adwentowe oczekiwanie na…UFO

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Temat końca świata jest ostatnio tematem dyżurnym,
gdziekolwiek się znajdę.

Media umiejętnie podgrzewają atmosferę, dorzucając co kilka
dni nowe szczegóły ze scenariusza Armagedonu.

I tak oto w Wiadomościach opowiadają o górze we Francji,
gdzie będzie można się schronić przed zagładą . Zleci UFO i wybawi z opresji .
Przynajmniej co poniektórych.

– Ale dlaczego oni mają tam uciekać ? – zaczyna snuć
rozważanie dociekliwy Dusio – Przecież i tak będą zbawieni.

– Ale to może właśnie ci, którzy nie mają pewności
zbawienia. – zastanawiam się.

Syn marszczy czoło próbując zrozumieć.

 

Tak to już z nami jest.

 

Szukamy różnych, najśmieszniejszych nawet desek ratunku,  chwytamy się brzytew wybawienia, a zapominamy
o zbawieniu na wyciągnięcie ręki.

Bo UFO pewniejsze niż Jezus?

I wiara w zielone ludki łatwiej nam przychodzi.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

relacja na żywo

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Moje po – szesnastej, a przed – siedemnastą.

 

  1.  

Zupełnie profesjonalnie prowadzi
rozmowę . Przykłada telefon zabawkę do ucha i…

– Tak? Bonisz? ( Tak? Dzwonisz?)

Potem słucha, chodząc po pokoju. Kiwa
głową i robi wielkie oczy. Od czasu do czasu potwierdza natężoną uwagę:

– Tak, tak.

Staje przed drzwiami balkonu,
które podścielone aksamitem zmroku, stały się lustrem. Przegina się na bok,
przyjmuje pozę kobiety oglądającej swą nową balową toaletę.

– Tak. – znów rzuca w telefon.

Można ją obserwować bez końca i
odkrywać samą siebie.

 

2.

Wsiada na drewnianego konia.

-Ubaziam – dodaje sobie sama
otuchy przytrzymując się fotela.

– Ubaziam – zarzeka się ponownie,
gdy niebieski koń w kwiatki niecierpliwie rwie się do skoku.

Siadła. Kiwnęła się dwa razy i
już dotarła do celu.

Ale jak tu zsiąść?

Nóżkę zadziera do góry, ale ponad
głowę konia nie da rady unieść. Pokazywałam, że przy zsiadaniu nóżkę przekłada
się nad końskim zadem, ale nauka przez pierwszych pięćdziesiąt razy zwykle idzie
w las.

– Mamuś – sapie prosząco jeździec
– O ludzie! O ludzie! ( skóra zdarta ze mnie:)

– Ala, pomóż jej zejść z konia –
proszę unieruchomiona na kanapie.

 

3.

Wchodzi za fotele. Siada, plecki
przyklejając do grzejnika.

– Ciepło. Ciepło. – mruczy z
lubością i rozkłada kolorową instrukcję do gry.

Ale instrukcja jest koniecznie
potrzebna siostrze. Tej nieco starszej. I to teraz.

– Daj Ani – prosi więc wkładając
rękę do jamki przygrzejnikowej.

– Nie – wypada stanowcza
odpowiedź z półmroku

– Daj, Ania poczaruje – zachęca
tajemniczo i  by zareklamować dodaje
pierwsze zaklęcie – Babum-labum…

Maluch jednak nie nabiera się na
żadne, nawet najbardziej magiczne argumenty.

– Nie. – udziela ostatecznej
odmowy i zagłębia się w lekturze instrukcji.

 

4.

Lektura składa się z dwóch
kartek, więc nie mija minuta, gdy czytelnik pojawia się na dywanie na środku
pokoju. Wysypuje kwadratowe kartoniki z literkami i obrazkami.

-Osiołek, japko, ig-ła …–
recytuje, układając obrazki.

Niektóre przy okazji wsuwa pod
wykładzinę. Pewnie się jutro zdziwimy, że gdzieś zniknęły, a za jakiś tydzień
znajdziemy schowek.

Książeczka o małej krówce już tam
była na wycieczce.

Tak kiedyś mój brat Leon schował mamie kilka tysięcy gotówki:) To było przed denominacją:) Cośmy się naszukali!!! Jak widać nawet skrytki się dziedziczy.

 

5.

Mąż śpi z głową na moich kolanach
( dlatego jestem unieruchomiona).

– Jak ty to robisz, że masz tak
mało siwych włosów? – zapytałam go, nim zasnął – Ja mam tak dużo. Nie nadążę
farbować.

– Bo ja co rano staję w łazience
przed lustrem i jak zobaczę jakiś siwy włos, zaraz go wyrywam.

– Żartujesz?

– Nie. Poważnie. Wyrywam.

 

No, jakaś to alternatywa dla
farbowania:) Aczkolwiek ryzykowna.

 

 

6.

A ja sobie czytam o Pani
Łyżeczce. Piękna, nostalgiczna, ciepła książka, która zrodziła się jako blog i
w blogu ma swój ciąg dalszy. Adres obok w linkach.

 

7.

I właśnie się dowiedziałam, że
mam dziś imieniny. Zadzwoniła Aga i mi to obwieściła. Imienin nigdy dość, a ja
chyba naprawdę przeniosę moje zimowe na jesień.

– Ona ma w tym swój interes –
uprzedza Ksawerego Miś – Bo ona na prezent chce tylko krzaczki, a w lutym ziemi
nie rozkuje żeby je posadzić.

Miś jest nie w ciemię bity. No i
zna mnie na wylot. Od ponad piętnastu lat.

– Więc mam dziś imieniny. Kup mi
głóg dwuszyjkowy – zaapelowałam do męża po odłożeniu telefonu.

– A od kiedy masz dziś?

– Od dziś. Dzisiaj je przeniosłam
na dziś.

 

Tymczasem białe wino i zielone
boikeny odgrywają rolę przyjęcia.

 

 

8.

Święta tuż tuż. Nawet Mikołaj
święty ma już pierwszy prezencik w worku. A na wsi w sadzie znalazłam bazie.
Wielkanoc się zbliża wielkimi krokami, a tu jeszcze wieniec adwentowy nie
uwity.

Obok krzyża położył się na
parapecie mały gliniany Jezusek ze żłóbka. Jak to chłopak – ma nieco obity
nosek i rysę na policzku. Każdy by tak wyglądał, gdyby go nieustannie nosiły
czyjeś małe łapki, a czyjeś małe usteczka świergoliły : „Mały. Jeziuś.
Malija.”.

 

9.

Mąż się wyspał. Wytrząsnął
resztki snu spod powiek i wstał, ale poduszka na moich kolanach nim wystygła,
już została zajęta.

– To moje mieście !!! – oznajmiła
właścicielka różowych rajstopek i ułożyła główkę.

Jest specjalistką od zajmowania
cudzych miejsc i przemianowywania ich na swoje.


 

A ja myślę już po raz tysiąc dwudziesty czwarty, że nie chcę żadnego innego.
Tylko to moje. Skrawek miejsca i czasu, w którym się zadomowiłam.

Jedna godzina z mojego życia.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zacumowanie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dzieci są jak kotwice.

Trzymają nas mocno TU i TERAZ.

 

– Mamuś, daś niuni cici?

– Nalej mi mleka?

– Pocitaś?

– Jak to zrobić?

– Przepytaj mnie mamo.

– Już, jesteśmy umyte!!!

– Gdzie jest szczotka?

– Pepe!!!

– Mamo, on mi to zabrał!!!

– Niunia cie alo.

– Uprasujesz mi bluzkę?

 

 

 

To wszystko są zaklęcia, które mają moc przywracania do rzeczywistości.

W oka mgnieniu urealniają mój byt rozpływający się w mgiełkę
nad książką, nad zdjęciem.

Przywracają do porządku myśli o przeszłości i przyszłości,
na baczność ustawiają wspomnienia i marzenia.

 

Dopiero, gdy dzieci zasną i ucichną wszelkie odgłosy tego
świata, pozostaje to co nierealne lub nierealności bliskie.

Skrzypienie desek w utrudzonej całodziennym bieganiem
podłodze, monotonna recytacja zegara, za dnia zagłuszana okrzykami dzieci,
dziwne pukania w grzejnikach zatrudnionych przy ogrzewaniu atmosfery domowego
ogniska, cisza szeleszcząca jak kartki wertowanej książki.

Wraz z tym wszystkim powoli, na palcach zakradają się myśli
o TAM i GDZIEŚ.

Leżę i myślę o całym ubiegłym tygodniu. Jego obfitość
oszałamia. Tak, to był pracowity, dobry czas.

Obym tak KIEDYŚ TAM mogła to samo powiedzieć, zapatrzona w
zachód słońca za moim horyzontem.

 

Tymczasem Laurka wzdycha, skopuje z siebie kołdrę i nie
podnosząc rzęs z policzków prosi:

– Mamo, cici .

 

Jeszcze nie czas odwracać się za siebie.

Jeszcze słońce w
zenicie.

Kotwice mocno cumują w TU i TERAZ.

 

– Już, już kochanie. Chodź do mamy.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

bilokacja

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Mamooo!!! Jeteś!!!? – rozlega się skandowanie z głębi
mieszkania – Mamooo! Jeteś???- i , zdaje się, jest w trybie pytającym ( odświeżyłam
znajomość gramatyki z okazji olimpiady Alusiowej:)

– Tu jestem!!! – odkrzykuję w trybie oznajmującym – przy
komputerze!!! ( okolicznik miejsca).

Tuptanie zbliża się, wieszcząc rychłe pojawienie się małego
śledczego.

Staje na progu i…

 

– Aaa!!! Jeteś!!! – rzecze śledczy uradowany, tym razem już
bez zaśpiewu pytającego – Tam mamy nie ma. – oznajmia wskazując paluszkiem w
przestrzeń za sobą.

 

Dobrze wiedzieć, że mnie TAM nie ma.

Choć czasem chciałabym się rozdwoić lub roz-troić, ale to
sztuczka z wyższej półki i trochę potrwa nim poznam jej arkana.

 

Póki co więc jestem TU ( znowu okolicznik miejsca:)

I nigdzie więcej mnie nie ma:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

doładowanie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Zapach zupy ogórkowej rozpanoszył się w całym domu. Mały
głodny nosek wodzi na pokuszenie.

Ale zupa gorąca, „na wietrze nie gotowana” jak zawsze
powtarzała Rutkowa mama na sykanie licznego potomstwa, że „zupa parzy”.

Niesie więc Rutka talerz z dymiącą zupą na balkon do
ostudzenia. Przed mamą jak mały ministrant w procesji niunia podskakuje.

Kłapnęły drzwi zamykane. I już. Teraz wystarczy zupy
pilnować, bo…

– Sikorki też są głodne i mogą przylecieć i zjeść zupkę
niuni – tłumaczy mama.

Obie klęczą nabożnie wpatrzone w talerz pełen ziemniaczków i
marchewek.

– Kolku –  przemowę do
potencjalnych amatorów potrawy zaczyna Laurka – nie mozieś ziupy. To moja
ziupa.

Sikorek zdaje się zrozumiał, bo trzyma się z dala. Całe
stadko tych ptaszków śmiga z gałązki na gałązkę.  Żółte brzuszki skaczą jak koraliki rozsypane
po podłodze.

Nagle obraz się zamazuje nieco. Obłoczek pary osiada na
szybie. Rutka wyciąga palec i rysuje serduszko.

 A potem:

– Ha ha – huha znowu i rysuje główkę.

Córeczka patrzy nie dowierzając. Pierwszy raz widzi coś
takiego.

– Mamuś lób jeście ha-ha – prosi.

I mama robi.

 

Zapach zupy ogórkowej mąci w głowie. Słońce prześwietla
rysunki na szybie. Córeczka tak słodko wymawia to „mamuś”.

 

Rutka niepostrzeżenie ładuje baterie nieco już wyczerpane
serią krótkich szarych dni.

„ Jestem na baterie słoneczne” – myśli, rysując palcem
kwiatek.

Co roku to odkrywa o tej porze roku. Co roku zdumiona.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

historyjka z obrazkami

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Ulubiona książeczka Laurki o Józi, która wyjadła konfitury.

Przeczytana w tę i nazad tysiące razy, przewertowana na wylot i upstrzona nawet
odręcznymi notatkami właścicielki, która nie do końca jeszcze rozumie hasło, że
„książki to nasi przyjaciele itd.”

Czytelniczka ogląda książeczkę po raz dwa tysiące pięćset
czterdziesty drugi i …

– Jaja !!! – wykrzykuje nagle odkrywczo.

– Gdzie? – pyta zaspana jeszcze Rut.

Drobny paluszek wskazuje miejsce, gdzie na obrazku
zgromadziły się jajka.

– To nie jajka. To kamienie – uświadamia mama ze śmiechem.

– Mamienie? – dziwi się domorosły mól książkowy wpatrując
się ostro w ilustrację – Nie!!! – orzeka po namyśle – Józia ma jajki!!!

 


 

Jak się wczytać w lekturę, to naprawdę można dojść do
zaskakujących konkluzji.

Józia ma jajki:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zarobkowanie 3

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

 

– Jak mógłbym zarabiać pieniądze? –  pyta dość często Rutkowy i Misiowy syn.

 

I bynajmniej nie satysfakcjonuje go odpowiedź, że „synu,
będziesz kiedyś konstruktorem lub inżynierem lub… i wtedy zarobisz pieniądze”.

Nie, nie. On chce zarabiać już teraz!!!

Prace sezonowe niestety są mocno oblegane przez dorosłych.

Swego czasu Rutka wraz z siostrami zarabiały zbierając i
susząc malutkie białe kwiatki pewnego gatunku pokrzywy. Ponoć można było
sprzedać taki susz w skupie. Nigdy się o tym nie przekonały, bo zapracowany tata nigdy nie
miał czasu, by zebrany plon zawieźć. Zresztą, po wysuszeniu ważyło to-to tyle
co pierze, czyli prawie nic. „Zarabiały” więc to zbyt przesadzone słowo w tym przypadku.
Zarabianie sezonowe na truskawkach w grę nie wchodziło, bo do zebrania była
plantacja rodziców.

A gdzie mają zarabiać dzieci Rut?

Nawet  roznoszenie
ulotek zostało zmonopolizowane przez wyspecjalizowaną firmę.

Pozostaje jedynie możliwość, że rodzice zlecą jakąś pracę i
za nią zapłacą kilka złotych. Możliwość jednak nie może być nadużywana, by w
krew dzieciom nie weszło, że wszystko, co zrobią w domu, jest płatne.

 

Ostatnio na kanwie sloganu, który często powtarzaliśmy
dzieciom: „Twoja praca to nauka” doszło do ugody, jak nam się wydawało dość
sprawiedliwej dla obu stron, a dla jednej przynajmniej bardzo motywującej.

Gdy dzieci dostaną 5 lub 6 otrzymują za każdą taką ocenę po
złotówce, ALE gdy otrzymają 1 lub 2 sami wpłacają do kasy po złotówce. Czwórki
i trójki są nie premiowane.

Nusia zaś jest nagradzana połową złotówki, gdyż w klasie
pierwszej oceny celujące i bardzo dobre sypią się szybciej niż śnieg w czasie
zawiei – na co usłużnie zwróciło uwagę rodzeństwo.

 

System dość dobrze działa, choć szala zysków zdecydowanie
przechyla się na stronę dzieci.

 

Tak więc pieniążki płyną wartkim strumieniem do kieszonek
dzieci, a rodzice udają czasem, że są niezadowoleni, choć prawda jest taka, że
duma aż ich rozpiera za każdym razem, gdy muszą sięgnąć do portfela.

 

Biedy więc nie ma.

 

No i jest jeszcze kieszonkowe – wypłacane z różną
regularnością w niedziele.

 

Ostatnio zaś miała miejsce scenka taka.

Niedziela.

Nagle dzieciarnia uprzytamnia sobie ten fakt bardzo mocno i
całym tabunem galopuje do taty.

– Kieszonkowe, kieszonkowe!!! – krzyczy jedno przez drugie,
nadstawiając puste podołki dłoni.

Nagle wśród nich pojawia się malutka rączka wyciągnięta w
podobnym geście prosiebnym.

 

– Kochanin, kochanin !!! – przyłącza się do zgodnego chórku
najmłodsza latorośl.

 

Zbankrutujemy:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

sipko

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Wysiadam z auta.

Słyszę pukanie w szybę. Wiem kto to jest,
choć nic nie widzę, bo słońce odbija się w oknie i oślepia. Staję na chodniku
przed bramką. Ustawiam się tak, by zobaczyć małą buźkę w aureoli jasnych włosów
i obok twarz taty asekurującego szkraba walącego w okno. Macham dłonią ubraną w
czarną skajową rękawiczkę. Tylko w takiej rękawiczce można dotknąć rano kierownicy auta.

– Mam dla ciebie cukierki!!! – wołam.

Buźka nic nie słyszy i niemo porusza ustami.

Tata uchyla okno.

– Mam cukierki!!! – powtarzam.

Oczka robią się okrągłe, nóżki przebierają nerwowo na parapecie.

– Ciukelki? – dziwi się głosik z góry.

– Biednij mamo sipko. – dodaje .

 

Kiedy wracam do domu, wszystko na mnie czeka. Moje życie
zapisane w kilku twarzach.

Moja wyobraźnia nie zna zdania: „wracanie do czterech
ścian”.

 I oby nigdy się nie
przekonała co to znaczy.

 

Nie wymyślono jeszcze słów, w jakie mogłabym ubrać
wdzięczność za życie, jakie mi dano.


…zawsze więc wracam sipko, najszybciej jak mogę…

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Hce

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Rutka i Miś rozkładają jedną z gazetek reklamowych jednego z
marketów.

I widzą…

 

…ślady aktywności kogoś kto świeżo literki poznał i na
dodatek dyszy żądzą Hciejstwa.

 

A tu za pasem Mikołajki, listy do Mikołaja pojawiły się na
parapecie w dniu, gdy spadł pierwszy płatek śniegu tzn. jakiś miesiąc temu.

 

Sezon Hciejstw uważa się za otwarty!!!  🙂

***

A ja hce głóg dwuszyjkowy i katalog roślin:)



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

żarłok

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laucia niejadkiem nie jest.

Wręcz przeciwnie – jest jadkiem i to wielkim.

Brzmi to może jak herezja w scenerii artykułów prasowych nt.
co robić, by dziecko jadło bez grymaszenia? i portali, na stronach których
matki wołają rozpaczliwym głosem twierdząc, że ich dziecko bliskie jest
zagłodzenia się.

 

Mama Rut też tak ręce załamywała nad swoim potomstwem.

I Rut sama biadała nad pierworodną córką, że nic nie je i
taka zabiedzona jest.

 

Swoistym katharsis był moment, gdy Rut po niejakim czasie
otworzyła album i natknęła się na zdjęcie rzekomej „zabiedzonej”. Dziecko z
fotki miało buzię tak okrągłą jakby ktoś narysował ją od cyrkla, a policzki tak
rumiane jak żadne jabłuszko na jabłonce. Wtedy łuska z oczu matki opadła.

I tak już zostało.

Dusio jako chłop nigdy z jedzeniem problemów nie miał.

Nusia była żarłokiem pierwszej wody, choć szczupłym i z
dobrą przemianą materii.

Laucia zaś, gdy głodna, wszczyna awantury.

 

– Niunia cie am am! – to jej sztandarowe hasło.

Zupie nie da się dogotować, jajecznicy dosmażyć, mleku
podgrzać, herbacie ostygnąć, bo …

Niunia cie am am!!!

 

Stoi więc przy kuchence i krzyczy, albo siedzi przy stole i
stuka łyżką w blat, albo przykleja się do szyby drzwi balkonowych, za którymi
studzi się jakieś danie.

Pochłonie i swoją porcję i pół mamusiowej, jabłkiem to
zagryzie, ciasteczko przekąsi, herbatą popije i pójdzie jeść paluszki.

 

Jedzenie – rzec by można – to jej wielka życiowa pasja:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}