# znaczek 18

Wyników histopatologii mojego męża wciąż nie ma, choć minął miesiąc od operacji.
Szkoła cierpliwości.
Nic tak skutecznie nas jej nie uczy jak czekanie.

Ale jest On i Jego Słowo…

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Ufam Tobie



Każdego ranka czujemy się zaskoczeni tegoroczną wiosną. Bywa, że budzi nas słońce przenikające białe lniane zasłony, bywa, że szum deszczu pukającego w dach i szyby, zdarza się, że wyglądając przez okno widzimy zimowy pejzaż – świat otulony w śnieg, oszroniony i mroźny. Rośliny radzą sobie z tym jak umieją, większość stulona ciasno w kokonach pączków i zawiązków liści nie kwapi się ze startem w nowy sezon.


Jest jednak jeden wyjątek.
Stokrotki.
Te, nie zważając na śniegi i mrozy, zgodnie z kalendarzem i wbrew wszystkiemu innemu wypuszczają pączki i rozkładają koronkowe bladoróżowe płatki tuż obok tych śniegowych, zimnych.
Dla nich nie istnieją trudne czasy i anomalie pogodowe, wszystko jest jak być powinno, więc nie ma powodu, by odkładać to, co się miało zrobić ani na chwilę:)
Kwitną więc sieczone zimnym deszczem, ważone przymrozkami, szarpane wiatrem, otulone piórkami śniegu.


Bo przecież słońce jest zawsze. Co z tego, że czasem go nie widać:)

* * *

16 grudnia 2007 roku nasza rodzinka poświęciła się Najświętszemu Sercu Jezusa. Przypomnieniem i pamiatką tego wydarzenia był obraz Jezusa miłosiernego podarowany nam przez moją mamę. Obraz towarzyszył nam od tamtej pory nieustannie. Niestety po latach tak wyblakł, że Jezus wyglądał na nim bardziej już jak zjawa niż postać człowieka. Chcieliśmy dokupić nowy nadruk, ale nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego do ramy. Myśleliśmy też o kupieniu zupełnie nowego obrazu, ale wtedy nie zachowałoby się już nic z tego pamiątkowego. I tak dotrwaliśmy do dnia, gdy nagle pomyślałam odważnie: „A może spróbuję Go sama namalować”

Mąż dociął mi odpowiedni format do ramy i zabrałam się do pracy. Na wzór wzięłam inny obraz, mniej znany wizerunek Miłosiernego. Mniej znany innym, ale dla mnie jedyny i bardzo bliski sercu. Bo taki właśnie stał od lat w mojej rodzinnej parafii. Przed Nim wyklęczałam setki godzin i w Jego oczy patrzyłam od czasu, gdy jako nastolatka zakochałam się w Nim po uszy. To Jego właśnie błagałam o ratunek, ocalenie od grzechów, szczęśliwe życie, dobrego męża, cudowną rodzinę, drogę, którą pójdę, o wszystko…
Wszystko mi dał, choć przeprowadził przez sztormy, wichry i nawałnice, czasem na granicy życia i śmierci, przez godziny ciemności i obłędu. Ale dał wszystko – całe snopy światła i potrzebnych łask.

Właśnie ten obraz stał się moim wzorem, a jego malowanie było jak rekolekcje.
Gdy jednak powstał wizerunek, okazało się, że rama jest na tyle szeroka, że nie zmieszczę już napisu na dole: Jezu ufam Tobie.
Odłożyłam więc pędzle i odeszłam od sztalugi. Poszłam na spacer po podwórku i swoim zwyczajem doglądałam moich roślin, sprawdzając jak sobie radzą.
Wtedy zrozumiałam co mogę umieścić na obrazie zamiast tradycyjnego wyznania.
Uśmiechnęłam się i wróciłam do farb i pędzli.

Chwilę później u stóp Jezusa, wychylając się z rozpadliny skalnej, wyrosła mała bladoróżowa stokrotka.



Z daleka wygląda jak mała plamka. Niepozorne „coś”, bez znaczenia dla reszty świata.

Ale jest.  Kwitnie.

Zupełnie bezpieczna przy Nim choćby waliła się i paliła ziemia pod nią.
Jezu ufam Tobie❤️❤️🌼

Mój mąż i syn pochylili się nad obrazem, gdy im oznajmiłam, że jest skończony.
– A to co? – zapytał młodszy.
– Stokrotka – odparłam.
– Cała mama:) – uśmiechnął się mój mąż i mrugnął do syna – Nawet nie musi się już podpisywać.

I tak oto znów wisi na naszej ścianie Miłosierny, patrzy na nas łagodnie, błogosławi, a stokrotka przytulona do Jego stóp przypomina szeptem:

„Nasze słońce jest zawsze. Nawet wtedy, gdy Go nie widać. Ufam Tobie.”

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 7 komentarzy

Jezus z perłą

Ten obraz chodził za mną długo. Chyba zrodził się parę lat temu w mojej głowie. Ale nigdy, w najśmielszych myślach, nie przypuszczałam, że mogłabym kiedyś sama go namalować.
Był tylko kliszą w wyobraźni, blaknącą z upływem czasu.
I ostatnio znów przyszedł do mnie wraz ze słowami:

„… a gdy ją odnalazł, oddał wszystko, co miał, by ją zdobyć”

i oto jest…

zapatrzony z miłością w tę, za którą oddał życie.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 4 komentarze

Słowo z zakładką od Agai

* * *

Oczywiście zakładka z brzozami:)

Niedawno minęło 10 lat od kiedy piszę „garniec pełen złota”, a WordPress uporczywie mi przypomina, że kończy się miejsce przewidziane na moje pisanie;) Coś się kończy, coś się zaczyna. Normalne życie.

Zastanawiałam się czy jest jeszcze ktoś z czytających, kto pamięta mój pierwszy blog, od którego wszystko się zaczęło. Miał tytuł ” W cieniu brzozy”.

Podziwiajcie zakładkę, którą wiele lat temu zrobiła dla mnie Agaja. I zamyślcie się nad Słowem. Wciąż mnie zadziwia jak On celnie wypuszcza strzały Słowa, jedną po drugiej. Co dzień – prosto w serce.

Mam taki swój własny rytuał, gdy kapłan zaczyna czytać na mszy Ewangelię. Mówię wtedy cichutko: 

– Przeorz moje serce.

Przeorz mnie swoim Słowem.

 

i On to robi🌹

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 1 komentarz

obietnica

 

Mój mąż – w niedzielę przywieziony ze szpitala – już w poniedziałek rozbierał starą szopę na podwórku, we wtorek woził cegły, a dziś jak rączy jeleń poszedł w las i pole na cztery godziny. Mimo opadów śniegu z deszczem i pogody „pod psem”.

Nikt, kto nie jest wtajemniczony, nie domyśliłby się, że tydzień temu przeszedł poważną operację, a na boku ma 15cm szew.

 Ja więc jak obiecałam, tak zrobiłam.


Wenanty wespól zespół z innymi świętymi troszczy się o zdrowie mojego męża, więc siadłam do portretu świętego ( prawie:) zakonnika.

– Obiecałam ci Wenanty, to ci namaluję – powiedziałam mu i rozłożyłam pędzle – Tylko mi pomagaj, bo wyjdziesz brzydki – ostrzegłam lojalnie.

I zabrałam się do pracy…

cienie 

światło 

a w końcu…

santo subito:)

uprzedzając papieża Franciszka i wszystkie wolno mielące młyny kościelne … Wenantego nieoficjalnie kanonizowałam:)

 

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 11 komentarzy

miłość

* * *

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

poranek Marii


Siedzę przed olbrzymimi przeszkolnymi drzwiami tarasu, z kubkiem kawy, z odłożonym odmówionym już różańcem, siedzę i czekam: ubrana w piękną sukienkę, uczesana, z wytuszowanymi rzęsami, kolczykami z perełek, jasne kosmyki włosów błąkają się po policzkach.
Za szybą rześki zalany słońcem poranek, w donicy małe bratki odporne na chłody żarzą się barwami mimo nocnych przymrozków.


– Przejdziesz wszystko cokolwiek przed tobą położę, coraz piękniejsza … – powiedział mi kiedyś.


Wierzę Mu, choć własnym siłom nie ufam. Już nie.

*  *  *

Na drzewie migdałka obrzmiałe pączki kwiatów. Obrzmiewają gojące się rany mojego męża.
Znowu prawy bok przebity.
– Jeśli mogę z Nim tak współcierpieć, to dla mnie zaszczyt – wyznał, gdy odjeżdżał na operację.

Płakałam. 


Dziś, za chwilę jadę po niego. Z Nim.
Ubrałam się pięknie, uczesałam, umalowałam.
Dla obu moich Umiłowanych. Obaj zranieni, obaj piękni, obaj tęskniący.
Niedziela miłosierdzia.
Wszystko jest znakiem. Jego droga jest nimi usłana.
Biegnę po niej jak Maria Magdalena w tamten poranek.

Serce pała.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 4 komentarze

Słowo…

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 1 komentarz

sms

sms od mojego męża za szpitala:

Dobre wieści: wyciął jedną zmianę 8 mm. Pozostałe się cofnęły. Histopatologia po 4 tygodniach. W piątek wyjmie dreny a w niedzielę do domu. Krótka rozmowa. Konkretna. Miła

 

💮💮💮

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Błogosławionych Świąt

Rut💮

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze