okienka pogodowe

 

Ostatnie dni to festiwal słońca i deszczu. W ciągu jednej doby jest miejsce i na letnie upały i na zimne wichry, na burze, tęcze, deszcze i łagodne słońce. Wprowadza to mnie w nieustanny taniec. Nagłe ucieczki do domu, senność, a potem – gdy tylko wyjdzie słońce – dłuższe i krótsze spacery w kaloszach, by nasycić się światłem, zielonością i ptasim trelem. Zanim nadejdzie kolejna zawierucha. Zanim zahuczy i zadudni nad głową, zanim ołowiem znów pokryje się niebo.

Teraz siedzę w takim antrakcie między deszczami, w samym środku sadu, otoczona całą paletą zieleni, blasków i świergotów. Przesiąkam tym wszystkim. Na zapas. Na niepogodę.

* * *

Wychwytuj w swoim życiu takie okienka pogodowe, momenty gdy słońce wychodzi zza chmur i przestaje padać. Wychwytuj i skoncentruj na nich swoją uwagę, zakotwicz w nich mocno jak się rzuca liny i zawiązuje solidnie o paliki w porcie. To ci się przyda, gdy znowu przyjdzie deszcz, sztorm i burza, gdy zawyją wichry i zaczną szarpać żagle, gdy grad uderzy w szyby.

Siedź i mruż oczy na słońcu, pozwól promieniom miękko wsiąkać w powieki i przenikać wszystkie powłoki swego ciała, niech światło dotrze do samego wnętrza, ogrzeje je i rozjaśni. Przyda ci się ta latarnia, gdy przyjdzie zmrok, a potem noc. A przyjdzie. Napewno. Bo nawiedza nas regularnie. Nic na to nie poradzisz. Falowanie życia.

Wpuść do środka świergot ptaków, głaskanie letniego wiatru po policzku, jego igraszki z twoimi włosami. Zanurz się w zapachu jaśminu i piwonii, otul aromatem świeżo skoszonej trawy i parującej po deszczu ziemi, żywicznym balsamem sosen.

Zapisz to sobie, jak się zapisuje wspomnienia z wakacji. Masz głęboko w sercu taki notes pełen drobnych pięknych chwil.

Gdy będzie gorzej, ciemno i zimno i duszno i ciasno, otworzysz go i przeczytasz o dróżce, która prowadziła cię przez zieleń, o falujących kłosach, które głaskałeś jak dzikie łagodne zwierze, idąc wzdłuż pól, o czerwonych makach i chabrach bławatkach, i skowronku…

Wszystko ma znaczenie. Nie myśl, że coś jest zbyt małe, zbyt zwyczajne, zbyt nieważne, by do tego podejść, dotknąć, musnąć ustami, schować do kieszonki serca.

To coś małe może kiedyś uratować ci życie. Malutkie wspomnienie kropel rosy na liściu może być dla ciebie kiedyś drogą powrotu do świata żywych. Mały omszony patyk ściskany w dłoni, może być kiedyś jedyną poręczą, której się przytrzymasz, gdy będziesz schodzić po stromych schodach życia w dół.

Nie lekceważ.

Wychwytuj małe okienka pogodowe w twoim życiu, wydłużaj je swoją uwagą i atencją, rozniecaj iskry do wielkości ognisk. Ogniska do wielkości gwiazd.

Może nie tylko tobie będą kiedyś przydatne. Może ktoś też się przy nich ogrzeje. I dzięki nim odnajdzie drogę.

 

5 thoughts on “okienka pogodowe

  1. Oj, jak bardzo to też moje… Te okienka pogodowe i inne okruchy światła i spokoju to coś co pomaga nie ustać w drodze. Przez burze, ulewy i inne ciemności. Pozwalają przetrwać do kolejnego rozpogodzenia i chwili oddechu. Łapmy więc te okruchy, ile wlezie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *