reżyser

 

– Ja nie mogę wytrzymać jak Maciek tak patrzy na mnie pustym wzrokiem – skarży się Bartek, drugi alumn ze sceny święceń. Obaj stoją na przeciwko siebie, jeden ze stułą, drugi z rzymskim ornatem na wyciągniętych dłoniach, a pomiędzy nimi krzyżem leży młody Karol Wojtyła. Czyli Max:) Scena święceń.

– To patrz w górę na Pana Boga, a ty Maciek żeby nie wiem co się działo, masz się nie roześmiać – rzucam szybko i biegnę dalej.

– Proszę pani, bo tu są takie mocne światła, że my nic nie widzimy w tych ciemnych okularach jak tańczymy – zgłaszają komunistyczni agenci – I boimy się, że spadniemy, bo nawet nie widzimy gdzie koniec sceny.

– Ok, tańczcie bez okularów, wasze bezpieczenstwo jest najważniejsze – zgadzam się.

– Tu z boku urwał mi się troczek od kremówki? – mówi Zuzia.

– Dzisiaj?

– Nie, wczoraj. – odpowiada ciasteczko z kremem.

– To dlaczego nie powiedziałaś wczoraj, to byśmy to zreperowali. Teraz musisz jakoś zatańczyć – mówię nieco zdenerowawana, bo za pół godziny odslania się kurtyna i występujemy.

A oto posuwistym krokiem idzie nasza święta parka.

– Jezus Maria – witam ich chrypiąc.

– Dobrze mam ułożoną fryzurkę? – pyta Jezus i rozsiada się jak basza w fotelu, poprawiając loczki.

– Śliczną – chwalę, a Narrator z tyłu jeszcze trefi pukle mistrza z Nazaretu.

– Jezusie, przywróć mi głos choć na jeden dzień – proszę już prawie szeptem – jeden mały cudzik.

– Nie, dzisiaj nie – odpowiada srogo.

Przy ostatnim występie był bardziej spolegliwy, bo obiecywał zamieniac wodę w wino. W wielkiej donicy, w której stały biało- czerwone flagi:)

Narrator wciąż się wzrusza nad swoim tekstem

– Patrz – mówi i pokazuje cały skrypt rozmazany od łez. W niektórych miejscach liter już nie widać.

– Przecież czytałaś to już tyle razy – śmieję się.

– Ale jeszcze się nie uodporniłam. Zobacz – i pokazuje mi schowane za fotelem chusteczki, całą baterię:)

– Czy ja dobrze mówię ten wiersz? – podsuwa się nieśmiało Mikołaj.

– Bardzo dobrze, ludzie będą płakać jak cię usłyszą.

– Nie wszyscy to rozumieją – skarży się, zerkając przez ramię na inne dzieci.

Tak, widziałam ukradkiem jak niektóre prychały śmiechem i robiły dziwne miny, gdy on z przejęciem i emfazą recytował : Nad twoją białą mogiłą …

– Nie martw się, ludzie dojrzali to zrozumieją, a niedojrzałymi szkoda się zamartwiać

– Bo mama mi powiedziała co to jest „mogiła” , bo ja nie wiedziałem, że to grób. I wtedy zrozumiałem ten wiersz – cieszy się nasz recytator.

– Czy ja mogę pomalować usta? – pyta Julcia cała w pąsach i slicznej sukieneczce w kwiatki. Julcia śpiewa dziś śliczną kołysankę dla małego Karolka, przy jego drewnianej kołysce.

– Pomaluj i pokaż mi się – mówię – W zasadzie, nie wiem czy wiesz, ale na scenie powinno się mieć dość mocny makijaż, bo wtedy twarz jest z daleka widoczna.

– Tak, wiem – kiwa głową zadowolona.

– To pomaluj i przybiegnij do mnie.

A w garderobie zbiorowe szaleństwo: Leo poskramia rozbrykany chór, kremówki zakładają hełmy z bitej śmietany z wisienką zamiast pompona, biskup próbuje ukryć białe adidasy ( bo nie posiada pantofli) pod zbyt krótką albą, Karol – ojciec wraz z konferansjerem Arturem mocują się z orzełkiem, który odpadł od wojskowej czapki. Agrafką go przebijają:)

– Marta – pytam pani Wojtyłowej – czy ziemniaki są w torbie?

– Tak, są.

– Jezus Maryja – krzyczę głosem starej alkoholiczki – Pamiętajcie, pod koniec piosenki, przed święceniami wychodzicie z obrusem i mszałem. Mszał rozłożony

– Tak, tak pani reżyser- kiwają zgodnie świątobliwymi łepetynkami.

– Max nie przyniósł białej koszuli, przyszedł w szarym swetrze – melduje mi na ucho Monika kierownik garderoby – kazałam zadzwonić do domu żeby mu przywieźli.

– A tej kołyski to nie zabrać po scenie narodzin? – zgłasza sugestię fotograf teatralny, bo jak to fotograf kręci się tu i tam i ma oko na wszystko.

– Kamil – łapię Jezusa – jak będziesz wychodził, po ” światło już wschodzi” weź trochę przesuń tę kołyskę żeby odslonić fotel biskupa, ale tak żeby została na scenie.

– Czy ja mam do ukłonu wyjść w pantofelkach czy w adidasach? – nieśmialo pyta kelnereczka.

– W pantoflach.

– I może ja wezmę ten dłuższy fartuszek w kwiatki, bo mam plastry na kolanach i ten krótki mi ich nie zasłania? – tu objawia oklejone różowymi plastrami kończyny. No rzeczywiście nie wygląda to dobrze, zwlaszcza, że gramy 20-lecie międzywojenne;)

– Dobrze, ale musisz go sobie uprasować, bo jest zmięty. Tam masz żelazko. – pokazuję.

Uff, dobrze, że wzięłam z domu dwa fartuszki.

Tymczasem papieżowi dowieźli koszulę, więc zastaję go skupionego nad deską do prasowania.

– Uprasowac ci? – pytam.

– Nie, dam radę. Nauczyli mnie. Tylko to żelazko coś nie prasuje. – mruczy.

– Przestaw sobie na trójkę – przekręcam pokrętło i biegnę do kierownika muzycznego ustalać szczegóły dotyczące podkładu.

W biegu jeszcze przypominam :

– Pamiętajcie, z prawej wchodzi tylko procesja do święceń i Magda z pistoletem. Reszta z lewej. Dacie radę?

– Tak, spoko. Poradzimy sobie. – odkrzykują bojowo

 

Wbiegam na górę, gdzie w połowie widowni znajduje się centrum sterowania muzyką i światłem. Bartek kierownik muzyczny ostatni raz przegląda notatki, przesuwa suwaki na mikserze. Musiał się nauczyć wszystkiego w 3 godziny. Ma taką samą tremę jak tamci za kurtyną.

– Może ja dam światło na stolik, jak już będą stały tam znicze? – zgłasza ostatni pomysł.

– Pokaż.

Jasna smuga ląduje na stoliku.

– Ok, będzie dobrze. Pamiętaj o ściemnieniu na okno.

– Kiedy to zrobić dokładnie ?

– Jak dziewczynki postawią okno na sztaludze. Musi być dobrze widać świecę za szybą.

– Zawiąże mi pani? – jak duch zakradł się Bartek ubrany w białą długą szatę. W ręku trzyma bialy sznur.

– Ej, to nie twoje ubranie, to sutanna papieża – mówię.

– Tak, ale chciałem przymierzyć.

Biorę sznur i go opasuję, wciąż rozmawiajac z reżyserem dźwięku. A potem sznur zawiązuję na kokardkę:) Ups. Synapsy mi się przepaliły.

Tymczasem widzowie powoli się schodzą, zamszowe fotele skrzypią przy otwieraniu.

– Ojej, kurtyna – wydobywam z siebie sceniczny szept i zbiegam szybko spowrotem za kulisy.

Zapomniałam, że mam ją odsunąć po zapowiedzi konferansjerów.

Za kulisami część aktorów siedzi już skamieniała, inni chichoczą z nerwów, jeszcze inni chodzą jak lwy w klatce z jednego końca sceny na drugi. Skrzypi podloga. Atmosfera gęsta od emocji.

„Dobry wieczór Panstwu” – słyszymy nieco przygłuszone slowa Belli dobiegające zza pluszowej kotary.

I prawie wszyscy czmychają do garderoby.

Zaczynamy.

– Różaniec!!! Czy Max ma w kieszeni sutanny różaniec?!!! I jak – na Boga – otwiera się ta kurtyna?

🙂

 

 

Od miesiąca bawię się w reżysera.

Dlatego mnie tu tak dlugo nie było.

 

majowy wieczór

 

Słońce przesiewa się między rzęsami jak złote ziarno przesiewa się na sicie.

Jest maj. Znowu maj. Jak co roku od ponad pół wieku. Każdy inny, każdy piękny, każdy pełen nadziei i snów nieprześnionych.

I ten taki jest. Szmaragdowo-zielony, pachnący jak wonności Arabii, zaskakujący jak magik, który co chwilę wyjmuje nową cudowność ze swego kapelusza i pokazuje oniemiałej z zachwytu publiczności. Też tylko na chwilę, na mgnienie oka. I znowu to coś znika, a pojawia się nowe. Gdy każdego ranka odsłaniam lniane zasłony w naszej sypialni, nie wiem co zastanę za oknem. Gdy spaceruję codziennie po podwórzu, przychodzę do domu z tysiącem nowych odkryć i nowin.

– Paulowie będą kwitły!!!

– Jaworek przemarzł.

– Zawilce się przyjęły w sadzie.

– Nietoperze mieszkają w wyłomie muru obok naszych drzwi!!!

– Dwie synogarlice wiją gniazdo na sośnie.

– Żarnowiec ma już pączki.

– Maki rosną!!!

Nie nadążam za wiosną. Zawsze nie nadążałam. Czy miałam lat pięć, dziesięć, piętnaście czy pięćdziesiąt. Jest niedościgniona.

Siedzę na naszym fotelu brazylijskim, kiwam się powoli. Nade mną zielone już korony osik na tle błękitu nieba. Zieloność aż oczy bolą, błękit aż do spękania serca.

Słońce powoli stacza się coraz niżej, wokół kwilenie ptaków i zwyczajne odgłosy ludzkiej osady. Ktoś kopie piłkę, tata mówi do synka: „Mikołaj, no,no…”, gdzieś muzyka z radia, szum opon samochodowych, śmiech, pogłos biesiady, trzaskają drzwi, skrzypi bramka, a między to jak złota nić wpleciona cisza…

Siedzę w środku tego i jakby ponad tym wszystkim. Obecna i odległa. Tutaj i zupełnie gdzie indziej. Teraz i potem. Zawsze.

Słońce dotyka twarzy złotym wachlarzem.

Świat się zatrzymał na chwilę.

Maj.

Kolejny w moim życiu.

Ostatni na tej ziemi?

Nie wiem.

Ty wiesz:)

🌸

Ja wiem tylko to, że warto go przeżyć tak, jakby miał być ostatni.