Piękna jest ta zima, śniegu zatrzęsienie, mroźne poranki z huczącym już piecem, który mój mąż rozpala skoro świt, jeszcze przed naszą poranną kawą. I wieczory o horyzoncie zaczerwienionym jak rumieńce.
Co dzień więc odbywamy spacery, dłuższe i krótsze wędrówki, samotne, parami i grupowo, poranne, popołudniowe, polne i leśne.
* * *
Wychodzę czasem sama w pola. Moje czarne trzewiki zanurzają się w śniegu, a biały puch wsypuje się przez cholewki. Oczy łzawią od blasku bieli, policzki oszczypane przez mróz pieką przypominając dzieciństwo.
Zanurzam się coraz głębiej w śnieżną kartę śpiących pól, gdzieniegdzie tylko poznaczonych drobnym ściegiem sarnich nóżek, tropami zajęcy… Nad wszystkim błękitna pokrywka nieba.
Tylko Bog widzi wyraźnie nasze ślady zmieszane ze śladami naszych braci.
Zanurzona chwilami po kolana w białym puchu, doświadczam wolności nieznanej mi dotąd.
Śnieg otwiera miejsca latem niedostępne, tworzy ścieżki dotąd niemożliwe, pozwala ci przemierzać szlaki zwierząt, stać się sarną, jeleniem, kuropatwą, dzikiem, myśleć jak one lub nie myśleć wcale i dać się powieść gdzie oczy poniosą. Słyszysz jakiś zew, podrywa się gorąca fala krwi.

Tu nie ma gotowych dróg, są tylko te, które kreślisz swoimi nogami. Kartograf własnych map. Jednorazowych – wiesz to – bo kolejna zamieć lub odwilż mapy spali. Tym lepiej. Nikt nie pójdzie już w twoje ślady. Szlak zaginie. To tylko twoja droga. Przejdziesz nią tylko raz i tylko ty.

Mój syn chodzi jeszcze dalej, przemierza niepokalane prześcieradła śniegu stąd aż do sąsiedniej wsi. Rozumiem co go tam prowadzi.
Być małym – drobina na białej bezkresnej połaci, jak jedna litera na karcie książki, i być wielkim tak bardzo, że decydować : w prawo czy lewo, naprzód czy spowrotem, bez podpowiedzi znikąd, nie inspirowany żadnymi wskazówkami, niczym co przedtem było i niczym co będzie potem.
Śnieg rozpuszcza się w butach, chłodzi zapał, lecz nie zniechęca. Coraz bardziej nieczuły na mróz idziesz, pokonując czas i przestrzeń. Jesteś tylko ziarenkiem maku w historii i wszechświecie, ale to one są pod twoimi stopami. One są dla ciebie, nie ty dla nich. Dwaj potężni słudzy.
Błękitna pokrywka nad wszystkim.
Nad tobą, światem, każdym krokiem.
Niebo.