzie cisza otuli i zagoi jej rany.

Chodzisz w tę i powrotem jak szaleniec szukając takiego miejsca. Ale wciąż ktoś lub coś domaga się twojej obecności, aktywności, zainteresowania.

Czasem tak jest.

Przez chwilę nie potrafisz poradzić sobie ze sobą, zbyt delikatnym nagle i niezrozumiale czułym jak na warunki tego świata.

A wystarczy po prostu powiedzieć sobie: Jestem wywrócony podszewką do góry.

Delikatną, atłasową wyściółką duszy zetknięty z szorstką sierścią dnia codziennego.

 

Dobrze mieć jakąś podszewkę. Nawet jeśli to boli.

Znalezione obrazy dla zapytania wywrócona podszewka

 

Nie jestem tutejszy.

Wiem to już od dawna.

                       (x. J. Szymik)

 

 

 

miło – ść życia

 

 

Miło jest obudzić się rano, przeciągnąć, zwinąć w kłębek jak kot pod ciepłą kołdrą i mieć 45 lat.

 Podobny obraz

Szumi wiatr, podnosi sypki śnieg i miota nim po podwórzu, a słońce rozbryzguje się na białych drobinach w miliony światełek.

Takiego dnia jak ten po raz pierwszy spojrzałam na świat.

Ach. Jak miło.

I miło dostać urodzinowego całusa od męża będąc pogrążoną w półśnie jeszcze.

 

Gdyby mnie nie było na tym bożym świecie… – nagła myśl wkrada się na paluszkach.

Gdyby mnie nigdy nie było…

Syn  nie tuliłby do nikogo swojego policzka i nie szeptałby: kocham cię mamo,

Mój mąż nie nuciłby rano smażąc dzieciom jajecznicę albo nie-mój mąż nuciłby zupełnie inną piosenkę,

I nie wystrzeliłby jak fajerwerk znienacka buziak Lali,

Nikt by nie chuchnął w ucho : „wszystkiego najlepszego staruszko” ( to Ala),

Nikt by nie otarł się po kociemu o moją twarz jak Nusia

 

Filiżanka w róże uśmiecha się do mnie czarną buzią  porannej kawy.

Ach!!!  Gdyby mnie nie było , nie byłoby także tych białych porcelanowych gałek przy kuchennych meblach. I w ogóle domu by nie było. I dzieci. I wianka na schodach lśniącego. I kilku milionów słów. I tańca szalonego nad urodzinowym tortem. I zjazdów z ośnieżonej górki w sadzie, i nikt by nie uszył tej poduszki- różowej choinki na kanapę, paru krzaczków by nie było, morza kwiatów, kilku drzew…

Świat zmienił się nie do poznania przez to, że już prawie pół wieku drepczę po nim.

Czytałam ostatnio opowiadanie Józefa Ignacego Kraszewskiego pt; „ Historia kołka w płocie”.

O, jakże znamienny tytuł w przeddzień urodzin kogoś takiego jak ja:)

I na stronie 313 książki, która – o jakże to znamienne!!! – została wydrukowana w tym samym roku co ja:) – znalazłam takie słowa:

„…każdy znać człowiek przychodzi na świat z pieśnią jakąś. Tylko jeden ją wyśpiewa, drugi wypowie, trzeci zagra, a w innym zamrze ona na wieki wieków, nie mogąc się z niego wydobyć.”

 

Moja pieśń wciąż brzmi, pnie i wije się, otula kolejne lata, osoby, wydarzenia.

Jestem tylko kołkiem w płocie. Jednym z wielu. Ale podtrzymuję kawałek nieba nad kawałkiem danej mi pod stopy ziemi.

I to mi wystarczy za pieśń i szczęście istnienia.

Znalezione obrazy dla zapytania kołki w płocie

miłość życia

Jest od Boga.

Na pewno.

 (ks.J. Szymik)