kelnereczka o poranku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Pochmurny poranek.

Zanim otworzę oczy już wiem, że
niebo jest koloru hartowanej stali. Czuję to każdą komórka ciała, każdym
ścięgnem i stawem.

Zza zasłony snu słyszę znajomy szczebiocik:

– Mamo, chcieś kawy? – pyta.

– Uhmmm.

– Ś ciuklem? – szczegół w postaci
cukru jest ważny. Kawa bez cukru to nie kawa – cokolwiek innego twierdzi reszta ludzkości:)

– Uhmmm.

– I ś maśłem?!!!

Na takie pytanie otwieram oczy.

Tak, niebo koloru domniemywanego,
ale i tak jest wesoło, bo prosto w oczy świeci mi rozczochrane słoneczko. Jest
śniade od biegania po działce. W ciemnych oczkach śmigają iskierki.

– Nie, nie ś maśłem – odpowiadam –
Ś mlekiem:)

Zamówienie przyjęte.

Na kolejny dobry dzień też.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

uduchowiony

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Nawet stoły miewają duszę.

Nie, nie te nowoczesne na
metalowych rurkach zamiast nóg i ze szklaną taflą zamiast blatu.

Przy takim stole siedzę sztywno i
uważam byśmy sobie nawzajem nie zrobili krzywdy. Ja jemu, a on – mnie.

Ale są stoły, które mają duszę.

Naszemu kuchennemu powoli ta dusza
narasta. Żłobi się w drewnie za każdym razem kiedy któreś z dzieci rysuje lub
odrabia lekcje. Subtelnieje z każdym zjedzonym posiłkiem, każdą wypitą
filiżanką kawy. Oddycha każdym wypowiedzianym nad nim słowem.

Ale to młody stół jeszcze.
Zaledwie kilkuletni. Jego dusza wciąż jest w powijakach.

Co innego ten drugi. Staruszek,
który będzie stał w letnisku.

Znalazł go Dusio w ciemnej
dziadkowej piwnicy. Rupieć obrośnięty kurzem, o którym dawno już ludzie
zapomnieli.

– Mogę sobie wziąć ten stół? –
zapytał syn oglądając mebel z każdej strony.

I tak, po wielu latach stół ujrzał
światło słońca.

Słońce jak to słońce – wydobyło z
mroku całe jego piękno, ale i obnażyło jego choroby i starość. Misternie
toczone, ale kulawe nogi, wszędzie ślady działalności korników, brak dwóch
szuflad, rozeschnięte deski.

– Nie, on się do niczego nie
nadaje – jęknął mężulek.

Dusio i ja jednak ujęliśmy się za
stołem.  Widzieliśmy w nim coś więcej niż
zniszczony sprzęt. Nie wrócił już do wilgoci i ciemności.

Czekał jednak cały rok.

W końcu postanowiliśmy zająć się
chorym, cierpliwym meblem.

Dusio szlifierką spolerował ciemny
od brudu blat, wyrównaliśmy mu nogi, a w końcu porządnie wyszorowaliśmy wodą z
mydłem każdy skrawek jego drewnianego ciała. Stary stół leżał na trawie jak
szczęśliwe cielę. Z nogami do góry patrzył w obłoki.

Rozmarzył się pewnie, że znowu
usłyszy nad sobą ludzkie głosy, poczuje ciepło bijące od kubków z herbatą. Ktoś
będzie biegał wokół niego, ktoś opatuli serwetą lub obrusem, położy rękę na blacie,
pogładzi po spłowiałym policzku. Inny ktoś położy na nim książkę, albo list
napisze. Oprócz skrzypienia korników usłyszy inne słowa, nasiąknie rozmowami,
zapachami…

 

Stoi teraz w pustym, jeszcze nie
do końca gotowym pokoju letniska, wygląda przez wielkie okno i czeka…

 

na nas, byśmy przywrócili mu
duszę…

pierwszym zjedzonym nań obiadem.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

dłubiąc w znaczeniach

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Niunia człapie w nie zapiętych
dżinsowych sandałkach.

– Mamo, ZAPIEJ!!! – krzyczy już od
progu.

 

Kuku – ryku!!!

 

Czasownik „zapiąć” ma – jak się
okazuje – niewyczerpywalne pokłady znaczeń:)


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Słowo „podziękować” też posiada
niezliczone warstwy. Przyznam się, że wielu z nich nigdy bym nie odkryła, gdyby
nie mały archeolog. A Laura kopie i kopie w tych warstwach i dokopuje się
prawdziwych perełek.

 

– Mamo, podziękuj mnie tym
śmieciem – błagalnie apeluje wręczając wydłubaną z noska suchą kozę:)

 

Bogactwo polszczyzny staje się nieprzebrane, gdy w domu biega dwulatek.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

drugi za piątym:)

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laurka zakłada różowe pantofelki.

 Wcisnęła jeden, mozoli się na drugim, w końcu zrezygnowana
komentuje:

 

DRUGI NIE ZA PIĄTY:)

 

I tylko wieloletnie doświadczenie
rodzicielskie przychodzi Rutce z odsieczą, gdy trzeba rozszyfrowywać takie
wyliczanki.

No bo raczej nie zdolności matematyczne:)

Ps. A dziś Rutka obchodzi trzynastą rocznicę bycia mamą:) Jak to zleciało.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

alarm !!!

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

 
Noga!!!!Aaaaa!!! noga! Odpadła noga!!! – gdzieś w głębi mieszkania wybucha
nagle głośne zawodzenie.

 

I Rodzic zrywa się i biegnie, choć
zdrowy rozsądek podpowiada logicznie, że …

 

to raczej niemożliwe żeby noga
odpadła…

no, w każdym bądź razie nie cała…

może tylko jeden palec…

nogi nie odpadają tak bez
ostrzeżenia…

chyba , że wcześniej były
poluzowane…

 

, ale z drugiej strony…

 

przy dzieciach rzeczy najbardziej
niemożliwe zdarzają się kilka razy dziennie, więc Rodzic biegnie na ratunek
mało własnych nóg nie połamie, a pod siwiejącym włosem niesie makabryczną wizję
pociechy pozbawionej dolnej kończyny.

 

Gdy staje na progu, jest gotowy na
wszystko.

 

Uff!!!

 Dwuletnia pociecha siedzi jednak w jednym
kawałku. W rączkach trzyma coś, w co wpatruje się z rozpaczą.

– Listonosz nie ma nogi. –
obwieszcza zdruzgotanemu Rodzicowi.

 

Uff!!!

Oddech się wyrównuje, ciśnienie
krwi wraca do normy.

Tylko włosy już nie odzyskają
naturalnego barwnika:)

 

 

 

Tak dla ścisłości – ofiarą nie był
listonosz, a plastikowy żołnierz Dusia. Ale czymże jest strata nogi dla
zawodowego komandosa.


Tego samego dnia po południu:

– Aaaaa!!! Głowa!!! Moja głowa!!!


itd. itp.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

ogłoszenie drobne

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



Profesjonalną niszczarkę do dokumentów typu:  Laura 2010

 

Tanio wynajmę

 

Niezawodna, szybka,  precyzyjna

 

Nadaje się do wszystkich typów papieru.

 

🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

i nastał dzień siódmy

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



Siódmy dzień jest bardzo ważny.

Wiedział to autor Księgi Rodzaju.

Ba, samemu Bogu dzień siódmy
najbardziej się spodobał.

A dziś jest właśnie dzień
siódmy!!!

Dokładnie liczyłam.

Pierwszy dzień uznaliśmy za
wyjątek od reguły.

Drugi nas już nieco zastanowił.

Trzeciego jeszcze powątpiewaliśmy.

Czwartego obudziła się nieśmiała
iskra myśli, że to JUŻ.

Piątego dnia zaczęliśmy oddychać z
ulgą, choć gdzieś tam jeszcze w zakamarkach czaiło się niedowierzanie.

Szósty dzień nas upewnił.

A dziś jest siódmy i wiemy już na
100%, że…

                                          

 

                                                           …  bunt dwulatka się
zakończył.

Równie nagle jak się zaczął kilka
miesięcy temu.

Rozpłynął się jak kamfora i znowu
mamy słodką małą córeczkę, która tuli się jak kotek i mówi: Kocham mame, i tate
teś kocham, i Ale, i Dusia i Nusie. Wsiśtkich kocham.

 

Kiedyś znowu przyjdzie dzień
sądny, bo człowiek rozwijając się, musi zbuntować się wielokrotnie. Wypaczyć
się, żeby się wyprostować.

 

Tymczasem jednak radujmy się Dniem
Siódmym:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

kot od strony ogona

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Kto to zrobił? – tata pokazuje
palcem jakoweś kolejne ślady łobuzerstwa.

Dowody niedwuznacznie wskazują, że
przestępcą był najmłodszy rzezimieszek.

Lecz jeszcze lepszą poszlaką są
natychmiastowe zeznania dwulatka.

– To nie ja!!! – wykrzykuje nim
jeszcze rozpłynęła się w powietrzu ostatnia sylaba tatusiowego pytania.

Uderz w stół, a nożyce…

 

🙂

 

Mama przywozi z pracy mały
kolorowy napój. Pyszny, pomarańczowy od razu znajduje nowego właściciela. Małe
rączki obłapiają smukłą butelkę, a małe usteczka z rozkoszą cmokają jej
zawartość.

– Dasz mi troszkę? – pyta brat
błagalnie robiąc przy tym minę psiaka wystawionego na deszcz w czasie dżdżu.

Taka mina to wielki materiał
wybuchowy i  mogłaby skruszyć cały
Stonehenge lub Koloseum rzymskie.

Nie skruszy jednak serduszka
dwulatki.

– To jeśt gośkie. – tłumaczy swą
odmowną decyzję.

Wszystko w trosce o jedynego
braciszka:)

 

– Podasz mi to córeczko – prosi
mama.

– Nie moge. Jeśtem malutka. –
uprzejmie odmawia pociecha.

 

Z coraz większym zainteresowaniem
śledzimy rozwój nowego Laurkowego talentu.

Odwracania kota ogonem…

 

 

                                                        …czyli politykowania?



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

wykończone słoneczko

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Śpiewamy ulubioną piosenkę
Laurki.

 

Ta Dorotka, ta malusia tańcowała
dokolusia, dokolusia, tańcowała ranną rosą i tupała nóżką bosą…

 

– Tańcowała i z wieczora i z
wieczora… – zaczynam przedostatnią zwrotkę.

– Kieeeedy śłoncie wykońciło
się…- dośpiewuje Laurka.

 

Słońce wykończone wieczorem:)
Zupełnie jak ja ostatnio – myślę i mimo wszystko nie bez uśmiechu.

Dlatego mało piszę. Przez to
wykończenie.

 

Wychodzimy na podwórko i idziemy
do naszego nowego kącika wypoczynkowego w cieniu dwóch jabłoni. Drzewa właśnie
– skąpo, bo skąpo – ale kwitną. Na ławeczce przyścielonej przez babcię kolorową
kapą leżą bialutkie płatki – oznaka, że kwitnienie dobiega końca.

Wszystko pachnie, a wirujące
białe drobiny przywołują na myśl śnieg. Zamarzam się, lecz z tego stanu do
rzeczywistości przywołuje mnie znajomy głosik trzeźwo myślącej osóbki.

– Oooo!!! – ubolewa niunia
dotykając płatków na kapie – pobludziło się.

 

Trzeźwy ogląd rzeczy jest
zupełnie inny od mego nie-trzeźwego.

 

 ************************************

– Jak masz na imię? – pyta Ala

– Niunia.

– Nie. Jak masz na imię? – ponawia
pytanie najstarsza siostra.

– Łobuz.

 

Ostatnio dwa najczęstsze zawołania
naszej dwulatki.

I jednocześnie dwa bieguny jej
bujnego charakteru.

 **********************************

– Dusio, mam pomyśł!!! – krzyczy z
entuzjazmem Archimedesa dwuletnia siostrzyczka.

– Jaki? !!! – odkrzykuje brat
zawsze żądny nowych impulsów.

– Nie wiem!!! – rzeczowo udziela
odpowiedzi pomysłodawczyni:)

 Wystarczy, że ma ideę. Jaką? – to już kwestia do doprecyzowania:)

 

***************

Dużo się dzieje. Naprawdę. Może
ostatnio zbyt dużo, a ja zbyt mała by ogarnąć wszystko.

Liczę jednak, że podobnie jak
wykończone słoneczko z Laurkowej piosenki, wkrótce odpocznę sobie i wstanę o
świcie.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}