rudzik

 

– Mamo, zobacz jaki dziwny ptak. – powiedział dziś syn przyklejony do szyby kuchennego okna.

– Który? – spojrzałam, odrywając się od porannej kawy.

– Ten z takim czerwonym brzuszkiem. Gil?

– Nie gile mają naprawdę czerwone brzuchy, a ten ma raczej pomarańczowy.

– Sprawdźmy w Internecie. – zaproponował Dusio, który jest już prawie mężczyzną o szlachetnym imieniu Adam.

Sprawdzamy.

– Rudzik!

Jedna z fotografii drobnego ptaszka o rdzawej piersi przekierowuje nas na stronę bloga leśniczego.

A tam legenda:

Kiedy Jezus Chrystus umierał na krzyżu zapanowała grobowa cisza pośród przyrody. Nie odezwał się żaden ptak, tylko jeden rudzik się temu sprzeciwił w sposób czynny. Mała ptaszyna usiłowała wyrwać dziobkiem gwoździe, które przebiły ciało Pana. Tak energicznie próbował się przeciwstawić jawnej niesprawiedliwości, że zakrwawił sobie piórka na piersi. Na pamiątkę tego szlachetnego czynu pozostała mu na piersi rdzawa plama.

Inna angielska wersja podaje (Anglicy nazywają rudzika Robin Redchest, lub tylko Robin), że:

Rudzik przysiadł na ramieniu umierającego Jezusa i śpiewał mu do ucha próbując w ten sposób złagodzić jego cierpienie. I wtedy właśnie krew z ran zabarwiła mu pierś i tak już zostało jego potomkom.

Czytam na głos sobie i memu synowi, kawa paruje z filiżanki w drobne niebieskie kwiatki, wzruszenie nagle ściska za krtań.

Być jak ten mały ptaszek – myślę – pocieszyć Cię choć drobnym gestem, jednym wyszeptanym słowem. Nic więcej nie umiem.

Nie wszystko będzie na marne – powiedzieć Ci – Będą tacy, którzy Cię pokochają, przyjmą choć skrwawiony jesteś jak podarta szmata, rzucony do rynsztoku i zdeptany.

 

Mały rudzik skacze po parującej wiosną ziemi. Jest wyraźnie poruszony. Czuje jej nadchodzące zmartwychwstanie.

 

 

 

gospoda w Emaus

 

               Ernest Bryll

Za stołem w gospodzie w E.

 

Zostań z nami

Dopiero teraz

 Wino się otwiera

Do smaku zapomnianego

I chleb do tego

Właśnie siły nabiera

 

Zostań z nami

Bo jesteśmy spłakani

I ty zmęczony – przyznaj

Resztka opuchlizny

Na twoje twarzy sklęsła

opijemy zwycięstwa

Skończył się krwawy zamęt

 

Zostań z nami

Bo sami

Nie umiemy już być ze sobą

 

Próbujemy – ale się nie składa

Kłamiemy sobie co dzień

Daj nam wiarę Panie

Aby zdrada

Nie zatruła wina w gospodzie


 

Po doświadczeniu ostatnich dni życzę i sobie i Wam, byśmy trwali w niezachwianej pewności, że po Zmartwychwstaniu ani na sekundę nie zostaliśmy sami, że On jest stale obok, a nawet bliżej niż obok.

Niech ta wiara przemienia nasze teraz.

 

 

 

 

droga

Dziś, z powodu dreszczy, kataru i zimnego wichru, mimo najszczerszych chęci, na drogę krzyżową nie poszłam. Mąż pojechał ze starszakami na harcerską, w plenerze. Ja pogoniłam młodsze towarzystwo do mycia, a potem zapaliłam dwie świeczki obok starego, znalezionego na strychu babci krzyżyka i razem odprawiłyśmy sobie własną via dolorosa, głęboko kłaniając się aż do ziemi przy słowach: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste… Ku uciesze najmłodszej córki.

Rozważania dziecięce z książeczki do nabożeństwa.

Na koniec cmoknięcie Umęczonego i mocny dmuch, by zgasić płomyki.

 

Różne są drogi krzyżowe. Głębsze i płytsze, przeżyte ze szlochem i zupełnie na zimno przemyślane, takie z gestami tylko na zewnątrz i schodzące jak górskie ścieżki głęboko w dolinę zwaną sercem.

Podczas jednej z takich dróg usłyszałam słowa inne niż oficjalne rozważania czytane przez mikrofon. Właśnie tam, w dolinie serca.

Sąd Piłata

Brzydzicie się sądem Piłata, jego decyzją.

A ilu z was mówi to samo: Nie mam nic do Jezusa, nie mam Mu nic do zarzucenia. Niby był dobry i nic nikomu złego nie uczynił ALE nie przyjmę ani Jego ani Jego nauki.

Szymon bierze krzyż

Nie wziął go chętnie, dotykał go z przymusu.

Czasem trudniej dotknąć cudzego krzyża niż nieść swój.

Czasem dotykanie cudzego krzyża jest dla was największym zgorszeniem, najbardziej się na to oburzacie.

Weronika

Jej imię znaczy: „prawdziwy obraz”.

Czy jesteś prawdziwa?

Czy jesteś obrazem?

Czyim?

Płaczące niewiasty

Zobacz.

Kilka dni temu wołały: Zostań naszym królem!!!

Kilka godzin temu wołały: Ukrzyżuj!!!

Teraz płaczą nade mną.

Wasze emocje.

Nie idźcie za nimi. Zmieniają się jak podmuchy wiatru.

Obnażenie z szat

Kochaj swoje ciało. Nigdy nie traktuj go jak przedmiot.

Ukrzyżowanie

Zechciej wpaść w ramiona krzyża, a wpadniesz w moje ramiona.

Grób

Grób zawsze był pusty. Nigdy mnie w nim nie było. Ty też nigdy tam nie trafisz. Inne mieszkanie ci przygotowałem.

 

 

 

Droga do doliny mojego serca.

 

 

 

 

 

okno z widokiem

 

Mój mąż wstawia pierwsze okno dachowe.

Wyciął spory prostokąt dachu i nagle odsłonił się zupełnie nowy, zapierający dech w piersiach widok. Za połacią blachy nie był mi dotąd znany. Korony sosen o powyginanych ramionach, smukłe sylwetki brzóz w sadzie, ściana lasu. Niby wszystko już widziane, oglądane z wielu perspektyw, ale nagle inne, o zupełnie innym obliczu.

– A więc to tak!!! – chciało mi się krzyknąć – Tak to stąd wygląda!!!

Zaskoczenie, fascynacja, przyspieszone bicie serca…

Nawet takie prozaiczne wydarzenie uczy mnie.

Bo przecież nie zawsze to, co uważamy za znane, rzeczywiście znamy. Są perspektywy oglądu zupełnie nam niedostępne, więc głupio byłoby mądrzyć się: Wiem wszystko. Nic mnie nie zdziwi.

Z wysokości łepka zawieszonego nad powierzchnią ziemi metr i 82 centymetry, bo tyle mam wzrostu, takie oświadczenia brzmią błazeńsko.

Wiem wszystko? Ależ nic nie wiem!

Nic mnie nie zdziwi? Zdziwi. I to wiele. I to bardzo.

Ostatnio czuję jakby Bóg nieustannie robił mi operację. Coś odejmuje, wycina jak mój mąż całe połacie przesłaniające dotąd widok, obnaża nowe horyzonty. Precyzyjnie, delikatnie, z miłością.

I raz po raz muszę wykrzykiwać jak kaleka, który odzyskuje zmysły: Widzę!!! Słyszę!!! Rozumiem!!!

Zdziwiony kaleka, który zawsze myślał, że istnieje tylko cisza i ciemność. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że jeśli nie słyszy to nie dlatego, że nikt nie mówi, ale dlatego, że jego słuch jest uszkodzony, a jeśli nie widzi – to nie znaczy, że nic nie ma, ale jego oczy są zasłonięte.

Nagle otwiera się okno i jest zdumiony.

 

A to dopiero pierwsze okno. Czekają następne.

 

 

 

pieśń tęsknoty

Cicho, cicho, coraz ciszej.

Cisza się nasila, jest wewnątrz i dokoła. Jest ukojeniem, płaszczem, który miękko okrywa myśli. Cisza prowadzi coraz głębiej, pozwala odkrywać przestrzenie, których istnienia nawet się nie domyślałam.

Na przykład to miejsce, gdzie jestem już samą tęsknotą. Serce jest rozdarte, a jednak spokojne jak nigdy.

Anselm Grun pisze:

„W czasach antycznych wędrowano przed wszystkim nocą. Ze strachu przed rozbójnikami i żeby się nie bać, śpiewano pieśni pochodzące z własnej ojczyzny. Św. Augustyn mówi, że także my, w tym obcym kraju, śpiewamy pieśni miłosne naszej prawdziwej ojczyzny, aby wzrastała w nas tęsknota za nią.”

Są takie dźwięki, takie słowa, gdy serce trzepoce jak ptak gotowy do odlotu.

W tych dniach szczególnie ta pieśń porusza moje serce:

Witaj Pokarmie

Poza tym cicho. Umilkło wszystko inne.

 

odzyskanie wzroku

Około dwa lata temu jedna z moich koleżanek z pracy zrobiła coś , co bardzo mnie zraniło. Zawsze różniłyśmy się w naszym podejściu do życia, uznaniu co jest ważne i mniej ważne, w światopoglądzie, ale lubiłam ją i wydawało się, że ona nie jest mi wrogiem. To, co nas łączyło zawsze to poczucie humoru.

Ale w pewnym momencie, ku mojemu zaskoczeniu, coś zaczęło się zmieniać. Powoli przestała ze mną rozmawiać, odwracała się plecami, aż w końcu zrobiła coś, co bardzo zabolało. Zostałam oskarżona o rzeczy, których nigdy nie zrobiłam i upokorzona przed innymi osobami. Długo nie mogłam podnieść się z tego.

Koleżanka przestała w ogóle mnie widzieć.

Trwało to dość długo. Wielka złość w moim sercu rosła. W żaden sposób się nie odegrałam, to nie w moim stylu, ale samo przebywanie z nią w jednym pokoju było nie do zniesienia. A tego, co o niej myślałam lepiej nie cytować.

Aż pewnego dnia, z krwawiącym jeszcze sercem po raz pierwszy wspomniałam o niej na modlitwie. Wbrew sobie. Łamiąc swoją wolę na kawałki.

I  zdarzyło się coś nieoczekiwanego – nagle zobaczyłam ją inaczej. Złość z każdą modlitwą ustępowała, a pojawiała się troska i życzliwość czyli „życzenie jej dobrze, jak najlepiej” . Modliłam się o samo dobro dla niej, o wszystkie potrzebne rzeczy, dary, łaski.

Dziś nie ma we mnie już nic z żalu. Nic z urażonego „ego”. Tylko sympatia. Choć ona nadal mnie unika.

 

Odkryłam ostatnio stronę z kazaniami Ojca Andrzeja Hołowatego. Oprócz mocnych słów, są tam też sugestywne obrazki. Jeden z nich przypomniał mi to wydarzenie z mojego życia, gdy najpierw oślepłam z bólu, a potem stopniowo odzyskiwałam wzrok.

Oto on.

 

Link do o. Hołowatego OP

Poczytajcie. Warto.