przy jasnym stole

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Złota polska jesień przelewa się przez okno i lśni na
lakierowanym jasnym stole kuchennym.

Obok lśnią pazłotka po śliwkach w czekoladzie, które właśnie
zjadłam zapijając herbatą. Herbata zawsze wraca do łask jesienią, nawet złotą.

Przy tym samym stole nad starym podręcznikiem pochyla się
Laurka. W skupieniu rysuje głowonogi i inne dziwolągi. Skupienie jest tym
większe, że dostąpiła zaszczytu rysowania kredkami pastelowymi Nusi. Ich kolory
są wprost oszałamiające.

-Mamo, dom – pokazuje na łamańca przypominającego daszek.

– Mamo, oko – instruuje po chwili.

Jej krótkie komunikaty wybudzają mnie z letargu nad książką.
Czytam McDusię. Z doskoku, z przeszkodami, dużymi haustami. Jak głodny, który
dorwał się do chleba i połyka nie gryząc i nie przeżuwając. Ciepło książki
spływa jak kropla miodu na samo dno serca.

Zawsze marzyłam, by mieć taką rodzinę.

Naprzeciw siostrzyczki siedzi Nusia. Koloruje odkrytą na
nowo książeczkę. Znalazła ją podczas przemeblowania pokoju i maluje pastelami.
Grzywka spada jej na oczy, bo grzywkę zapuszcza „żeby mieć taką jak ty mamo,
czyli żeby jej nie mieć” 🙂 Spinki kupiła sobie za swoje pieniądze, ale włosy
podpina tylko do szkoły. W domu żadna spinka nie wytrzyma nieustannego
biegania, skakania na piłce i tarmoszenia się z rodzeństwem.

– Tak, śliczny domek. – odpowiadam podnosząc oczy znad
książki.

– Oczy? – dziwię się.

– Nie ma oci. – prostuje Laurka pokazując żuka, któremu
Nusia zamazała oczy długopisem.

Biorę złote jabłko z zielnej miski i obieram. Zjadamy
ostatnio kilogramy jabłek dziennie. Różnych. Staroświeckich koszteli,
pomarańczówek, kronselek. Wszystkie z sadu na działce.

Tak się różnią od tych sprzedawanych na targu. Są
kwintesencją jabłkowatości. Pachną, smakują, radują oczy, chłodzą dłonie.
Dotykają wszystkich zmysłów na raz.

– Niunia cie japo – natychmiast po odkrojeniu pierwszego
kawałeczka, zgłasza się pierwszy ochotnik.

Jemy. Czytamy. Rysujemy. Kolorujemy.

Wracam do książki.

Borejkowie przy swoim stole wiodą sielskie rozmowy.

 

Przerywam.

Patrzę na moje córki. Myślę o tej, która pojechała w świat
odebrać literacką nagrodę. O synu, który poszedł do kolegi i wróci o szóstej. O
mężu, w którego miłości pławię się codziennie. O stole jasnym, kuchennym. O
lodówce wytapetowanej jesiennie w Nusiowe kolaże z rudych liści. O herbacie
gorącej w kubeczku w misie. O różach zasuszonych na parapecie. O sobie.

„Zawsze marzyłaś, by mieć taką rodzinę” – mówię sobie w
myśli – „Twoje marzenie Rut się spełniło”.

 Zupełnie oczekiwanie.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *