Arcybiskup Fulton Sheen napisał:
„… istnieją dwa rodzaje łaski: łaska biała, która sprawia, że stajemy się mili Bogu, i łaska czarna, w której czujemy Jego brak.(…) Sprawia, że jesteśmy niespokojni.”
Ja jestem zdecydowanie i w większości beneficjentem tej drugiej łaski. Łaski ciemności, braku światła, drżenia…
Jestem jednym z tych, którzy w ciemnej dolinie spotykają i siebie i Boga najgłębiej. Nie w blaskach słonecznych, nie na rozgrzanych, upojonych aromatami polanach ( choć za nimi tęsknią), lecz w załomach skał i rozpadlinach, gdzie światło – jeśli się sączy – to jak krew z rany cienką strugą.
Ciemność jest wytrychem na mnie. I On wie. Złodziej dusz. Włamywacz kradnący serca.
Najłatwiej otworzyć mnie brakiem i ciemnością.

Ilu nas jest takich, którym zawory łaski otwierają się nocą? Nocą wołają, tęsknią, szamoczą się jak Jakub z aniołem. Nocą odkrywają kim są. Nocą dojrzewają.
Łaska czarna tak samo mocno przemienia jak tak biała, lecz, gdy tamta głaszcze i otula, koi i leczy, ta zgniata i miażdży. Jak wtedy, gdy się rozłamuje skorupę orzecha, by dotrzeć do białego miąższu. To twarda łaska, bolesna, lecz przeobrażająca dogłębnie. Pustynna, paląca, głodna, czołgająca się na kolanach, gwałtowna jak burza, miotająca się, gubiąca…
* * *
A jeśli te wszystkie życiowe ciemności, rany i przepaści były łaską? Jeśli były po to, by mnie rozwijać, kierować ku Bogu, dawać wzrost, karmić pokarmem najlepszym dla mnie? Jeśli jestem rośliną, która nie urosłaby i nie wydała owoców w pełnym słońcu? Jeśli tak jest, to wszystko zmienia.
I prawdą jest, że wszystko jest łaską.
Dla każdego taką, jakiej potrzebował. Są przecież tacy, których lekki wiatrek by złamał, ale są też inni, którzy bez wichur nie zapuściliby korzeni głęboko. To, co dla jednego jest dobrem, dla innego byłoby krzywdą, to, co dla jednych ust pokarmem, dla innych – trucizną.

Jeśli ktoś poprowadził cię ciemną doliną, widocznie ta trasa była dla ciebie najlepsza, najbezpieczniejsza i najkrótsza. Może zgubiłbyś się w promieniach słońca, nie odgadł tak wiele.
Co, jeśli tylko ciemność może cię zbawić?
A jeśli to nie były wertepy, lecz rzucone ci pod stopy łaski? A jeśli te kamienie na drodze to nie przeszkody, lecz jej umocnienie dla pewności, że dojdziesz, gdzie trzeba? Może rany nie były, by ranić, ale po to, by wlewać przez nie jak w transfuzji życie? Może skostniałbyś i skamieniał, gdyby nie pęknięcia?
Przyjdzie czas, gdy to zrozumiesz. I będziesz wdzięczny.
” Z Tobą ciemność nie będzie ciemna wokół mnie, a noc tak jak dzień zajaśnieje” – zaśpiewasz.





