Nasze między – święcie, czyli czas po Bożym Narodzeniu a przed Nowym Rokiem to taki kolaż z wszystkiego.

Praca i sprzątanie, ale tak jeszcze niezobowiązująco i leniwie, nowa zupa pomidorowa na zmianę ze śledzikami, które zostały z wigilii, stary kalendarz na półce i nowy już powieszony na gwozdku na ścianie, kolędy i splecione z nimi burczenie pralki, wiosenne śpiewy ptasie i kupki śniegu w zakamarkach sadu, kompot z suszonych jabłek stale dogotowywany i winko poświęcone na cześć św. Jana. Obok choinki nożyczki czuwają na tzw. „podorędziu”, a czekoladowe cukierki znikają z gałązek jak kamfora.

Resztki kaszelku i katarku, sianko Jezuska spadające pod stół. Na stole mała sztaluga, akwarelki, słoik z wodą i pędzelki, a pomiędzy – szklaneczki z czerwoną syczącą oranżadą i pierniczki w dużej misie, które skleiły się lukrem w niesamowity kształt.
– Co to jest? – pyta zdumiona Laurka, wyciągając gwiazdkę z przyklejonym doń rogiem jelonkiem.
No i wszędzie książki.
A to „Wrzos”, a to Wiedźmin, „Nad Niemnem”, „Balladyna”, moi Ojcowie z Maryją… Pozakładane czym się da albo z rozpiętymi skrzydłami leżące gdzie się da.
I wspólne wyrywanie sobie krzyżówek i sudoku oraz zbiorowe ich rozwiązywanie. Nasza ostatnia pasja rodzinna, na pograniczu obłędu.
– ….. na cztery litery, ostatnie „i” – rzuca raz po raz w przestrzeń Hania – … na siedem i w środku „k”; „a” nie ma, nie ma, nie ma, „d” i nie ma…
🙂
– Tu wpisz jedynkę, a tu piątkę – podpowiada braciszek najmłodszej siostrze.
– Nie Adam!!! – protestuje czujna bestyjka – Ty mnie nabierasz!!!

– Sprzątamy !!! – zarządzam twardo, ogarniając okiem cały ten chaosik, skumulowany głównie na wielkim stole. Przenieśliśmy go na czas świąt z kuchni do salonu. Stół, nie chaosik:) Choć może i jedno i drugie;)
– Jutro ksiądz przychodzi po kolędzie, muszę obrus zmienić – tlumaczę, gdy towarzystwo wyrwane z matni nałogu krzyżówkowo- sudokowego, patrzy na mnie niewidzącym wzrokiem szaleńca.
Rozkładam biały obrus, przez środek srebrny pas ozdobnej tkaniny, który był też na wigilijnym stole.
– Ale tu jest plama z wosku – pokazuje Alusia.
– To nic – śmieję się – zasłonimy Jezuskiem.

I na woskowy kleks kładę Malutkiego leżącego na chmurce z siana.
Teraz jest dobrze. Kleksa nie widać.
* * *
Przecież przyszedł właśnie po to. Zniweczyć wszystkie nasze plamy, uporządkować nasz chaos, być w samym środku naszego życia. Im bardziej jest poplamione, tym bardziej pragnął w nie wejść. Bo nie przyszedł do nieskalanych, kryształowych i uporządkowanych, lecz do tych, którzy się źle mają, którzy barszczyk czasem rozchlapią i mają dziurawe buty i okruszki pod stołem.
Doświadczenia właśnie tego, Jego dotykalnego bycia wśród nas na każdy dzień Nowego Roku Wam życzę.
I znowu, jak w tamtym roku mam prezent dla kogoś. Jeśli komuś podoba się ten zimowy obrazek ze zdjęcia poniżej i chciałby go mieć na własność, wystarczy napisać w komentarzu.

Powstał w pierwszy dzień świąt z tęsknoty za roztapiającym się śniegiem:)
Jeszcze raz Wam wszystkim : znajomym i cichym czytaczom dobrego, pełnego Obecności Boga Roku 2023🌟

























