Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
Pisałam o niej już kilka razy.
O babci Niebieskiej.
Niebieskiej, bo uwielbiała
niezapominajki, a pokoje , okiennice i drzwi malowała na niebiesko. Nosiła
chustki niebieskie jak bławatki. Kiedyś zdjęła zasłonki z okien; lazurowe w
ciemno niebieskie różyczki; i kazała krawcowej uszyć mi sukienkę na lato.
Amelia dostała podobny prezent – z żółte stokrotki.
Teraz babcia niebieska jest
niebieska naprawdę.
Umarła.
Zostało na łóżku malutkie pokulone
ciało jak porzucona łupinka po strączku fasoli.
Ale ona jest już gdzieś indziej.
Młoda piękna dziewczyna z włosami
związanymi w warkocz. Biegnie ubrana w cienką błękitną sukienkę do kolan. Jej
bose stopy dotykają zielonej łąki. Znów jest wolna. Od cierpienia, kalectwa,
smutku, trudu, troski. Wydobyta na brzeg z morza nieszczęść, które zalewało
całe jej życie.

Tak ją sobie wyobrażam , tak ją
widzę mimo bladego okruszka ciała zostawionego tutaj.
Ostatni rok był najcięższy.
Cierpienie umierającego powoli
człowieka. Zbyt powoli, zbyt boleśnie, choć co my wiemy na temat tego co „zbyt”
i co „na naszą miarę”. „Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” – jedno z
najprawdziwszych zdań, jakie noszę w głowie.
– Rutko, kiedy jak w końcu umrę? –
szeptała za każdym razem, kiedy u niej byłam. Tyle w tym było skargi małego dziecka, które zmaga się z uniesieniem
wielkiego kamienia.
Za ostatnim razem rozpłakałam się,
gdy znów mnie o to zapytała, ale jak zwykle odpowiedziałam pociechą:
– Babciu, już niedługo. Jeszcze
troszkę.
I wtedy wyobraziłam sobie jak
biegnie uwolniona jak ptak z klatki przez skraj niebieskiej łąki.

Już niedługo.
Kiedy patrzę w lustro z każdym
rokiem widzę jak upodabniam się do niej. Podobna twarz, podobne spojrzenie, te
same miny i grymasy twarzy. Tylko ja dostałam lepsze, szczęśliwsze życie. Na
nią patrzyłam jak na tytana – nieludzko
twardego i odpornego na ciosy losu, wypalanego od pierwszych chwil życia w
tyglu cierpienia, doświadczonego pracą ponad miarę, poniewieranego przez ludzi.
Niewiele miłości doznała na tym świecie. To nieprawdopodobne ile siły
charakteru i wierności Bogu kryło się w tym malutkim przygarbionym kobiecym ciele.
Nigdy nie przeklinała Boga, nawet w ciągu tych ostatnich miesięcy kiedy jej ciało
pokryło się rozległymi odleżynami. Do końca z różańcem w ręku.
Siła, jakiej ja nigdy nie będę
miała, mimo podobieństwa rysów i cech charakteru. Płakałam za każdym razem,
kiedy widziałam jej rany,więc jakże mogłabym znieść więcej…Choć – „tyle wiemy o
sobie…”
Modliłam się o szybką, dobrą
śmierć dla niej. Do Matki Bożej Pompejańskiej.
I Matka wysłuchała.
Zabrała ją.
W nocy, cicho i spokojnie.
Niebieska Matka przyszła po swoją niebieską
córeczkę.
Odeszły razem, głaszcząc po drodze
niebieski łan świtu.

Pamiętajcie o niej.
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}