błękitna włóczka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Mimbla rzecze tak:

 

„Nie mam czasu się gniewać.
Osiemnaście czy dziewiętnaście dzieciaków do umycia, położenia spać, ubrania i
rozebrania, do nakarmienia, wysmarkania, pocieszenia i Buka wie co.”

 

Kwintesencja wielodzietności.

Dar nie posiadania czasu na
użalanie się nad sobą, roztrząsanie co kto dziś do mnie powiedział i co miał na
myśli, do dzielenia włosa na czworo, snucia teorii spiskowych, gdybania „co by
było gdyby…”

Dar czasu tylko na sprawy
najistotniejsze.

 Błękitna nić samotności z rzadka gości na
kanwie codzienności i tylko późnymi wieczorami, gdy i tak już nie miałbyś sił
ani ochoty na gniew, użalanie się nad sobą, roztrząsanie, snucie i gdybanie.

Jak ktoś zrani, sykniesz z bólu, ale nie ma czasu na to, by ranę długo pielęgnować.


Masz tylko jeden motek błękitnej
włóczki i nie chcesz go marnować na takie rzeczy.

O wiele lepiej wtedy pomarzyć,
popisać, pozachwycać się, wyszukać chwile błyszczące jak perły i

oczko po oczku dziergać błękitny szalik dobrych myśli, dobrych wspomnień i nadziei.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

przedśpiew o oknie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dziś przyszło
okno.

Wielkie.

Kiedyś
będzie pełne słonecznego światła, szumów lasu, cieni  zwiewnych brzozowych, zapachów żywicznych,
ptasiego trelu na dzień dobry i dobranoc.

Kiedyś.

Niedługo.


Będziesz zadowolona – mówi mężulek – Jest olbrzymie.

Rut –
gdyby mogła ściany budowałaby z szyb. Szklane domy jak w „Przedwiośniu”. Ale
ściany będą tradycyjnie z pustaków. Rosną już, nie przejmując się faktem, że śnieg
kopiasty na dworze i do wiosny szmat jeszcze czasu.

Jak
tylko mróz lżeje, on zaciera ręce, pali w kozie i późnymi popołudniami muruje.
Potem robi zdjęcia i rodzinie przywozi do podziwiania jak prace idą.

Jak
postanowili, tak robią.

Letnisko
realnieje w oczach, w wyobraźni obrasta w detale.

Stół
stary wyczyści się, wyszlifuje, pomaluje na miły ciepły kolor. Obrus jakiś mały
staroświecki, wazonik z kwiatkami. Parapet będzie niski, gruby, z litego
drewna, szeroki z kilkoma poduszkami 
żeby usiąść na nim wygodnie i książkę poczytać albo porozmawiać albo
nic-nie-porobić – leniwie jak kot wygrzewać się w promieniach słońca.

– Ach,
przenocować tam, a rano z pierwszym brzaskiem czajnik nastawić, wyjść na
balkon, usiąść, zapatrzeć się na sad, zasłuchać w ptasi śpiew, wypić filiżankę
kawy – marzy ona.


Taaak. – wtóruje córka najstarsza.

      -Ale ty kawy nie możesz – wraca do
rzeczywistości i jej parametrów Rut.

     – To cappuccino – poprawia się zawrócona
ze ścieżki marzeń.

 

Tęsknią. Wszyscy. Do wiosny. Do dni
dłuższych spędzanych aż po zmierzch na działce. Do trawy soczysto-zielonej. Do
rowerów, huśtawki, hamaka, piaskownicy, patio, sadu, ogrodu, drzew, motyli,
kwiatów, do leżaka zielonego, do metalowego stolika, do odpoczynku, do pracy…

Rut w doniczce na parapecie ma
zalążki lilii. Storczyki naraz wszystkie chcą zakwitnąć, łodygami jak zielonymi
palcami przywierają do okien. Ptak jakiś tak radośnie, nie-zimowo zaśpiewał nad
głową. Zapachniało odwilżą. Złoty promień aksamitnie pogłaskał policzek. Aż
załaskotało, bo twarz przyzwyczaiła się do szpilek mrozu.

Okno dziś przyszło.

Wielkie.

Gotowe napełnić się słońcem.

To najlepszy zwiastun, że krok po
kroku zbliżamy się do spełnienia.

Przedwiośnie.

Ono – jak żaden inny czas – uczy dostrzegać i cenić drobiazgi.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

niespodziewane zawirowanie fabuły

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Leżą
sobie w dębowym łóżku Dusia.

 Mama, Laurka i sam właściciel leżą jak śledzie
w beczce. Lampka świeci dyskretnym światłem, a oni tym leżeniem dzień swój
zamykają powoli jak ciężkie drewniane drzwi.

I bajką
go jeszcze zamykają szeptaną. O lisku.


Dawno, dawno temu za górami za lasami – zaczyna od sakramentalnej frazy mama –
mieszkał sobie lisek. Pewnego dnia lisek poczuł, że bardzo burczy mu w
brzuszku. Był  bardzo głodny, więc
wyruszył, by poszukać czegoś do zjedzenia. Gdy szedł przez las, spotkał misia.

„A co
to tak burczy głośno?” – zapytał miś.

„A to
mój brzuszek” – odpowiedział lisek – „Bo jestem bardzo głodny misiu”

„Przyniosę
ci grzybków” – powiedział miś.

„Nie,
nie misiu” – odparł lisek – „Ja nie lubię grzybków. Lisy jedzą zupełnie coś
innego”

I lisek
poszedł dalej.

Mama
też wymyśla dalej perypetie liska, że…

na swej
drodze spotkał jeszcze zajączka, który oferował marchewkę i jeżyka, który
chciał mu podarować jabłuszko, ale niestety „liski tego nie jedzą”.

Po
pewnym czasie lisek wyszedł na skraj lasu i zobaczył mały domek, a obok domku
zagrodę, a z zagrody dobiegał bardzo miły głos: Ko-ko ko-ko.

Mamusia
uśmiecha się w tym miejscu, bo już wie, że bajka będzie miała szczęśliwy finał
i lisek jakoś się wykaraska.

– Ko-ko
–ko – powtarza z lubością mamusia i już już ma nakarmić zgłodniałego liska, gdy słyszy…

…..            …..      ……


KULIDZIA!!! – wykrzykuje córeczka ułożona przy lewym boku mamusi.

– Nie –
poprawia opowiadacz bajki – Ko-ko-ko.


KULIDZIA. – córeczka jest nieprzejednana i śmieje się figlarnie mrużąc ciemne
oczy.


KULIDZIA! – powtarza rozbawiona.

 

„No to
trudno.” – myśli mama i kontynuuje opowieść:

 

Lisek
podrapał się w ucho i rzekł:

– O ludzie!!!
Kukurydza. A byłem pewien, że to kurka.

I lisek
wrócił do lasu i zdechł tam z głodu, bo liski nie jedzą kukurydzy.

                        

                                                 KONIEC

 

Siła
wyższa się wtrąciła.

 

A tak
wytrwale mamusia zmierzała do happy endu:)


 

 

 

tfórczość nasza

Trochę tfórczości na dobry początek weekendu, który kiedyś nazywaliśmy sobotą i niedzielą i też dobrze było:)

Kamieniczki z opakowania po ryżu sdiełane jeszcze w trakcie świąt Bożego Narodzenia. Ryż poszedł na kutię, a pudełko na kamieniczki a’la M. Musierowicz. Firma Rut@Syn.

W tym samym klimacie świąt ilustracja naszej wigilii. Proszę zwrócić szczególną uwagę na karnie stojące na baczność widelce. Firma Nusia Art.

Wytatuowany domowym sposobem Laurkowy brzuszek. Firma Rut paint.

Dwie grafiki – portrety dzieci naszych przyjaciół ze Śląska. Wykonała niesiona nostalgią Laurka.

Wyznania przed-walentynkowe Nusi.

no to pracowity weekend może się zaczynać

:):):)

Brzechwa uczesany

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Chwila
codziennego rytuału czytania. Czasem jedna, czasem kilka, czasem kilkanaście
chwil w ciągu dnia.

 

Tym
razem „Lis i jaskółka” Brzechwy.

 

-Kupa
ziela, kupa ziółek nieprzydatna dla jaskółek – recytuje z uniesieniem pełnym
rozpaczy mamusia, która wczuła się w rolę oszukanej jaskółki.

-Nie!!!
 KUPA nie! – protestuje małoletni
słuchacz ze zdegustowana minką.

 

Panie Brzechwo, w towarzystwie nie używa się takich słówek:)

 

Mama
poprawia  więc wieszcza i czyta ponownie w wersji ugrzecznionej:

 

– Sterta
ziela, sterta ziółek nieprzydatna dla jaskółek.

 

Sterta
brzmi jakoś bardziej przyzwoicie i salonowo:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

kolejny brulion rękopisu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Kilka
dni temu skończyłam to, co zaczęłam rok temu.

 

Dzieło
wiekopomne i wielotomowe. Od mnogości wątków aż szumi w głowie i tuż przy końcu
nie pamiętam dokładnie od czego się zaczęło. Pewnie gdyby rękopis trafił do
korekty, wiele by można w nim poprawić, dodać, może coś wykreślić, ale ja
patrząc na te moje bazgroły, nie zmieniłabym nic.  Rękopis na zawsze pozostanie rękopisem.
Koślawe fale liter i błędy są wliczone w rachunek. Tak jak jest, jest dobrze.
Wszystko tutaj jest słowem pierwszym i ostatnim, premierą i ostatnim aktem
jednocześnie.

 

Kolejny
odcinek czasu zamknięty.

Umowny
odcinek umownego czasu zamknięty symbolicznym kluczem z tajemniczą cyfrą 39.

 

Teraz
nastąpi ciąg dalszy.

 

Znowu
zaskakujące zwroty akcji przyprawią nieraz o palpitację serca, czasem fabuła
splątana jak węzeł gordyjski, słońca nad horyzontem i ciemne chmury u
sklepienia myśli, słodycz z goryczą wymieszane w jednym kielichu, nowe postaci
wkroczą na scenę, może kilku aktorów z niej zniknie na zawsze, umiejętnie
budowana dramaturgia, a wszystko stopniowo odsłaniane za kolejnymi zakrętami.

 

Głaszczę
nową białą stronę nowego brulionu.

Wiem i
nie wiem co zdarzy się za chwilę.

Z roku
na rok rozumiem coraz pewniej, że cokolwiek będzie, będzie dobrze.

Dokładnie
tak jak potrzebuję, na moją miarę.

 

Dziś
jest pierwszy dzień reszty mojego życia – to jedno z najbardziej  inspirujących zdań jakie słyszałam.

a z okazji urodzin zapraszam na Nusiowe lody:)

jak widać ilość porcji ograniczona:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

bardzo słodkie zwierzę

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Na skutek miłego zwyczaju, że kto ma urodziny, ten przynosi cukierki i
nimi częstuje
i na drugi skutek tego, że Rut uczy kilkaset dzieci, które
ten zwyczaj kultywują, zdarza się, że przynosi ona w torebce do domu cukierki.

Dla dzieci.

Laurce aż oczka błyszczą, gdy Rut
stojąca przy bramce macha jej przez okno, a potem wysupłuje z czerwonej torby
cukierka.

– Daś? – układają się usteczka za
szybą w bezgłośnym pytaniu aż obłoczek pary przysiada na szklanej tafli okna.

Rut wchodzi do domu i już z dołu
słyszy pełne entuzjazmu okrzyki dziecka wiszącego na bramce zabezpieczającej
schody.

– Mamo jesteś?!!! Maś
ciukielka?!!! Dla niuni?!!! Daś niuni?!!! Juś idzieś?!!!

Rut rozbierając się z kożuszka,
odpowiada na potok pytań potokiem gorących zapewnień:

– Jestem. Mam. Dla niuni. Dam,
oczywiście. Już, już tylko zdejmę buty.

A potem tup-tup-tup wspina się
mama po schodach i z uśmiechem podaje cukierka. Nad bramką.

– Proszę, krówka. – mówi  uroczyście.

– Klówka? – dziwi się córeczka i
iskrząc oczami wysupłuje słodycz z papierka.

Robi to z mozołem i sapaniem, bo
krówki mają taki niemiły zwyczaj przyklejania się do opakowania. Ale poza tym
są najsłodsze na świecie. W końcu, z wydatną pomocą taty, cukierek zostaje
rozebrany do negliżu.

Mała rączka zmierza ze słodkością
w kierunku buzi, a ta w ostatnim zachwycie wyznaje:

– Źjem owiećkę.

 

:):):)

 

Co za różnica w sumie: krówka czy
owieczka?


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

s głową

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Fascynatka
tematu dostaje nową zimową czapkę ze świnką Peppą.

Wita
mamusię wracającą do domu przyozdobiona swoim kultowym nakryciem głowy.

Mama
odstawia torebkę, myje ręce, wlewa sobie talerz zupy i siada do stołu. Pociecha
tylko na to czyha. Usiłuje władować się na kolana w wiadomym celu i wciąż w
czapce na głowie.

– Daś
cici s ciapką? – upewnia się wspinając się po krześle.

– Nie –
śmieje się mama – w czapce ci Anzelmie Bohatyrowiczu* nie dam cici.

Słysząc
takową odpowiedź fascynatka idzie na ustępstwa i pozbywa się peppowego nakrycia
głowy.

Po
czym…


A  s głową daś? – negocjuje dalej.

 

 

S głową
tak:)    bo wszystko wszak trzeba robić z głową:)

 

 

 

* jeśli
ktoś z czytelników dawno już pisał maturę, to przypominam, że jest to postać z
„Nad Niemnem”( mojej ulubionej lektury); postać, która nieustannie nosiła
ciepłą baranicę na głowie, nawet latem, tłumacząc ten fakt „duszną chorobą”  🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

niezmącony początek dnia

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Ilu ich
jest ?

– myśli Rut zapatrzona w przestrzeń przed sobą – Ilu jest ludzi na
świecie, którzy stoją teraz i patrzą jak ja na początek dnia? Ilu umie zatrzymać się
na jeden moment, popatrzeć, zapisać w głębi źrenic ten jeden jedyny świt?

Nie
myślą o stracie drogocennych sekund, o jałowości stania i patrzenia, o
bezproduktywności swojej w tym momencie, o naglących terminach, o zleconych
zadaniach, o konieczności wejścia na wysokie obroty teraz, natychmiast.

Jakie
mają poranki przed sobą ci wszyscy, którzy jak ja stoją w oknie lub na tarasie
lub balkonie lub na plaży, lub na zboczu góry, na łące, w sadzie, na skraju
lasu, na pokładzie statku?


Jeśli
gdzieś jesteście, posłuchajcie o moim poranku.

 

Mój
świt jest prawie zupełnie nieruchomy. Gdyby nie delikatne jak apaszka z jasnego
jedwabiu dymy falujące nad dachami, można by pomyśleć, że to obraz wymalowany
na płótnie. Wszystkie odcienie bieli. Większość nigdy nie nazwana.

Ile
odcieni ma biel? – zapytacie.

Nie wiem.

Są sprawy na niebie i ziemi, które
wymykają mi się zwinnie jak jaszczurki zwinki i z rokiem na rok coraz bardziej
wyrażam na to zgodę. Na tę nieuchwytność, nieodgadnioność i na moją niezdarność
w łapaniu jaszczurek, choć moim dzieciom ta sztuka wciąż się udaje.

 

Poranek
zastygł.

Uśpił
go nocny styczniowy mróz.

 

Wszystko
śpi

wpół – drgnienia,

wpół-trzepotu,

wpół-fali, wpół-kroku,

wpół-szelestu,

wpół-słowa,

wpół-świergotu.

Nie drży żadna gałązka ociężała od dorodnych kiści
śniegu, nie przemyka żaden ptak, nie jedzie żadne auto, nie idzie nikt, pies
nie szczeka, nie marszczy się twarz zamarzniętego stawu. Jakby świat się
zatrzymał., zadumał nad czymś ważnym.

Może
nad sensem drżeń, szelestów, krzyku, biegu, pluskania, ruchu wszelakiego.

Gdyby
nie apaszki dymu można by pomyśleć, że…

 

… to
moment tuż przed tym jak Nieporuszony Poruszyciel dotknął  palcem raz pierwszy wahadło.

 

Ale
nie.

Strużki
dymu są dowodem, że ten gest pełen namysłu już dawno za nami.

Wszystko
po staremu, czas płynie.

 

 ***

 

Taki
jest mój poranek stojący twarzą w twarz ze mną na wpół senną przy oknie.

Przez
kilka chwil ja i on przyglądamy się sobie bacznie i nieruchomo.

Nie
liczymy drogocennego kruszcu mijającego czasu.

 

A potem
zaczyna się kolejny dzień.

Jeden z
wielu, a jednocześnie jedyny.


… przed oknem, na tarasie, balkonie, zboczu góry, brzegu jeziora, wszędzie jak okiem sięgnąć nowy dzień.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

garstka komplementów

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– A na
co działa mleko? – chce wiedzieć Nusia przyssana do rurki wetkniętej w kartonik
z mlekiem UHT. Dzieci dostają je w szkole, a potem kartoniki stoją karnie w
szeregu na półce lodówki. Rut porażona ilością zapasów, zaleciła je szybko
wypijać, co syn skwitował krótko i rzeczowo: „właśnie dlatego oddaję je w
szkole” 🙂

– Na co
działa mleko? – dopytuje dalej niezrażona obrazoburczym wyznaniem brata
sześciolatka.

– Na
porost kości. – zaspokaja ciekawość mama. 
Mama jest akurat po usypianiu ssaka i po kąpieli, więc spokojnie może
zająć się kiełbasą  trzymaną w jednej
ręce i pajdą chleba w drugiej.

Nusia
wysysa mleko z wielkim zaangażowaniem i oddaje się refleksji nad zasłyszanymi
słowy.

Kiedy
refleksja dobija do brzegu zrozumienia mlekopijca oświadcza genialnie:

– Aaaa,
to od picia mleka jesteś mamo taka koścista!!!

 

🙂

 

Tak.

I od
jedzenia kiełbasy wieczorową porą:)

 

*************


 Rut z córkami i mężem wyjeżdża
na zakupy. Do pełni makijażu, nieco rozmytego po pracy, brakuje jej jeszcze kropki
nad i to znaczy… błyszczyka.

Błyszczyka
– nadmieńmy – przysłanego z dalekiej Irlandii od bliskiej Anett. Błyszczyka –
nie bójmy się tego wyznać – w najsłodszym pod słońcem kolorze różu, który na
dodatek pachnie malinami.

Rut śmiałym
gestem pociąga usta . Rytuałowi bacznie i z uznaniem przygląda się najmłodsza
kobietka, już zwarta i gotowa do nalotu na „śklepy”.

Mama uśmiecha
się przed lustrem, wyrównuje malinowy zapach na ustach i zadowolona z efektu
odwraca się w kierunku widowni.

– Jeśteś
bludna mamo. – orzeka jednoosobowa publiczka.

 

Szczyt
szczerości:)


Jeśli masz dzieci, nie potrzebujesz lustra.  One powiedzą ci kim jesteś i jak wyglądasz.

A jeśli nawet nie powiedzą… sam  dojrzysz siebie w nich.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}