nowy rodzaj posiłku

 

Siedzimy przy stole.

Ja piję kawę, malutka córeczka wyławia z plastikowej miseczki ostatnie chrupki o smaku orzechowym – pozostałość bo biesiadzie urodzinowej tatusia. Jak głosi porzekadło: „kto zjada ostatki, ten piękny i gładki” , więc Laurka jest i piękna i gładka i dodatkowo bardzo zadowolona, bo rodzeństwo poszło do szkoły i z nikim nie trzeba się dzielić.

Mruczy sobie pod noskiem, paluszki oblizuje, w końcu rzuca w kierunku mojego różka stołu trafny komentarz:

– Przegąska taka.

Omalże się nie poparzyłam kawą:)

Hobbici wśród wielu posiłków mieli swój podkurek, my – od tego pamiętnego dnia mamy przegąskę.

 

– Przegąska – znowu mruczy sobie kontenta nad plasterkiem wyjątkowo wyśmienitej szynki. – Od kogo to?- chce znać szczegóły

– Od świnki. – mówię, śmiejąc się.

– To świnka córeczko. – doprecyzowuje tatuś, zamykając odrzwia lodówki.

Dziewczątko połyka kolejny kęsek i…

– Ale nie zyje – zauważa słusznie i odchodzi pałaszując resztę plasterka.

 

Nieżywa przegąska:)

 

 

narodziny ploteczki

 

 

Wchodzę do sklepu z Laurką.

Tak przy okazji, po drodze z biblioteki, skąd targamy kolejne wiekopomne dzieła Brzechwy, Tuwima, itp. Od progu wita nas uśmiechem pani ekspedientka, która jest przy okazji mamą trojga moich uczniów.

Oglądamy sobie uważnie z córeczką cały asortyment , każda na swoją rękę i każda na swoim poziomie. Ja – półki bardziej górne, Laurka -wszystko bliżej podłogi. A i na samej podłodze stoją ciekawe produkty.

I nagle słyszę…

– Mamusiu, a jak urodzi nam się mały dzidziuś, to kupimy mu takie ksiesiełko? – pyta córeczka wskazując mały kolorowy mebelek.

– Tak, tak. – odpowiadam, nie wchodząc w szczegóły tematu.

– I kupimy nasiemu dzidziusiowi taki noćniciek?

– Tak, oczywiście. – znów potwierdzam i napotykam pełen błysku wzrok miłej pani zza lady.

I już wiem jakie będą najświeższe ploteczki na nasz temat:)

Nie mające nic wspólnego z prawdą – dodam.

 

Oprócz tego, że gościli u nas niedawno nasi przyjaciele z Ukrainy z trójką dzieci. Najmłodszy ośmiomiesięczny Romuś tak zauroczył naszą Laurkę, że każdy dzień przemienił w tęskne wyczekiwanie, że i nam lada moment urodzi się „naś dzidziuś”.

Czasem i moje serce daje się ponieść takiej tęsknocie.

Mknie wtedy jak łódeczka z kory z żaglem z liścia. Nie straszne jej żadne sztormy i wichury. Zapomniała już połamane maszty i supły na linach. Jej przeznaczeniem jest płynąć.

 

Wiosna. Ach, to ty!