Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Noc.
Sad za oknem tonie w długich cieniach.
Dzieci posapują przez sen. Nusia tuli się do nóżki misia
Buraska Małego, a Ala śni zapewne o Borejkach, którymi zaczytuje się co dzień
łakomie.
– Myślisz, że to jest nałóg – pyta mnie mężulek, gdy – mimo
wielokrotnych prób – nie udaje mu się dobić do świadomości pogrążonej w
lekturze córki.
– Ja nie myślę. Ja wiem. – odpowiadam i oboje się śmiejemy
pokazując sobie na migi nieprzytomną minę Ali.
– Zobacz: krótko śpi, mało je, traci kontakt z żywymi – jak
nic: nałóg. – udowadniam.
Jeśli Ala odrywa się już od książek Musierowiczowej to tylko
po to, by spytać:
– Mamo, a co potem się stanie z Aurelią, Tomkiem Kowalikiem,
Patrycją i Baltoną, …? A kto to jest Grzegorz, Nerwus, …? Co one zrobią z
welonem Idy? Kto znajdzie białe pantofle?
Tyle razy czytałam Jeżycjadę, że znam odpowiedzi na niemal
wszystkie pytania. No, może oprócz tego: „Czy Roma będzie miała dzieci?” 🙂
Potem obie rzucamy śmiesznymi wierszykami:
„Jedna babcia drugiej babci napluła do kapci”
„ Kto mlaszcze, dostanie w paszczę”
„Kto oblizuje nóż, ten nie przemówi już.”
„Kto siorbie, dostanie po torbie”.
– A dlaczego? – zgłasza interpelację siedząca z nami przy
stole Nusia.
– Co dlaczego?
– Dlaczego nie przemówi już? – chce wiedzieć maluch.
– Bo jak ktoś oblizuje nóż, to może uciąć sobie język, a bez
języka nie można mówić – edukuję pociechę.
A Ala czyta dalej. Z prędkością zbliżoną do prędkości
światła, bo jeden tom dziennie.
Prawie nie śpi, prawie nie je, prawie nie kontaktuje.
Dno nałogu:)
Kolejna córka Nusia również na dobrej drodze – jej ulubiona
odezwa do rodziców brzmi: „poczytaj mi!!!”.
No i Laurka.
Jeden z jej zwyczajów to wyciąganie książeczek z najniższej
półki pod telewizorem i wertowanie ich.
Książeczki te są z biblioteki i co jakiś czas znikają w
płóciennej torbie i są „tachane” przez Rut i Nusię do pobliskiej placówki
wypełnionej po sufit półkami wypełnionymi po brzegi tomami wypełnionymi od
deski do deski mądrością zakutą w literki.
– Wiesz co zrobiła Laurcia, gdy poszłyście do biblioteki? –
zadaje pytanie mężulek, gdy tylko zemdlone od ciężaru książek w płóciennej
torbie stanęłyśmy na progu.
– Nie wiem. – odparłam zgodnie z prawdą.
– Przyraczkowała do półki, sięgnęła rączką po książki,
spostrzegła, że ich tam nie ma i… rozpłakała się.
Dno nałogu:)









