Przepraszam, że tak długo nie piszę. To nie dlatego, że dzieje się coś złego. Po prostu dzieje się tyle, że nie wiem już o czym pisać.
Ale pomyślałam, że dziś opiszę wam jedną z historii ostatnich dni, która mnie bardzo poruszyła.
Nie wiem czy pisałam, że po raz drugi pojechałam na szkolną wycieczkę, niemal tą samą trasą, tyle, że z innymi klasami i innymi koleżankami. No i… wcale mi się nie nudziło. Teraz mogłam skoncentrować się na szczegółach i detalach, dooglądać to, na co ostatnio tylko przelotnie rzuciłam okiem. To naprawdę cenne, by wrócić jeszcze raz w te same miejsca i zaprzyjaźnić się z nimi bliżej.
Ale nie o tym chciałam wam opowiedzieć.
* * *
Pewnego ranka, tak chyba trzeciego dnia wycieczki, jeden ze starszych uczniów zagadnął mnie na szlaku:
– Czy mogłaby Pani przyjść dziś do naszego pokoju i pomodlić się z nami?
Byłam nieco zdumiona. Po pierwsze dlatego, że w mojej karierze nauczyciela zdarzyło się to po raz pierwszy, po drugie zaś dlatego, że prośba wyszła z ust ucznia, o którym wiem, że rodzina jest niepraktykująca, a on prawdopodobnie nie był w kościele od pierwszej komunii. Na religię jednak przychodzi:)
Nawet podejrzewałam, że to jakiś rodzaj żartu z jego strony.
Umówiliśmy się wstępnie na wieczór i więcej o tym w ciągu dnia nie rozmawialiśmy. Byłam przekonana, że szybko o tym zapomni.
Ale myliłam się.
Gdy wieczorem, już w pidżamie siedziałam w łóżku, w moim pokoju, nagle ktoś zapukał do drzwi. To był ten uczeń wraz z innym kolegą.
– Przyjdzie Pani pomodlić się do nas? – zapytali ponownie.
– Tak, oczywiście – zgodziłam się.
– A może przyjść jeszcze kilka innych osób z naszej klasy?
– Jasne.
Gdy dowiedziała się o tym Inka, zdecydowała od razu:
– Ja też idę, jestem ich wychowawcą.
I poszłyśmy.
W pokoju już czekało na nas spore stadko siódmoklasistów. Rozlokowani na tapczanach i podłodze czekali. Odmówiliśmy wspólnie różaniec i trzymając się za ręce w kręgu – Pod Twoją obronę.
Inka się wzruszyła.
– Wiecie – powiedziała na koniec spotkania – ja jako wychowawca codziennie się za was modlę, ale to chyba pierwszy raz kiedy wy pomodliliście się za mnie.
– Weźcie i moją klasę – poprosiła Marynia, gdy opowiadałyśmy po powrocie do swego pokoju.
Sprawa jednak sama się rozwiązała, bo następnego dnia przyszly do mnie dziewczynki z klasy Maryni i zapytały:
– Dlaczego pani nie przyszła wczoraj do nas się pomodlić? My też chcemy:)
No więc umówiłam się z nimi, że tego wieczoru przyjdę specjalnie do nich.
W ciągu dnia podchodziły kolejne osoby i pytały czy mogą też przyłączyć się do modlitwy, więc znowu umówiliśmy się w pokoju chłopaków.
A oni znowu wieczorem przyszli wcześniej, zapukali do mojego pokoju i przypomnieli, że „dziś też się modlimy proszę pani”.
Tym razem poszłyśmy już we trzy: ja, Inka i Marynia. Zastałyśmy pokój tak wypełniony naszymi uczniami, że brakowalo powietrza do oddychania:) Kazałyśmy więc uchylić okno i odmówiliśmy razem koronkę do miłosierdzia, dziesiątek różańca i Pod Twoją obronę.
To był niesamowity widok. Młodzi ludzie siedzący we wszystkich kącikach pokoju, na podłodze, pod oknem i w skupieniu modlący się razem z nami.

To jest jeden z tych widoczków, które zapamiętasz na całe życie. Może nawet bardziej niż śliczny Wodospad Kamieńczyka, rozległy widok ze szczytu Śnieżki, uciekające spod nóg drzewa, gdy wjeżdżasz kolejką w Kapaczu, dostojne zabytki Pragi czy tańczące fontanny wrocławskie.
Może nawet bardziej odciśnie się to w moim sercu niż wszystkie te cuda ziemi.
Dlatego jestem wdzięczna, że mogłam pojechać jeszcze raz w te same miejsca. Bo każda droga jest inna i przynosi inne łaski. Można co dzień przemierzać tę samą trasę i co dzień będzie dla nas inna i w inny sposób nas pobłogosławi.
