karawan:)

 

Mężulek szuka usilnie auta dla naszych córek, aby mogły być bardziej mobilne w mieście akademickim.

– Nie, ten nie – tłumaczy wskazując na kombi – za duży.

– To znaczy jaki?

– Tam z tyłu jeszcze dwie trumny się zmieszczą – jakże poglądowo tłumaczy auto-ekspert.

Szukamy dalej.

Co dzień w każdym wolnym czasie mąż i syn oglądają strony z autami.

Nasze niewieście serca najbardziej urzekł egzemplarz jasnoniebieski.

– Za duży dla Ali – tłumaczy mężulek.

– Aj tam, nie taki znów duży – macham ręką – tylko jedna trumna się tam zmieści.

– Co wy z tymi trumnami?

– No co, sam zacząłeś – śmieje się Lalcia.

*  *  *

Tkaniny niegdyś mierzono na łokcie, więc czemuż by wielkości auta nie liczyć na trumny ?😁🤭

 

wakat

 

W związku ze zniknięciem Hani, w domowych pieleszach nie może pozostać luka. Bo dom jak i przyroda, nie znosi próżni.

I tak oto wakat na stanowisku pomywacza zlewowego trafił się osobie jedynej możliwej:)

– Tylko mi wrzućcie łyżeczki po kawie do zlewu – z groźną miną wygłasza sentencję najmłodsza.

Aż dreszcz przeszedł po plecach😱

 

tkackie czółenko

 

– Ależ ten czas leci – westchnął klient mojego męża, spoglądając na swoje dziecko – Niedawno się urodziło, a już ma miesiąc – dodał zdziwiony.

Tu mój mąż się zaśmiał.

– To jeszcze nic – dorzucił swoje – moje dzieci niedawno się urodziły, a wczoraj trzecie zawiozłem już na studia:)

Tak, czas leci jak tkackie czółenko – cytując najmędrszą z ksiąg świata.

A my?

My za nim czasem nie nadążamy. Bo nim myśl przyzwyczai się do nowego teraz, ono już przestaje być teraz o staje się przeszłością.

Tak, nasza Nusia już jest zacną studentką zacnego kierunku i dołączyła do swego rodzeństwa w zacnym studenckim mieście.

Zaraz pierwszego dnia po przylocie do nowego gniazda, postanowiła nie zasypywać gruszek w popiele i poszła eksplorować okoliczne sklepy, targi oraz mniej okoliczne kawiarnie:) Nusia nie z tych co by grzali pupę ma zapiecku i oswajali się powoli acz sukcesywnie z zastaną rzeczywistością. Nusia po prostu zdobywa nowe światy, szybko, łapczywie i z zapałem.

– Dziś kupiłam dwie nowe książki – zameldowała mi dziś.

– A wczoraj kupiła siatkę do przeciskania warzyw i jajek – zdała relację Ala.

– Tak, bo poszłam na targ i był jakiś chłop z żelastwem, poszukałam na jego kramie i znalazłam – oznajmiła – Więc już nie musicie przywozić z domu.

– Ale chcę tego królika z kanapy. – napisała innym razem.

– To dla wnuków – odpisałam.

– Jak już będą, to im oddam. A teraz będę go kochała i spała z nim:)

– Ok, ale masz go też czasem uprać.

I tak sobie piszemy i rozmawiamy od dwóch dni, bo tyleż minęło od czasu wywiezienia jej do wielkiego miasta.

I już słyszę z oddali nasz własny głos:

” Jak ten czas szybko biegnie, dopiero zawieźliśmy ją na studia, a już je kończy” 🙂

Coś się kończy, coś zaczyna. Dom pustoszeje jak łajba, z której wysiadają kolejni pasażerowie.

Ale przyjdzie czas, że znowu zapełni się tak, że zanurzy się aż po skraj burt. Już ktoś nieśmiało przebąkuje z brzegu:

” Synowa was pozdrawia”

i uśmiecha się figlarnie;)