róg obfitości

 

Jakoś tak kto to wymyślił, że końce lat są tak obfite. I – choć panuje zima – rozkwita tyle rzeczy, choć w przyrodzie wszystko wydaje się spać i odpoczywać – u nas wciąż feeria barw i zdarzeń. Boże Narodzenie ogrzewa wszystko nieziemskim światłem, a zbliżający się koniec roku moblizuje siły, by jeszcze postawić kropkę nad „i” naszych spraw i dzieł wszelakich.

Więc końce roku są gwarne, ludne, pełne śmiechu, pracy, rozśpiewane, skrzące i … mijają jak oka mgnienie.

Jeszcze tylko chwila i powitamy kolejny rok naszego życia. Jaki będzie? I czy zakończy się równie szczęśliwie jak łaskawie nam jeszcze panujący?

W Biblii jest taka piękna prośba: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy osiągnęli mądrość serca.” Tego sobie i wszystkim życzę na nadchodzące dni, miesiące i lata🥰🎁

Ps. Niedługo postaram się napisać coś więcej co u nas i co porabiamy:)

 

* * *

 

Jeśli miałabym pisać byle co, wolałabym nie pisać wcale.

Wszystko albo nic. Nigdy po środku, bo środek to zdrada ideałów. Więc – jeśli nie mieć do powiedzenia nic istotnego, to raczej wybrać milczenie.

Niech świat płynie wraz z potokiem miałkich słów, czyni zaklęcia „byle jakości” świecącej sztucznym światłem.

Słowa muszą mieć korzeń zanurzony w prawdzie, dobru i pięknie. Inaczej – szkoda strzępić język i tępić pióro.