To, że rzadziej tu piszę, nie oznacza ani tego, że dzieje się coś złego, ani też tego, że nie dzieje się nic.
Po prostu dzieje się tak obficie, że nie sposób tego czasem ogarnąć myślą, a co dopiero ubrać w szaty słów i przyrządzić na tyle lekko i strawnie, by inni mogli się tym nakarmić bez przesytu.
Dzieci porosły. Lusia i Dusio pracują i uczą się jeszcze, Nusia studiuje w naszym ukochanym studenckim mieście, a Lala jest już nobliwą licealistką. Julcia już za malutką chwilę spodziewa się narodzin synka. W życiu naszych dzieci dzieje się tak dużo i z takimi fajerwerkami, że chwilami tracę oddech. Ale wszystko na dobrej drodze, najlepszej.
Ufam, że nawet chwilowe zawirowania są po coś i Ktoś przeprowadzi pewną ręką. Wszystko zawierzam i omadlam, bo są chwile, że nic więcej nie mogę i nawet nie mam pomysłu jaką dać radę czy wskazówkę.
* * *
Sama zmieniam się też ostatnio. Nie tylko fizycznie ( utyłam i nie przypominam już worka na kości:), ale też wychodzą ze mnie coraz to nowe pasje, fascynacje, talenty i plany na ich realizację. Żyję jakby na nowym, głębszym, bardziej świadomym oddechu. Oprócz malowania i pisania, odkryłam ponownie to, co leżało nietknięte od czasów dzieciństwa, czyli pasję do reżyserowania sztuk. W ostatnim roku popełniłam ich dwie, angażując w realizację nie tylko własne pomysły, siły, pracę i czas, lecz także rzeszę innych osób, ich potencjał i talenty.
Prawie poruszyłam skały.
Miło wydobywać z ludzi to, co najlepsze i o czym czasami sami nie mieli pojęcia, że noszą to w sobie. Widzieć jak rozkwitają, bo stwarzasz im sprzyjające warunki i rzucasz wyzwanie. Miło pracować w takim zespole, razem nieść ciężar przedsięwzięcia, potykać się, ponosić, walczyć i na koniec świętować sukces.
Właśnie obejrzałam zmontowane już nagranie z ostatniego spektaklu i… uśmiecham się na myśl, że zrobiliśmy coś tak pięknego i dobrego.
* * *
To wszystko tak na marginesie zwyczajnego życia rodzinnego, mojej pracy w szkole i przedszkolu, codziennych obowiązków:)
Ten rok był tak obfity. Oglądam zdjęcia i filmy w galerii telefonu, wykrawam małe skrawki, montuję rolkę, dodaję muzykę, oglądam. Czuję się jak widz w kinie, patrzę urzeczona. Każda sekunda ma inną fakturę, barwę, rytm, nastrój, temperaturę. Każda ukrywa inną opowieść i tajemnicę. Niektóre domagają się jeszcze zakończenia.
Czy tak, czy właśnie tak będziemy patrzyli na nasze życie po przejściu w wieczność? Miliardy ziarenek piasku naszego istnienia.
Oby więcej dobra, piękna i miłości. Oby zdążyć odebrać złoty pył od popiołu. I nie wstydzić się straconego czasu.
Wypełnijmy nasze dni samym dobrem, prawdą i pięknem.
Tego sobie i Wam życzę ja ten rok♥️





