Dwa dni przed Sylwestrem Adaś gra z kolegami całą noc w ping ponga. W nowym budynku, zwanym warsztatem, za stół mając jedną z płyt meblowych i za nic mając – późną godzinę:)
Jedną noc przed Sylwestrem Nusia zakłada czarną suknię, sznur pereł i moje futerko z lat studenckich i udaje się do przyjaciółki na 18-tkę w stylu retro. Zabawa ma trwać aż do rana.
– O, to Laura dziś nóg nie wystawi spod kołdry – mówię do mężulka, gdy na schodach znikają pięty pozostałych w domu obu córek.
– Dlaczego?
– Bo kiedy Hani nie ma w pokoju, Laura boi się wystawić nogi – przekazuję ostatnio zasłyszany od dziatwy news:)
Swoją drogą – dlaczego? Czyżby starsza siostra miała jakiś patent na obronę stóp w razie ewentualnego ataku ewentualnego intruza?
Ale nie dochodzę tej kwestii, bowiem pamiętam jeszcze, jak jako mała dziewczynka wolałam spać na wesalce od ściany, żeby Baba Jaga nie obgryzła mi nóg:) W moim przekonaniu mieszkała pod łóżkiem i żywiła się głównie dziecięcymi nogami. Amelka więc rada nie rada spała od brzegu, ale jej to chyba nie przeszkadzało, bo w jej wyobraźni Baba Jaga nie istniała.
* * *
– Alutka słyszy głosy – szepnęła dwa wieczory przed Sylwestrem Hania, patrząc znacząco na sufit, nad którym znajduje się pokój Ali.
– Co? – zdumiałam się.
– Słyszy głosy – powtórzyła znów szeptem córka.
I gdy już w mojej wyobraźni rysowała się wizja wizyty u psychiatry, nagle mnie olśniło…
– A, suszy włosy!!!? – wykrzyknęłam słysząc stłumiony warkot suszarki.
– A ty co myślalaś? – śmieje się Nusia.
– Że Alutka słyszy głosy – chichoczę.
No i wizja psychiatry rozwiała się, ale czas pomyśleć o wizycie u laryngologa. Mojej:) Zdecydowanie za dużo hałasu źle mi robi na uszy.
* * *
Dwa dni przed Sylwestrem Lalcia – ku niememu zdumieniu rodziny – wyciągnęła z półki tom pierwszy Muminków i – zawinięta w biały puchaty kocyk – przeczytała go od deski do deski. Jeden dzień przed Sylwestrem przyniosła tom drugi i przeczytała go do połowy. W tenże sam kocyk zawinięta, z nogami prawie pod choinką.
Czyżby wydarzył się cud prawie – noworoczny i przez rwącą rzekę genów zostały raz na zawsze zerwane tamy niechęci do czytania?
Nie tracimy nadziei:)
* * *
Chłopaki ciężko pracują zarówno jeden, jak i dwa i trzy dni przed Sylwestrem. Gdyby mogli, pracowaliby także w dniu sylwestrowym, ale w tym roku popadł w niedzielę;)
My zaś a to gotujemy, a to pieczemy, chleb na zakwasie co dwa dni robimy, sprzątamy, pierzemy, igliwie spod choinki odkurzamy, bo sypie się nam w tym roku drzewko jak nigdy. Filmy, książki, zakupy, odwiedziny gości i wyjazdy w odwiedziny.

Kręci się nasz wesoły kołowrotek aż do ostatniej sekundy 2023 roku, furkocze aż w oczach się kręci.
Bo dla życia nie ma dat, ani godzin, miesięcy, granic. Raz wypuszczone ze źródła, płynie sobie nieskrępowanie jak strumyk, pokonując kolejne umowne granice, przepływając pod mostkami, kładkami, mijając niefrasobliwie nasze kamienie milowe, szeleści wydarzeniami jak dzieci rozwijające cukierki z choinki.

Niech takie będzie. Właśnie takie. To życie.
Trochę nieokiełznane, przebogate i płynące zawsze ku swojemu celowi, ku morzu.
Niech przepłynie wszystkie kwietne łąki i pustynie, góry i doliny, słoneczne dni i ciemne noce, jakie nas spotkają w kolejnym roku.
Tego Wam i sobie życzę❤️
I pamiętajcie, że wszyscy jesteśmy bogaci.
Te perły i futerko, w które ubrała się Hania są sztuczne, ale jej przyjaciółka dostała z okazji urodzin sznur prawdziwych pereł.
Nieważne jednak czy mamy naszyjnik prawdziwy czy z tombaku, bo nie na tym polega nasze bogactwo. Umieć dostrzegać najmniejsze dobro, piękno i prawdę – to zdolność ludzi naprawdę bogatych.

I takimi bądźcie:)












