– Przyszła Pani… To czy mniej Panią boli gardło, bo ja się za Panią modliłem ? – wylewa z pierwszej ławki Kacperek i wpatruje się niebieskimi oczętami zza okularków żądny odpowiedzi.
Nie wiem co powiedzieć, bo gardło piecze żywym ogniem, a chłopczyk patrzy z nadzieją.
– A ja modliłem się z moją mamą za Panią – wykrzykuje Kubuś z trzeciej ławki.
– I ja się modliłam…I ja… – podnoszą się głosy zapewnień.
– Możemy dla Pani zrobić laurki?
– Wróci Pani?

Czuję jak oczy zaczyna mi pokrywać mgiełka, gorąca i słona.
Po 16 latach pracy nadszedł ten czas, gdy krtań raz po raz zacina się jak stary winyl. Wiem, że czas odpocząć jeśli chcę uratować choć resztki głosu na dalsze lata. I wiem, że to rozsądne, potrzebne i logiczne.
Ale… gdy ktoś mnie pyta czy przychodzi łatwo taka decyzja, widzę przed sobą te dziecięce twarzyczki.
– Niech Pani zostanie. Ja już nie odezwę się ani słówkiem – obiecuje Kacperek gaduła.
– Chcę Pani powiedzieć – mówi nastoletni Gabryś – że ma Pani takie coś, że jak Pani mówi, to chce się Pani słuchać i … nie można nie słuchać. – wyraźnie się wzrusza, ale czuje się bezpieczny, bo reszta klasy rozłączyła się już na Teams i wyszła ze spotkania.
– A ty Gabryś – mówię mu to, co już dawno chciałam mu powiedzieć – masz rzadki dar odkrywcy i człowieka, który uparcie szuka prawdy. Nie zgub tego, dobrze?
– Dobrze – odpowiada – Będę się za Panią modlił – obiecuje i wiem, że nie są to czcze słowa.
– A ja za ciebie Gabryś – mówię.
– Do widzenia.
– Do widzenia.
Ikonka znika z ekranu, a ja sięgam po chusteczki i wycieram oczy.

Ogromnie to trudne, ale wiem, że tu jest zakręt mojej drogi, że jestem prowadzona i że muszę tędy pójść, nie oglądając się za siebie. Zaufać, że to najlepsze, co teraz mogę zrobić, choć zdaje się burzyć cały dotychczasowy świat.
Dać się prowadzić.

Dać się prowadzić.
Dałam się poprowadzić, choć bywa, że wierzgam jak uparty osiołek;)
To piekne, co usłyszalas od uczniów. To taki dowód, ze zwracasz Panu i pomnażasz te talenty, które dostałas…Ale mam jeszcze jedna, smutniejsza mysl- tu gdzie mieszkam ja, coraz czesciej ludzie sie smieja z wiary i modlitwy. To skarb miec takich uczniow:)
Mama trojeczki
Moi uczniowie nie śmieją się z modlitwy. Rozmawiamy o Bogu, proszę ich o modlitwę i modlę się za nich. Gdybyś widziała z jakim zapałem rozmawiają o wierze, pytają o Boga, jak im płoną oczy, gdy poruszamy takie tematy.
Stąd wiem, że te krzyki na ulicach i bluzgi w necie to tylko przykrywka głębokiego głodu Boga. Serce szaleje bez Boga. Bo „niespokojne jest serce człowieka póki nie spocznie w Bogu”.
Zgadzam sie z Tobą, ludzie maja ogromny głód Boga. Ale czesto o tym nie wiedza i wcale Go nie szukaja. Co gorsza, w tym duchu wychowuja dzieci. Te dzieci, gdy sa male, szukaja Boga po swojemu, starsze niestety juz powtarzaja zachowania otoczenia. W mojej pracy widze to na co dzien.I poglebia sie to doslownie z roku na rok. Niestety. A w koncu i tak Bog zwycieza. Gleboko w to wierze. Widze to w moim zyciu❤❤❤
Trzeba.
Dać się prowadzić. I to brzmi jakby to było łatwe.