pojedynek na słowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dusio ostatnio za naszą wiedzą
ogląda serial „Czerwony orzeł”.

Rzecz dzieje się w zamierzchłych
czasach, pełna jest walk na miecze, kodeksu rycerskiego, politycznych intryg i
frapujących przygód tytułowego bohatera, który jest skrzyżowaniem Robin Hooda z
Janosikiem.

Fascynacja Dusia przenosi się w
sposób naturalny na grunt rodzinny, a w związku z brakiem rodzeństwa płci męskiej,
kumuluje się na Nusi, która bywa wojownicza jak niejeden facet.

Bywa.

Jak chce.

Bo jak akurat nie chce to…

– Walczysz ze mną? – wyzywa na
pojedynek brat.

– Nie.

Chwila namysłu gęstego jak
śmietana.

– No to straciłaś honor.

Bez odzewu.

– A honor był bardzo ważny w
średniowieczu. – próbuje poruszyć sumienie brat.

Nusia odrywa się na chwilę od
półki z lalkami, błyska czarnymi oczami w kierunku brata i wypala:

– Ale TERAZ nie jest
średniowiecze.

 

🙂

 

Trafiony. Zatopiony.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

niemodne wyznanie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Wiem, że to niemodne i trochę nie
na miejscu.

Nawet nie do końca zgodne z tradycją narodową i zupełnie w
sprzeczności z nastrojami społecznymi ostatnich lat. Że to nieuzasadnione i bez
związku z twardymi faktami, bo nie jestem ani bogata, ani zachwycająco piękna,
ani już bardzo młoda, ani mega utalentowana, bez wielkich osiągnięć i wielkich
perspektyw.

A jednak – kiedy myślę o sobie,
kiedy przenikam moje życie pamięcią wszerz i wzdłuż, przebijam się wzrokiem
przez wyżyny pełne słońca i ciemne doliny, które przeplatały się ze sobą jak we
wzorzystym kobiercu – nie umiem powiedzieć nic innego jak to, że jestem
szczęśliwa.

Naprawdę.

Bez chęci udowadniania tego i
potwierdzania na każdym kroku rozpromienionym amerykańskim uśmiechem. Z pełną
świadomością, że nie ma szczęścia bez trudu.

– Co to jest? – pyta mnie Nusia,
patrząc na leszczynowy listek w mojej dłoni.

Siedzę na słońcu, na szczeblu
starej drabiny na podwórku teściów. Jest coraz głębsza, opalizująca od złota
jesień. Przede mną biegają moje dzieci, mąż rozmawia ze swoim ojcem ściszonym
głosem. W górze słychać świst samolotu tnącego błękit na kawałki. Moje ręce same wycinają wzór na serwetce liścia.

– To list. – odpowiadam – Dla
ciebie.

– Dla mnie? – dziwi się córka
oglądając podarowany liść.

– Tak, dla ciebie. Od Boga.

 

Zamykam oczy. Światło bez trudu
przebija zasłonę powiek. Tworzy barwne kolaże na pograniczu zmysłów i myśli.

Lubię moje życie, choć brzmi to niemodnie.


drgnienie serca

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Zadanie,
które wyznaczył ci Bóg, zawsze będzie poruszało twoje serce i tylko ono da ci
poczucie całkowitego spełnienia.

                                                
Jentezen Franklin

Pamiętacie moje marzenie?

Moje bladoróżowe chryzantemy zakwitły po raz pierwszy.

Trudno opisać jak wiele radości daje tak niewielka rzecz.


Jakie sprawy mają moc wprawienia w drżenie Waszego serca?

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

trzy pory radości

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Poranek.

Najlepszy czas na snucie planów, a
najlepiej wysnuwa się je z zaistniałych faktów, takich np. jak kolejna w tym
miesiącu awaria auta.

– Zaciągnę dziś po południu
samochód do mechanika. – snuje półgłosem mężulek.

 
Eeee???Zaciągnie??? – wytrzeszcza oczy nie do końca obudzona Nusia –
Może lepiej popchać?!!! – wysuwa nieśmiałą acz wielce racjonalną sugestię.

 

Plany bowiem, nawet te już wysnute
mogą ulegać modyfikacjom i drobnym poprawkom:)

 

 

Samo południe.

Bowiem wielowiekowym zwyczajem
wtedy jadamy obiad.

Czasem – jak okoliczności
sprzyjają – obiad jest już gotowy do spożycia po dziesiątej rano:)

 

– Dlaczego nie przychodzisz jak
cię wołam na obiad? – witam od progu pociechę numer trzy, czyli Nusię

 – Bo nie wiedziałam jak się wyzywa na
pojedynek. – odpowiada – jak na swój gust – logicznie córka.

-???

– I niechcąco wyzwałam Duśka. –
uszczegóławia zeznania widząc mą niemoc w kojarzeniu faktów.

 

Więcej pytań nie zadaję.

Wszak „samo południe” jest też
wyśmienitą porą na pojedynki czy rzucanie rękawicy.

 

 

Wieczór.

Korzystając z ciszy
okołodobranockowej ( TV Kultura) czytam wasze blogi.

 

– Mamo, mamo!!! – rozlega się
skandująco z pokoju obok –  Chodź, bo
twoje kuly umlą z głodu!!!!

Idę i  kury zastaję w gniazdach uwitych z kołder.
Obie rozparte i bez śladu agonii na uśmiechniętych dziobkach.

 

Dlatego też zdarza nam się iść
spać razem z kurami:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

jesiennienie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dni coraz krótsze.

Mijają tak szybko jak perełki
deszczu toczące się po szybie auta, którym przemierzam wciąż te same drogi. Tak
szybko, że nawet nasz syn – niecierpliwiejący już nastolatek – zastanawia się
nad fenomenem poniedziałków łączących się piątkami. Wszystko inne umyka gdzieś
jak przydrożne brzozy uchwycone tylko kącikami oczu wpatrzonych w mokrą szosę
przed. Znów tłucze się w głowie mój własny jesienny refren:

Stoją przy drodze brzozy, rude zalotnice.

Stoją.

 Ich złote liście przyklejają się do mokrej
szyby na moment. Nim wiatr z furkotem oderwie i poniesie.

Dni coraz krótsze.

Tak naprawdę nie wiadomo kiedy
zaczynają się, a kiedy kończą. Ustalone letnie schematy ulegają zmianom. Kiedy
wstajemy na poranną kawę, godzina szósta piętnaście nie jest już tą samą
jasnoniebieską godziną. Ciemne arkusze okien towarzyszą naszej szeptanej
rozmowie o wszystkim i o niczym szczególnym.

– Miś budzi mnie po szóstej i
pijemy razem kawę- zwierzyłam się kiedyś Moni.

– Po szóstej? – zdziwiła się mocno
– Już ja bym tam nie wstała dla kawy tak wcześnie.

– Ale ja nie wstaję dla kawy. –
wyjaśniłam – Wstaję dla niego.

Jedyna taka chwila naszego dnia.
Nim dzieci zaświergoczą, nim ruszy cały mechanizm obowiązków, nim karuzela
zazgrzyta. Tylko my we dwoje. Warto. Wierzcie mi lub nie wierzcie, ale warto.
Piętnaście lat, a on wciąż jest jedyny na świecie. Czas wybiela nam włosy,
rysuje zmarszczki wokół oczu, odbiera siły, ale nie dotyka tego co między nami,
nic nie niweczy.

Dni coraz krótsze.

Wieczór ze swymi rytuałami zakrada
się niepostrzeżenie. Mokra noc przytula się do szyb.

Czasem już przemknie za oknem
czerwona czapka świętego Mikołaja. Szczególnie wtedy, gdy krnąbrność trzylatka
jest nieposkromiona. Choć na sugestię:

-Oooo, chyba widziałam za oknem
Mikołaja!!! Sprawdza czy tu wszyscy są grzeczni.

niepoprawna Lala potrafi
wykrzyczeć ripostę:

– Ja nie jeśtem gziećna!!! I nie
chcię ziadnego plezientu!!!

Dni coraz krótsze.

Sny jak przykusa kołdra,  mgliste poranki jak dziecinny obrazek z
naklejanej waty, dni kapryśne, słodko-kwaśne, nieprzewidywalne dla
najgenialniejszych meteorologów, noce o oddechu mroźnym jak Buka z Muminków,
sny jak przykusa kołdra, mgliste…

 

Jesień.

Cała jesiennieję.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

ciąg dalszy…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

 Mimo niedoli, kochała dom, w którym mieszkała.

„Ziemia mi pachnie. Lubię jej
zapach” – mówiła z uwielbieniem, gdyśmy ją kiedyś zastali przy kopaniu kartofli
na polu.

Kochała ziemię bardzo, tęskniła za
nią, kiedy zmuszona przez chorobę, została od niej oderwana. Może właśnie tak
mocno trzeba ukochać ziemię żeby być godnym nieba.

Tyle mnie nauczyła.

Chodząc po mojej działce, chodzę
po jej śladach, doglądam jej ziemi, czasem zupełnie niespodziewanie znajduję
gdzieś w kącie kwiat zasadzony jeszcze jej spracowaną dłonią, przechowuję
niebieskie okiennice, którymi zasłaniała okna.

– Myślisz, że Bóg pozwala duszy
ostatni raz spojrzeć na ukochane miejsca? – pytam mężulka, gdy przesadzamy kępy
irysów robiąc szpaler wzdłuż drogi.

– Bardzo bym chciała żeby ona
mogła zobaczyć ostatni raz to podwórko. – szybko dopowiadam.

Byłaby pewnie szczęśliwa, że tak
się zajęliśmy tym kawałkiem ukochanej ziemi, że trawa lśni w słońcu, jabłonie
zadbane, stary budynek patrzy w świat nowymi oczami okien…

… że tu, gdzie płakała
posiniaczona przez męża, teraz słychać nasze pogodne rozmowy, miejsce
najbardziej ponure stało się pełnym słońca tarasem, na którym biesiadujemy i
gościmy przyjaciół, śmietnisko stało się kolorowym ogrodem, chaszcze zastąpił
trawnik, figurka Maryi za strychu ma swoją kapliczkę, ukurzony święty
Franciszek patronuje nad okolicą, niezapominajki co wiosnę zalewają podwórko
coraz większą falą, w ogrodzie znów królują georginie, a dzieci bawią się
beztrosko bezpieczne i szczęśliwe.

Wierzę, że to widzi.

I 
kiedy zgrabiam liście pod kronselkami, i kiedy ładuję je na taczkę, a
potem zaścielam stary koc i sadzam rozbawioną Laurkę, i kiedy wiozę cały ten
jesienny ładunek z podskakującą na wybojach córeczką, wierzę, że ona mi
towarzyszy.

Bo we mnie, w tym , co robię, w uśmiechach moich dzieci, w
kwiatach, które kwitną, w zapachu przekopywanej na nowo ziemi jest kontynuacja
i sens jej życia.

Jestem ciągiem dalszym, jestem kolejną stronicą księgi.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

dziewczyna w niebieskiej sukience

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Pisałam o niej już kilka razy.

 O babci Niebieskiej.

Niebieskiej, bo uwielbiała
niezapominajki, a pokoje , okiennice i drzwi malowała na niebiesko. Nosiła
chustki niebieskie jak bławatki. Kiedyś zdjęła zasłonki z okien; lazurowe w
ciemno niebieskie różyczki; i kazała krawcowej uszyć mi sukienkę na lato.
Amelia dostała podobny prezent – z żółte stokrotki.

Teraz babcia niebieska jest
niebieska naprawdę.

Umarła.

Zostało na łóżku malutkie pokulone
ciało jak porzucona łupinka po strączku fasoli.

Ale ona jest już gdzieś indziej.

Młoda piękna dziewczyna z włosami
związanymi w warkocz. Biegnie ubrana w cienką błękitną sukienkę do kolan. Jej
bose stopy dotykają zielonej łąki. Znów jest wolna. Od cierpienia, kalectwa,
smutku, trudu, troski. Wydobyta na brzeg z morza nieszczęść, które zalewało
całe jej życie.

Tak ją sobie wyobrażam , tak ją
widzę mimo bladego okruszka ciała zostawionego tutaj.

Ostatni rok był najcięższy.

Cierpienie umierającego powoli
człowieka. Zbyt powoli, zbyt boleśnie, choć co my wiemy na temat tego co „zbyt”
i co „na naszą miarę”. „Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” – jedno z
najprawdziwszych zdań, jakie noszę w głowie.

– Rutko, kiedy jak w końcu umrę? –
szeptała za każdym razem, kiedy u niej byłam. Tyle w tym było skargi  małego dziecka, które zmaga się z uniesieniem
wielkiego kamienia.

Za ostatnim razem rozpłakałam się,
gdy znów mnie o to zapytała, ale jak zwykle odpowiedziałam pociechą:

– Babciu, już niedługo. Jeszcze
troszkę.

I wtedy wyobraziłam sobie jak
biegnie uwolniona jak ptak z klatki przez skraj niebieskiej łąki.

 

Już niedługo.

 

Kiedy patrzę w lustro z każdym
rokiem widzę jak upodabniam się do niej. Podobna twarz, podobne spojrzenie, te
same miny i grymasy twarzy. Tylko ja dostałam lepsze, szczęśliwsze życie. Na
nią patrzyłam jak na tytana –  nieludzko
twardego i odpornego na ciosy losu, wypalanego od pierwszych chwil życia w
tyglu cierpienia, doświadczonego pracą ponad miarę, poniewieranego przez ludzi.
Niewiele miłości doznała na tym świecie. To nieprawdopodobne ile siły
charakteru i wierności Bogu kryło się w tym malutkim przygarbionym kobiecym ciele.
Nigdy nie przeklinała Boga, nawet w ciągu tych ostatnich miesięcy kiedy jej ciało
pokryło się rozległymi odleżynami. Do końca z różańcem w ręku.

Siła, jakiej ja nigdy nie będę
miała, mimo podobieństwa rysów i cech charakteru. Płakałam za każdym razem,
kiedy widziałam jej rany,więc jakże mogłabym znieść więcej…Choć – „tyle wiemy o
sobie…”

Modliłam się o szybką, dobrą
śmierć dla niej. Do Matki Bożej Pompejańskiej.

I Matka wysłuchała.

Zabrała ją.

W nocy, cicho i spokojnie.

 Niebieska Matka przyszła po swoją niebieską
córeczkę.

 

Odeszły razem, głaszcząc po drodze
niebieski łan świtu.

 

Pamiętajcie o niej.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

postępy w mowie, grzeczności i liczeniu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Kulkulatol. – recytuje Lala
obracając w rączkach jeden ze sprzętów liczących taty ścisłowca.

– Mamo, mamo!!! – wykrzykuje
uradowana – Udało mi się powiedzić : KULKULATOL!!!

– Świetnie. – chwali Rut – A
powiedz: kalkulator. – zgłasza
drobną poprawkę.

– Kal-ku-la-tol. – wypowiada z
namaszczeniem córeczka.

 

I tak to szybkimi krokami zbliżamy
się do idealnej artykulacji. Popracujemy jeszcze tylko na głoską „R”  i przejdziemy do działań na kalkulatorze:)

 

Bo bez kalkulatorka już liczyć
prawie-trzylatka umie.

– Moziemy po jednym?!!! –
wykrzykuje na widok pudełka z żelkami. – Ja chcie dwa!!! – dodaje na jednym
oddechu:)

 

– Jesteś kochana. – kadzi tatuś,
spijając całuski okraszone resztkami czekoladowego batonika.

– Uhmmm – potwierdza mrucząco mała
słodycz – I GZIEĆNA. – dopowiada co by sprawiedliwości stało się zadość.

 

A oto i ona w trakcie rodzinnych
jesiennych porządków działkowych.


Ale pokaż główkę:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

poszukiwana

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Od kiedy zaczął się wrzesień,
nieustannie trwają poszukiwania.

 

– Gdzie jeśt moja mama? Gdzie jeśt
moja mama?!!! – podnosi larum maluszek biegając po domu.

– Mamo, gdzie jeśteś? – rzuca raz
po raz w przestrzeń, przebiegając obok mamy siedzącej na kanapie.

Nusia śmieje się i pokazuje palcem
w kierunku zguby.

 

Czasem mama odnajduje się sama.
Wspina się po schodach z cieżką torbą w ręku i dzwoni pękiem kluczyków.

– Mamo!!! – wykrzykuje roześmiana
twarzyczka u szczytu – Wlóciłaś do naś!!!

 

Mamy nie mogą być zagubione, bo
wtedy zagubiony jest cały mały świat.

 

Zresztą – jak powiedziało któreś z
Muminków:

 

„Mamy nie giną tak łatwo. Zawsze je można znaleźć w jakimś
kącie, trzeba tylko poszukać.”

 

Rut ostatnio najłatwiej wyszperać
w kąciku przy ciepłym grzejniku, z kubkiem gorącej herbaty z goździkami:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

kwestia wyboru

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Moi uczniowie piszą test
diagnozujący.

Test jest z kategorii testów
wyboru. Zakreśl A, B, C lub D.

Patrzę na nich jak się głowią, za łepetyny chwytają, stukają końcówką długopisu w czoło, w okno zapatrzają licząc na
olśnienie z niebios lub też w kartkę sąsiada zerkają, licząc na inny rodzaj olśnienia.

Nagle dostrzegam Michała. Zamyka
oczy, chwilę palcem kręci kółeczka nad drukiem i …

Pac!!! – wbija paznokieć w jedną z
odpowiedzi. Otwiera oczy i "pacniętą" odpowiedź zaznacza kółeczkiem.

Potem spogląda na mnie, a ja
resztką sił powstrzymuję się od wybuchu śmiechu.

Odwzajemnia uśmiech i przechodzi
do tej samej procedury przy kolejnym zadaniu.

 

Cóż, w sumie wybór na chybił –
trafił to też wybór:)



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}