multi-pak

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

– Niunia jest kochana – mówię, patrząc na mojego pulpecika ze
złotymi włoskami.

– E-e – kręci przecząco główką pulpecik, z buzią zapchaną na
słodko krówką – Mama kochana – dodaje walcząc z cukierkiem w buzi.

– Nie, niunia kochana.

– Nie. Mama kochana. – nie daje za wygraną pożeraczka
krówek.

– A kto kocha mamę? – dociekam.

– Niunia mame kocha – odpowiada pulpecik.

– Ala kocha – dodaje, bo to nieco dłuższa wyliczanka

– Ania mame kocha

– Abam…kocha…mame.

 

Miłosne wyznanie w dużej zgrzewce:) Moje ulubione. Właśnie dlatego mam dużo dzieci.

ps: tym razem – jak widać ( i słychać) nie ma problemu z głoską "K" 🙂



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

metoda na krzyż

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Troje naszych dzieci starszych znalazło dwa patyki. Jeden –
długi, drugi – krótszy.

Po chwili patyki za sprawą drutu i sprawnych sześciu rąk
zmieniły się w krzyż.

Krzyż wysoki na prawie dwa metry został wetknięty w kopiec
piasku i udekorowany u podnóża świeżymi kwiatami.

Z lasu trzy pary rąk i trzy pary nóg przyniosły patyk
łudząco podobny do człowieka z rozpostartymi ramionami. Zamiast głowy wetknęły
mu szyszkę sosnową, po czym przymocowały postać do krzyża. Obok krzyża ustawiły
romantycznie małą rudą brzózkę, którą ktoś wyciął i porzucił na drodze.

 

Patrzymy z mężulkiem na to dzieło i oczom nie wierzymy.
Krzyż stoi tuż przed wejściem do domu Janka. Tego samego o którym pisałam
niedawno.

 

– Jak wyjdzie i zobaczy ten krzyż – tłumaczy zbiorową
intencję rezolutna Nusia – to może przestanie pić.

Na naszych dorosłych twarzach wymalowało się powątpiewanie.

 

Dopiero potem myśl przybiegła, że…

 

Słusznie powiedziałeś  kiedyś : „ bądźcie jak dzieci”. Zawstydza nas
ich wielka wiara w Boga i ludzi.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

różowe w kwiatki

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Obok łóżka Nusi leżą skarpetki. Różowe w kwiatki.

Wczoraj w
nich chodziła, wieczorem zdjęła i położyła obok łóżka. Dziś w nich już nie
chodzi, co łatwo poznać po fakcie, że nadal – mimo prawie południa- stoją na
warcie obok łóżka.

– Dlaczego nie sprzątniesz tych skarpetek?

– Bo o nich ciągle zapominam.

– Jak można zapomnieć o skarpetkach, które leżą na środku
pokoju? Wchodzę tu już dziesiąty raz i patrząc na nie, wciąż sobie o nich
przypominam – tłumaczę.

– A ja nie. – szczerze wyznaje sześciolatka.

 

Kolejne potwierdzenie prawdy, że patrzeć wcale nie znaczy
widzieć, a odległość między oczami a mózgiem jest o wiele większa niż nam się
wydaje:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

poetyka liścia

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

nie muszę bronić Boga

wymyślać dowodów na Jego istnienie

 

On obroni się sam

 

jednym rudym liściem

który przepuszcza światło jak witraż

 

ludzką ręką nie-uczyniony

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

wróciła jesień. wraz z nią poezja.

11 listopada tuż tuż

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


W związku ze zbliżającym się 
Świętem Niepodległości w murach szkoły huczą nieśmiertelne przeboje „My,
pierwsza brygada” i „Legiony”. Na szczycie top listy przebojów: „Rota” Marii
Konopnickiej z niezwykle plastyczną frazą o „Niemcu, co pluje w twarz”.

Nie wypada wręcz w takiej scenerii spacerować korytarzem
inaczej niż krokiem marszowym.

W związku z tym samym (chyba:) Ala rozpoczęła wychowanie
patriotyczne Laurki.

 

I tak, na pierwszy ogień poszły:

1.Polsta gola!!! Polsta
gola!!!
– w rytmie wytrawnego kibica, co już na niejednym stadionie
siedział. Nawet na tym, gdzie dachu się nie zasuwa:)

 

A z innej beczki.

2. Kto ty jesteś? Niunia – polak mały. Na razie bez ciągu
dalszego., gdyż : orzeł, ojczyzna, krew i blizna są jeszcze poza zasięgiem werbalnym naszego prawie dwulatka.

 

A pamiętam jak – zupełnie niedawno przecież – wdrażałam w
patriotyzm małą Alę razem z nią oglądając transmisję uroczystości przy Grobie Nieznanego
Żołnierza.

Nieodzownym elementem jest zawsze salwa honorowa. W
powietrze.

– Dlaczego oni strzelają w górę? – zainteresowała się
wówczas bardzo ciekawa świata Ala.

– Żeby nikogo nie postrzelić – odparłam zdroworozsądkowo.

– Ale przecież Pan Bóg! – zaprotestowała córka – Zastrzelą
Pana Boga!!!

 

Tak to uczucia patriotyczne splotły się z doznaniami
religijnymi:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

miłość twarda jak piłka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Oglądamy stare filmiki z czasów, gdy mama i tata mieli mniej
siwych włosów, starsze dzieci były młodsze, Nusia –zupełnie mała, a zaistnienia
Lauci nikt nie przewidywał.

W kadrze Dusio i Nusia leżą na hamaku. Braciszek czule
obejmuje siostrzyczkę i całuje w policzek.

– Dusio mnie kiedyś kochał – szepcze ze smutkiem Nusia.

– Teraz też cię kocha – przekonuję.

– Wcale nie.

– Kocha, tylko inaczej.

– Nie, już mnie wcale nie przytula. – Nusia ma swoje
niezbite dowody na wypalenie uczuciowe brata.

– No nie. – przyznaję – Ale za to teraz uwielbia grać z tobą
w piłkę nożną.

Nusia nie usatysfakcjonowana wygina usteczka w podkówkę. Ona
też uwielbia grać w nogę, ale nie o taką miłość jej chodziło.

 

Nawet tak małym kobietom – jak się okazuje – trudno jest
pojąć bardzo konkretną męską miłość bez czułych słówek i gestów:)

Jakoś trudno w żeńskim mózgu przeprowadzić logiczny ciąg
myślowy, gdzie z przesłanki „gra ze mną w piłkę”, „kopie ze mną ogródek”, „przykręca
karnisz”… wynika wniosek: „kocha mnie”.

 

Zawsze – dla pewności – lepiej to potwierdzić panowie 🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

przy jasnym stole

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Złota polska jesień przelewa się przez okno i lśni na
lakierowanym jasnym stole kuchennym.

Obok lśnią pazłotka po śliwkach w czekoladzie, które właśnie
zjadłam zapijając herbatą. Herbata zawsze wraca do łask jesienią, nawet złotą.

Przy tym samym stole nad starym podręcznikiem pochyla się
Laurka. W skupieniu rysuje głowonogi i inne dziwolągi. Skupienie jest tym
większe, że dostąpiła zaszczytu rysowania kredkami pastelowymi Nusi. Ich kolory
są wprost oszałamiające.

-Mamo, dom – pokazuje na łamańca przypominającego daszek.

– Mamo, oko – instruuje po chwili.

Jej krótkie komunikaty wybudzają mnie z letargu nad książką.
Czytam McDusię. Z doskoku, z przeszkodami, dużymi haustami. Jak głodny, który
dorwał się do chleba i połyka nie gryząc i nie przeżuwając. Ciepło książki
spływa jak kropla miodu na samo dno serca.

Zawsze marzyłam, by mieć taką rodzinę.

Naprzeciw siostrzyczki siedzi Nusia. Koloruje odkrytą na
nowo książeczkę. Znalazła ją podczas przemeblowania pokoju i maluje pastelami.
Grzywka spada jej na oczy, bo grzywkę zapuszcza „żeby mieć taką jak ty mamo,
czyli żeby jej nie mieć” 🙂 Spinki kupiła sobie za swoje pieniądze, ale włosy
podpina tylko do szkoły. W domu żadna spinka nie wytrzyma nieustannego
biegania, skakania na piłce i tarmoszenia się z rodzeństwem.

– Tak, śliczny domek. – odpowiadam podnosząc oczy znad
książki.

– Oczy? – dziwię się.

– Nie ma oci. – prostuje Laurka pokazując żuka, któremu
Nusia zamazała oczy długopisem.

Biorę złote jabłko z zielnej miski i obieram. Zjadamy
ostatnio kilogramy jabłek dziennie. Różnych. Staroświeckich koszteli,
pomarańczówek, kronselek. Wszystkie z sadu na działce.

Tak się różnią od tych sprzedawanych na targu. Są
kwintesencją jabłkowatości. Pachną, smakują, radują oczy, chłodzą dłonie.
Dotykają wszystkich zmysłów na raz.

– Niunia cie japo – natychmiast po odkrojeniu pierwszego
kawałeczka, zgłasza się pierwszy ochotnik.

Jemy. Czytamy. Rysujemy. Kolorujemy.

Wracam do książki.

Borejkowie przy swoim stole wiodą sielskie rozmowy.

 

Przerywam.

Patrzę na moje córki. Myślę o tej, która pojechała w świat
odebrać literacką nagrodę. O synu, który poszedł do kolegi i wróci o szóstej. O
mężu, w którego miłości pławię się codziennie. O stole jasnym, kuchennym. O
lodówce wytapetowanej jesiennie w Nusiowe kolaże z rudych liści. O herbacie
gorącej w kubeczku w misie. O różach zasuszonych na parapecie. O sobie.

„Zawsze marzyłaś, by mieć taką rodzinę” – mówię sobie w
myśli – „Twoje marzenie Rut się spełniło”.

 Zupełnie oczekiwanie.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

głośny głosik

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Tragicznie brakuje mi czasu na pisanie.

 

Gdy tylko zasiądę przed komputerem, za plecami rozbrzmiewa
znajomy tupocik i równie znajomy głosik zaczyna skandować:

-Dzięcia, dzięcia, dzięcia!!!

Czasem też w formie przekształconej:

– Zięcia, zięcia, zięcia!!!

Co bynajmniej nie oznacza, że głosik ma niepohamowaną
potrzebę zostania w najbliższym czasie teściową:) , głosik ma bowiem nieustanną
manię oglądania zdjęć w formie wszelakiej.

Głosik wymusza więc stentorowym krzykiem oglądanie zdjęć w
albumach, w komputerze, w komórce czy też bezpośrednio z aparatu.

 

Do manii zdjęciowej niedawno dołączyła inna Mania. A
właściwie nie Mania, a Peppa:)

Donośny głosik wraz z jego drobniutką właścicielką odkryli
niedawno różową płytę z przygodami świnki i jej uroczego braciszka oraz równie
uroczych rodziców. Płyta jest spadkiem po starszej siostrzyczce, która ongiś
przygody różowej Peppy pochłaniała w ilościach wprost nieprzyzwoitych.

Jeśli więc głosik zapomniał o zdjęciach, na widok matki
zasiadłej przed ekranem komputera na pewno przypomni sobie inną aklamację.

– Pepa, pepa, pepe cie!!!!!!!!!! – krzyczy aż w uszach
świdruje.

 

No i jest jeszcze okrzyk starodawny i uniwersalny,
odwołujący się do najgłębszych instynktów macierzyńskich. A brzmi on:

– Cici, cici, cici cie!!!!!!!!!!!!!

 

Czyż można oprzeć się wołaniu głodującego dziecka? Cóż, że
wymorusanego po szczyt czoła czekoladą własnej produkcji ( śmietana, kakao,
cukier), które pierwej pochłonęło kilka racuszków z jabłkami.

 

W starciu więc z takim stanowczym głosikiem nie mam szans na
napisanie czegokolwiek.

Chyba, że napiszę to – tak jak teraz – zatykając dzioba
ciciem:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

choroba od-roślinna

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


nęci mnie

kusi mnie

i męczy


męczy mnie

i kusi

i nęci


kusi mnie

i nęci

i męczy

 

by kupić nowe

cebule kwiatowe

 

nęczy mnie

i kuci

i męsi

maligna ogrodnika

dzika


 

Żaden rasowy ogrodnik ani ten zawodowy, ani amator hobbysta
nie przegapi tej pory roku.

Jesień.

Czas na nowe nasadzenia.

I po nocach śnią się nowe kłącza nowych kwiatów, torebki z
nasionami, z których wykiełkują wiosną marzenia, krzewy, krzewinki, drzewka i
sadzonki.

Dziś nam się poszczęściło.


Mężulek z targu przyholował sadzonkę sosny czarnej, a żona – pilna badaczka
zasobów internetowych – znalazła w końcu wytęsknioną chryzantemę. Różową z
żółtym oczkiem. Tą, która onegdaj śniła jej się po nocach.

Jeszcze tylko sosna żółta – dla mężulka i głóg dwuszyjkowy z
ślicznymi małymi różyczkami dla jego żony i … sezon możemy uznać za udany.

No, chyba, że dałoby się jeszcze znaleźć sadzonki śliwy
podobnej do węgierki, a odpornej na choroby i klonik purpurowy w dobrej cenie i
perukowiec, który wytworzy peruczki, bo nasz ma ich mało i…może trochę
liliowców i…cebulek tulipanów i…

 

To jednak jest choroba. Groźna i szybko postępująca:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

jesienna kawiarenka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Nastały chłody.

Do łask wróciły ciepłe swetry, bluzy, kurtki, czapki,
szaliki, nawet rękawiczki i termofory i…

 

– Dusiu, chcesz gorącej herbaty!? – krzyczy Rut przez
korytarz.

Ktoś jak duch pojawia się cicho na progu kuchni. I bynajmniej nie jest to Dusio.

– Gołące kawa niuni – zgłasza zapotrzebowanie duszek.

 

🙂  🙂   🙂

 

Pal licho swetry, getry i rękawiczki. Nas najbardziej
rozgrzewa śmiech zbiorowy.

 

Śmiechu mi trzeba na te
zimne czasy
– parafrazując SMD.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}