podróż;)

 

Rodzina tym razem w całym komplecie. Siedzimy w salonie gdzie kto może. Niektórzy na fotelach, inni na stołeczku, ktoś w pozie rzymskiego patrycjusza na kanapie, a Adaś rozciągnięty na dywanie. Tak jak lubi.

Zoczam, że Hania ma kubek herbaty i natychmiast go pozazdraszczam córce.

Wstaję więc z fotela i idę do kuchni. Robię sobie kanapkę z masłem i dopiero, gdy znowu wracam do salonu, siadam i wgryzam się w chleb, wykrzykuję:

– Przecież poszłam zrobić sobie herbatę, dlaczego wróciłam z kanapką?!!!

😁

Może odpowiedź jest prostsza niż się spodziewacie.

Po prostu odległość z salonu do kuchni to jakieś 12 metrów i naprawdę można po drodze zapomnieć po co się w podróż wyruszyło:)

Zwłaszcza mając 50 lat i pocovidowe dziury w pamięci 🙂

 

zupa:)

 

Wróciłam z weekendowych rekolekcji, więc gdy mama zadzwoniła w poniedzialek rano z nowiną, że ma dla nas pierogi i zupę pomidorową, ucieszyłam się niezmiernie.

Przywiozłam wielką gorącą michę z pierogami i zupę w słoiku.

* * *

Odkręcam słoik i widzę, że zupy jest już tylko resztka. Trochę jestem zdziwiona, ale nie na tyle, by robić jakieś dochodzenie kto i kiedy zdążył zupę zjeść. Jestem zbyt głodna, więc wlewam zupę do miseczki i zaczynam jeść i dopiero pod koniec jedzenia, nagle orientuję się, że to nie smak pomidowy lecz ogórkowy:)

To mnie już nieco zastanawia.

– Oj, moja mama ma coraz większe problemy z pamięcią – myślę – Jak można pomylić zupę ogórkową z pomidorową? Nawet kolor jest zupełnie inny.

🙂 🙂 🙂

A cała zagadka wyjaśni się wam dopiero, gdy w miejsce trzech gwiazdek u góry tekstu wpiszecie sobie: ” Położyłam się spać”.

😁

Czasem wydaje nam się, że inni ludzie są dziwni. A to my śpimy;)

 

 

rozmowy pod gwiazdami

 

Siedzę nocą na tarasiku i patrzę w gwiazdy.

Wraca mój syn do domu, podchodzi, pochyla się.

– Co robisz?

– Oglądam gwiazdy.

– Ale przecież nie widać – mówi.

– Widać, zobacz – wskazuję palcem na złote punkciki nad dachem domu.

Pochyla się jeszcze niżej i spogląda.

– A tak. Są. – mówi cicho.

Rozmawiamy półszeptem. Zaczynamy coś sobie opowiadać, ale ta atmosfera letniej nocy, cykanie świerszczy, gwiazdy otulają nas kokonem jakiejś tajemniczości i intymności.

Jakbyśmy byli sami we wszechświecie, zawieszeni w jego aksamitnej, przytulnej czerni jak gwiazdy. Ja w mojej krótkiej koszulce nocnej w krokodyle, z nogami wystawionymi na chłodny beton tarasu, i on – potężny, przewieszony nade mną jak konar dębu.

A pamiętam – myślę – jak był taki mały. Ta noc, gdy staliśmy obok siebie przy oknie, jeszcze w innym domu, też w pidżamkach, sięgał mi wtedy nie wyżej niż do pasa, patrzyliśmy na noc i gwiazdy i tak jak dziś szeptaliśmy coś o życiu, Bogu, świecie.

Tak, tak, gdy był małym chłopcem tak właśnie rozmawialiśmy, głębokie trudne tematy w samym środku nocy. Niemal codziennie.

Dużo się zmieniło, wiele nocy nad nami przewinęło się jak klisza, ale w nas, gdzieś głęboko wszystko jest tak samo.

Wiemy co ważne i kochamy.

 

Jeshua

 

Pojechać na rekolekcje, przypomnieć sobie Imię swojej największej miłości, to Imię, które rozsadza serce, które kruszy skały, łamie cedry, leczy rany, podnosi, przywraca życie, rozrywa zasłony, ucisza sztormy. Wszystko to dla mnie czyniłeś, nie raz i nie dwa, nie tysiąc i nie trzy tysiące.

Chodzę po moim domu, podlewam kwiaty, wstawiam pranie, rozmawiam z mężem, piję z nim kawę, karmię koty, zdejmuję pościel, uchylam okna…

Wszystko jest niby tak samo, i jednocześnie – nic już nie jest takie samo jak przedtem. Bo przypomniałam sobie to Imię.

I ten deszcz, który nagle spadł w nocy, tuż po moim powrocie, ochłodził, odnowił, oczyścił wszystko. Stać pod nim i patrzeć jak krople przeciekają przez palce dłoni, czuć jak spływają po włosach. Tym deszczem też do mnie mówisz.

Zawsze wiesz co powiedzieć, wiesz, co powinnam usłyszeć. I mówisz czasem, nie używając ani jednego słowa. Lecz ja rozumiem.

„Oto wszystko czynię nowe”.

Nie byłoby mnie bez Ciebie.

Jak beze mnie tylu rzeczy by nie było. Nie byłoby moich kwiatów, kotów, tego domu, ogrodu, moich dzieci. A bez Ciebie nie byłoby mnie. I nigdy nie będzie Jeszua.

Nie pozwól mi nigdy oderwać się od Ciebie.

Amen.

 

prorok

 

– Mialam proroczy sen – zwierza się Laurka – Śniło mi się, że kupiłam te piękne szklanki, więc musimy pojechać do tego sklepu ( tu wymienia nazwę sklepu, w którym jest wszystko i który lubimy, ale w naszym mieście, ani tym bardziej wiosce go nie ma:)

– Byliśmy już tam dwa razy i dwa razy nie było tych szklanek – mówię.

– To nic, ale to był sen proroczy. A poza tym: do trzech razy sztuka. – nie poddaje się prorokini Laura.

 

To by był chyba pierwszy w historii ludzkości sen proroczy o szklankach:)

 

 

rozmowa salonikowa

 

Siedzimy obie w ich słonecznym saloniku podobnym do jakiegoś muzeum. Wszędzie piękne przedmioty, zabytkowe meble, obrazy w złotych ramach, tapety, stylowe firanki, kryształowe kieliszki i karafki, okrągły stary stół, nobliwe krzesła, wykwintne fotele. Nawet zapach jest jak w starym muzeum. I gdybyś tu siedział nawet parę godzin, nie zdążysz nazachwycać się wszystkim wokół. A to tylko jeden pokój. Są jeszcze inne, i kuchnia, i dwa ganki, i poddasze. Wszystko takie.

Przyjechałam tu tylko na chwilę i tylko na chwilkę usiadłam. Zaraz jadę na mszę, ale długośmy się nie widziały, więc chcemy zamienić parę słów. Co u jej córki Pauli chorej na raka? Jest ok, jest czysta. Co u mojego męża? Jest ok, chemia działa.

Nagle ona pochyla się ku mnie i nieco ścisza głos:

– Jesteście za dobrzy – mówi z troską – Ludzie was będą wykorzystywać.

Jest to tak dziwne i nieoczekiwane, że aż zamieram z wrażenia.

A potem rozmawiamy o Nusi, bo Paula jest jej chrzestną i oto na stole leży malutkie pudełeczko z prezentem na 18 urodziny. Mam jej przekazać.

– A co chce studiować?

– Historię sztuki – odpowiadam ze śmiechem.

– Fajnie, ale z tego chleba nie będzie – niepokoi się moja rozmówczyni.

– Tak samo mówili nasi rodzice, że po naszych studiach oboje umrzemy z głodu. – śmieję się – I niech pani spojrzy. Jeśli Bóg się uprze i poprowadzi, człowiek nie zginie. Wystarczy zaufać.

Patrzy na mnie chwilę, wygląda jakby robiła skan naszego życia, a potem rozjaśnia się nagle i wykrzykuje:

– Masz rację Rut! Masz rację! Niech idzie, gdzie ją serce ciągnie.

* * *

Zauważyliście, czasem takie drobne spotkania wpadają nam na dłużej do serca niż nawet najdłuższe rozmowy z innymi.

Może dlatego, że stawiają nam jakieś ważne pytania. Albo dają ważne odpowiedzi. Albo jedno i drugie.

 

nowa łata

 

Stara piękna poducha, którą kiedyś kupiłyśmy w szmateksie zaczęła się rozdzierać z jednej strony. Widocznie była intensywnie ekploatowana, a i u nas nie przebywała na zasłużonym odpoczynku:) Materiał więc siał się i siał coraz bardziej, a w koncu pękł, a z brzuszyska poduszki wyszły malownicze wnętrzności z owaty.

Szkoda, bo jest naprawdę ładna i pasuje do niebieskiego pokoju dziewczynek na poddaszu.

Wzięłam się więc do roboty, wycięłam zgrabny kwadracik z materiału i doszywam podusze plecki.

Coś mi jednak nie daje spokoju.

– Pan Jezus coś wspominał o niedoszywaniu nowej łaty do starego – zagaduję przechodzącą obok Lalę – Myślisz, że ta zasada dotyczy też poduszek?

Lala staje, patrzy, myśli i…

– Nie, z pewnością nie miał na myśli poduszek – wyrokuje z takim spokojem, że aż i mnie się on natychmiast udziela.

Nie ma to jak mieć w domu osobistego mentora:)

 

dochodzenie

 

– Weź go zapytaj jak ma na imię – konspiracyjnym szeptem zlecam, gdy tylko mężulek wchodzi do sypialni.

Leżymy tu we trzy na wielkim łożu, już w pidżamkach i łączymy fakty. Musimy je łączyć po cichutku, gdyż podejrzany siedzi obok w salonie.

No bo tak. Nie był w domu parę tygodni. Tak, tak oczywiście alibi ma – duuuużo projektów, i obrona projektów, i zaliczenia, i egzaminy. Tak, alibi niby solidne, ale…

Jest zupełnie inny, jakiś taki bardziej wyciszony, spokojny, z chłopakami co noc nie wychodzi na imprezy. Gdy dziki mustang przestaje być taki dziki, od razu światełko się zapala w głowie:)

No i te tajemnicze telefony.

– Bo wiecie, jak ja szłam do auta, to on leżał za hamaku za budyneczkiem i cicho rozmawiał przez telefon – opowiadam – Zupełnie inaczej rozmawiał niż rozmawia z kumplami. Długo i cicho. No i dlaczego schował się tam?

– Jak byliśmy na montażu – dorzuca swoje zeznanie mężulek – to zadzwonił do niego telefon, on odebrał, powiedział, że teraz nie może rozmawiać, bo jest w pracy i zakończył: „No to pa”.

– A widzisz!!! On nigdy nie mówi do kumpli: no to pa!!! – śmieję się.

– W nocy też rozmawiał przez telefon – zaczyna ze swoim kocim uśmiechem Lalcia, która mieszka na poddaszu visa vi pokoju brata – Usłyszalam tylko jedno zdanie wyraźnie.

– Jakie, jakie? – ekscytujemy się wszyscy.

– „Co tam robisz”?

– Aaaa, widziasz. Ma dziewczynę. On nigdy nie rozmawia tak z kolegami – podsumowuję nasze dochodzenie.

– Jutro zapytam go jak ma na imię – deklaruje mężulek.

– Miałeś to zrobić dzisiaj – karcę – Bo my tu próbowałyśmy wyszukać ją w jego znajomych, ale on ma tam tyle dziewczyn, że się nie da – mówię, a dziewczynki kiwają zgodnie głowami.

Nusia nic na razie nie może zeznać w tej sprawie, gdyż dla niej to prawdziwy news. Ostatnie dni była bowiem z koleżankami na wypadzie nad jezioro i świętowała swoją 18-tkę.

Ala też jest tylko informowana on- line, gdyż z powodu pracy, wspólnoty nie może tak często przyjeżdżac do domu.

Inna sprawa, że i ona przeżywa nową wielką miłość, ale to już temat na inny raz:)

– Jeden chłopak, tam nad jeziorem zapytał mnie czy to jest pierścionek zaręczynowy – rzuca nagle Nusia, pokazując błyszczące czerwone oczko na swoim palcu.

Pierścionek dostała od nas, bo mamy tu taki zwyczaj, że dorastajacym córkom kupujemy taki prezent. Bo przecież są naszymi księżniczkami🌸

– Trzeba było powiedzieć, że tak – sugeruję:)

 

Oj, coś czuję, że wchodzimy w zupełnie nową epokę naszego rodzinnego życia. Trzeba będzie pokład statku poszerzyć i – wzorem Muminków – dołożyć nową deskę do stołu i dokupić krzeseł:)

 

 

 

 

 

 

 

światy;)

 

– Ala z Zosią umówiły się, że jutro będą oglądały „Dumę i uprzedzenie” i razem szydełkowały – opowiadam zgromadzonej wieczorną porą rodzince – Zosia na razie umie tylko łańcuszek, ale Ala ma ją nauczyć.

Na tę wieść okropny grymas wypływa na twarz syna. Prawie jakby został porażony prądem;)

– To tak można czas spędzać? – pyta mieląc każde słowo jak coś niesmacznego:)

– Nie, synu!!! – oburzam się – Czas można tylko spędzać oglądając mecz z piwkiem w ręku i spluwając przez lewe ramię:)

Światy.

Stykają się czasem, ale nikt z tej z drugiej strony do końca nie pojmie co jest za płotem:)

A ja dziś plotłam wianki z koniczyny.

Równie niepojęte jak szydełkowanie😁 I spluwanie przez lewe ramię.