zapiski na koniec roku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Gdy
takie rzeczy zdarzają się pod naszą strzechą, mężulek wygłasza w kierunku żony standardowy
apel o treści: Musisz to zapisać!

 

I
zapisuję.

Na
brzegu karteczki, w brązowym notatniku, czasem na mocno już nadwyrężonym dysku
wewnętrznym🙂

 

 

-Masz
czerwone spodenki. Jak święty Mikołaj – komentuję, ubierając dwulatka na spacer
zimowy.


Ho-ho-ho !!! –  dwulatek tubalnym głosem
wczuwa się w rolę ulubionego świętego, który ostatnimi czasy mocno się
przypochlebił licznymi podarkami:)

 

Zapisuję…

 

– Kto
wywalił mój prezent na podłogę? – zgorszona Alicja załamuje ręce nad
wypatroszoną papierową torebką .

W
odpowiedzi z  pokoju obok rozlega się
szuranie.

Znak,
że winowajca dobiera się do kolejnego podarunku. Stoi nad prezentem drugiej
siostry i sprawnymi ruchami wyrzuca wszystko na podłogę.

– Czego
niunia szuka? – zastanawia się mama nakrywszy nicponia.

– Ciekoladki.
– rzuca szybko mały szubrawiec, nie przerywając sobie pracy.

 

Zapisuję…

 

– Zaraz
nalejemy niunię w tyłek.- odgraża się tata post factum innego figla spłatanego
przez dziecię.

– Ja
mam pupę. – prostuje niunia z godnością.

 

Zapisuję…

 

– Myje
ręce!!! – obwieszcza  rozpromieniona
stojąc na środku pokoju. Starsze rodzeństwo ponad głową rozpromienionej gra w
piłkę.

Jeden
rzut oka macierzyńskiego i jest oczywiste, że ręce zacierane w
charakterystycznym geście mycia rzeczywiście są mokre.

– A
czym ty myjesz ręce? – dopytuje jak zwykle nietaktownie mamusia.

I
oczywista nie otrzymuje odpowiedzi bardziej wyczerpującej niż…

– Myje.
– potwierdza rozpromieniona.

– Czym
ona myje ręce? – macierz postanawia uciec się do zeznań świadków. Ci jednak
zgodnie twierdzą, że nie wiedzą, bo grali. Wiedzą tylko, że podrygiwała im
przed nosem i kręciła tyłkiem vel pupą.

Rut nie
pozostaje nic innego jak dokonać pobieżnej obdukcji.

Wniosek
końcowy ze śledztwa: śliną.

Rozpromieniona
rozpromienia się jeszcze szerzej, gdy sprawa wychodzi na jaw.

 

Zapisuję…

 

Czasem
w swoje poczynania wciąga innych. Wczoraj Jezusek z szopki starł kolejne
milimetry gipsowych pięt zjeżdżając z drewnianej poręczy fotela.


Ziuuuuu!!! Ziuuuuu!!!

Kilkadziesiąt
razy:)

 

 

 

Kończy
się rok i ostatni piernik z choinki postradał swe kruche życie. Zostały tylko
niteczki.

A choć
nasze życie równie kruche jak piernikowe, niech będzie tak samo jak on słodkie
i aromatyczne.

 

Do
siego dobrego, pomyślnego, najlepszego roku 2013!!!

Wam wszystkim z drugiej strony okienka.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

o-patrzność zza dziurki

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laucia
chodzi za mną jak cień. Jeśli na chwilę straci mnie z oczu, reflektuje się
momentalnie i woła.

Czasem
spokojnie: Mamuś, mamuś!!!

Czasem
panicznie: Mama!!! Dzie jeśt mama!!!

 

Znajdzie
mnie wszędzie.

Z
mysiej dziury wygrzebie.

Pobyt
mój tymczasowy wyszpieguje.

 

Do
miejsca, gdzie król piechotą chodzi, zagląda przez dziurkę od klucza.

– Widze-cie
mamo. – oświadcza niezgodnie z prawdą.

– Gdzie
jesteś córeczko?

– Za
dziulką. – popiskuje cienki głosik zza drzwi – widze-cie – utrzymuje uparcie.

 

Kiedyś
czytałam, że gwiazdy to wykrojone przez anioły dziurki w niebieskim sklepieniu,
by Bóg mógł stale na nas patrzeć.

 

Laurka
przypomina Bożą Opatrzność. Jest, nawet, gdy jej nie widać.

Za
dziurką sprawdza czy wszystko ze mną dobrze:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zielono mi

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

próbowałam zatrzymać co niepowstrzymane.

często się z Nim tak po ludzku droczę

teraz wiem

zieleń odpływa szybko

i brąz włosów odchodzi bezszelestnie

 

dobrze, że 
siwizna  nie dotyka myśli

 a w sercu na zawsze
zielona zostanę

 

choć trochę

***

Dzisiejszy dzień przeskoczył o kilka miesięcy w czasie. Wszystko pachnie wiosną. To dlatego zieleń kiełkuje mi z głowy.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

obrazek z piasku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Alusia
z któregoś wakacyjnego wyjazdu nad morze przywiozła pamiątkę.

Obrazek
z przesypującego się piasku.

Zwykła
pamiątka w plastikowej ramce. Nic nadzwyczajnego. Tysiące takich gadżetów stoi
na straganach.

A
jednak obrazek z piasku działa jak magnes. Kilka razy dziennie w naszym domu czyjaś ręka obraca ramkę i czyjeś oczy
wpatrują się w strumienie różnobarwnego, połyskującego piasku, które
nieuchronnie spływają w dół tworząc jeden jedyny niepowtarzalny układ.

Zwykła
pamiątka znad morza.

A
jednak – poematy pisać można, by wyrazić to, co się dzieje w sercu, gdy
zrozumie alegorię ukrytą pomiędzy drobinami.

Bo
alegoria jest o życiu, o jego nieuchronnej przemijalności, ale nie jest smutna,
bo jest też o tym, że życie upływając, układa się w jeden jedyny, niepowtarzalny
obraz.

Nigdy
już u nikogo innego piasek sekund nie przesypie się tak samo.

Tylko
ten jeden raz.

Niepodrabialny
unikat.

Oryginał.

Czasem,
gdy patrzę na obrazek przywieziony znad morza, wydaje mi się przez chwilę jakby 
zamarł. Nic się nie porusza, nic nie dzieje. Dopiero, gdy natężę wzrok, okazuje
się, że stagnacja jest pozorna, że „nie-dzianie- się” to tylko „dzianie”, które
wymyka się moim zmysłom.

 Zawsze gdzieś po jednym ziarnku przesypuje się
złoty żwir. Trzeba cierpliwości , by poczekać i ujrzeć horyzont jaki usypie na
dnie obrazka.

Czasem
trwa to parę minut, czasem pół dnia, czasem dni kilka.

 

Czasem
parę miesięcy, czasem parę lat, czasem kilkadziesiąt.

 

Dziś –
w dniu spodziewanego przez wielu końca świata – znów szeleszczą mi w sercu
słowa Mistrza:

 

„Miej
pokój w sercu, będziesz miał czasu ile trzeba”
.

 

Dokładnie
tyle.

Ani
sekundy krócej.

Ani
sekundy ponad miarę.

Czas
uszyty specjalnie na ciebie, byś mógł stać się Sobą, jeśli tylko zechcesz.

 

Miej
pokój w sercu…

 

Nie ty
liczysz włosy na twojej głowie.

Nie ty
trzymasz klepsydrę w dłoni.

 

Pokój
zachowaj na dnie serca…

 

Ręka,
która czuwa nad tobą to ręka dobra i hojna.

To z
niej sypie się dla ciebie złoty żwir sekund.

Dokładnie
tylu byś ułożył swój pejzaż życia.

 

Inny
niż inne życia pejzaże.

 

 

Zadziwiająco
spokojny, zaskakująco zwyczajny ten dzień, w którym wielu potyka się o lęk, że nastał koniec czasu.

Dzieci wysypały się ze szkoły, poślizgały, obsypały śniegiem.

– To zobaczenia po końcu świata – ktoś krzyknął koledze na pożegnanie🙂


Dokładnie tak, jak przewidział to Miłosz.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

choinka ze wspomnień

v\:* {behavior:url(#default#VML);}
o\:* {behavior:url(#default#VML);}
w\:* {behavior:url(#default#VML);}
.shape {behavior:url(#default#VML);}

 19 grudnia 2009

Czas
spowalnia. To znak, że zbliżamy się do stacji zwanej„Boże Narodzenie”.

Miło
w końcu usiąść i obserwować wolno przesypujące się perły sekund. Tak widać je
w całej okazałości. Można się nimi delektować, popijając gorącą herbatkę z
cytryną, czytając powoli i ze zrozumieniem „Opowiadania z Doliny Muminków”,
śmiejąc się przy niektórych słowach, a zadziwiając przy innych. Można się też
zatrzymać i być zupełnie Tu i Teraz.

Znikają
wielkie problemy i dylematy, nie trzeba szukać odpowiedzi na naglące pytania.

Można
myśleć o niebieskich migdałach, a jeszcze lepiej o łańcuchach na choinkę, o
prezentach, albo przypominać sobie smak pierogów z kapustą i grzybami –
mojego ulubionego wigilijnego dania.

To-tak-to, 
to – tak -to,   to –   tak  –   to…
Niedługo stacja. Jedna z najpiękniejszych w całym roku.

                                      

Wczoraj
późnym popołudniem przyszedł do nas dawno oczekiwany gość. Troszkę
przemarznięty i ośnieżony, ale bardzo miły. I skropiony obficie
najpiękniejszymi perfumami – zapachem wiatru, mrozu i lasu.

 Przybyła do nas choinka.

Jak
zwykle większa i piękniejsza niż jej poprzedniczka. Tak wielka, że stanęliśmy
zakłopotani rozglądając się gdzie ją postawić. Nasz duży pokój jest duży, ale
niestety strasznie nieustawny. Zwykle choinki stoją w rogu przy drzwiach
balkonowych i wejściowych. Mężulek mocno obstawał za tą opcją, proponując
drastyczne cięcia drzewka z przodu, z tyłu i od dołu. Ja jestem zwolenniczką
bardziej łagodnych metod, a już tym bardziej, gdy chodzi o tak szacownego
gościa.  Obstawałam więc raczej za zmianą tradycji i miejsca. Po
dłuższej debacie, w którą włączyła się również Nusia , stwierdzając, że „ tat
się nie postępuje”, zapadła decyzja, żeby choinka postała i rozłożyła się, a
rozwiązanie w tym czasie dojrzeje. Zimowe jabłka ułożone w skrzynce  też
dojrzewają, więc zasada ta powinna dotyczyć również zimowych decyzji:)

Mężulek
poszedł więc do swoich prac nie cierpiących zwłoki, a Rut i dzieciaki
próbowali zająć się czymkolwiek bądź, byle tylko zapomnieć o pokusie
ubierania świątecznego drzewka.

Pokusa
taka należy jednak do gatunku „pokus nie do opanowania” i mimo dobrych chęci
i usilnych prób pokonać jej się nie dało. Zresztą słyszałam kiedyś bardzo
nowatorski pogląd, że pokusy są po to, by im ulegać, bo drugi raz mogą już
nie przyjść:)

Tak
więc ulegliśmy i co gorsza – nie mamy w związku z tym cienia wyrzutów
sumienia.

Rut
przeciągnęła choinkę przez pół pokoju, przy której to operacji holowane
drzewko zachwiało się niebezpiecznie raz i drugi. Dusio mężnie asystował
stojąc na kufrze, a dziewczynki kibicowały pokrzykując z kanapy. Uff! Udało
się!

A
później na gałązki powędrowały aniołki, bałwanki, Mikołaje, gwiazdki i
wszystkie te cuda zbierane, klejone, malowane i wycinane od lat. Błyszczą
kolorowe światełka, skrzą się łańcuchy. Sama królowa Saba nie była ubrana tak
jak Ona – nasza choinka.

A
nad nią zegar, który stanął. Może ze zdumienia.

Czas
spowalnia.

To-tak-to,
to – tak – to, to –  tak  –  to…

Niedługo
również zdumiony stanie.

Nadchodzi
Zegarmistrz Światła Purpurowy.

Wszystko,
nawet największe rany, broczy światłem.


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Jeziusiek wielofunkcyjny

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

W całym
sobotnim przedświątecznym zamieszaniu, ukryta dla rodzeństwa ścierającego
kurze, mamy zajętej w kuchni i taty, który pojechał na zakupy, Laucia –
pastuszek bynajmniej nie bosy, bo z puchatymi bamboszkami świnkami na stópkach-
znalazła sobie zajęcie przy szopce.

Szopkę
z drewnianych listewek popełnił na polecenie pana od plastyki Dusio. Na dachu
uczepiona ogoniasta żółta gwiazda wycięta ze sklejki.

Tymczasem,
zanim tak zupełnie święta nie nastaną, mama szopkę ustawiła na kufrze, w
zasięgu rączek.

Ciekawski
pastuszek wyjął więc gipsowego Jezuska ze żłóbka, obskubał go ze źdźbeł sianka,
potulił, pokołysał, a potem…

– Mamo,
chodź zobaczysz co ona zrobiła – zgłasza Dusio ze śmiechem wchodząc do kuchni.

Przybieżelim
do Betlejem, patrzym, a tu Pan Jezusek pół stópki ma zdarte gipsowej.

– Co
się stało? – pyta mama.

– Ona
rysowała jego nóżką po dachu szopki. – tłumaczy brat.

 

I
rzeczywiście na drewnianym daszku śliczne białe esy-floresy jakby ktoś kredą
rysował.

– Niunia
lisiowała .– dla zupełnej jasności pastuszek w bamboszkach potwierdza tezę
brata.


Jeziusiek – dodaje z czułością.

 

Łoj
Maluśki, Maluśki jako rękawicka…  Herod to nie był Twój największy problem:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zatrzymanie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Czarny
długopis wylewa cienką strużkę czarnego tuszu. Tusz lśni jeszcze przez chwilę
na kartce i powoli zastyga w esy-floresy, kropki, kółka i linie.

– Ten
długopis nie nadaje się do pisania – ostrzegła lojalnie Monika wręczając Rut
narzędzie – ale jest elegancki.

Tak,
jest wytworny. Czerwony o metalizowanym poblasku, ze srebrnymi okuciami. I do
pisania się nie nadaje rzeczywiście. Tym bardziej nie, jeśli pisze nim ktoś
taki jak Rut – szybki i zamaszysty, już na początku zdania myślący o kropce na
końcu.

Ale i
taki długopis znajdzie zastosowanie.

Można
nim rysować kartki Bożonarodzeniowe. Powoli, z namysłem wieść wąski strumyk
tuszu przez jasną polanę kartki, dać mu czas na zalśnienie, poczekać aż
zastygnie.

Spod
srebrnej końcówki wyłaniają się powoli choinka, kot  śpiący na dywaniku, świecznik,anioł pyzaty,
okno oszronione, żłóbek, kalendarz na ścianie z cyfrą 24, gwiazda, prezenty,
ptaszki na kolczastych gałązkach…

A potem
napis:
Wesołych Świąt dla przyjaciół.

 Gdy Rut rysuje świąteczne obrazki, wszystko
zaczyna się układać we właściwej kolejności, quasi-ważne sprawy chowają się do
kąta, gdzie ich miejsce; czas znów starym zwyczajem powtarza z  angielską flegmą tik-tak, tik-tak ( Rut
dostała od irlandzkiego Mikołaja zegarek:), a serce nie usiłuje wybiegać do
przodu i równym ding-dong wtóruje zegarkowi.

 

Coś
zgrzytnęło w  głębi mechanizmu i karuzela
jakby zwolniła nieco.

 

Rano
otworzyła oczy przed wszystkimi, popatrzyła na opatulony grubą czapą śniegu
brzeg dachu. Okryła wieczne rozkopaną córeczkę i poszła do kuchni. Wyjęła
garnek z flaczkami, które zostały po czwartkowej biesiadzie imieninowej. Wspólnej
– jej i Ksawerego. Cały piątek postny flaczki czekały i za Rutką „chodziły”.

Teraz
pyrkoczą na kuchence i rozsiewają woń majeranku. Obok już szumi czajnik z wodą.
Koło czajnika grzeją się dwa kubeczki zasypane kawą. Mały, pękaty dla mężulka,
większy dla niej.

Rut
patrzy na wstający za oknem dzień. Biało-pomarańczowy poranek. Słońce jak
dorodna pomarańcza wyłania się zza domków za rzeką.

 

Coś
stuknęło, zaskrzypiały koła zębate i karuzela zawahała się na chwilę czy mknąć
dalej.

 

Pieczenie pierniczków poszło – jak to się określa
w tutejszej gwarze – w tri miga.

Alusia
wałkowała aż stękał stary drewniany wałek.

To
ten, który mi daliście jak wychodziłam za mąż – tłumaczy Rut Amelii przez
telefon – Są na nim wszystkie wasze podpisy.

To wam
się odbiją na ciastkach. – śmieje się siostra zza rzek i gór.

Nie,
weszły tak głęboko w drewno, że niczym ich teraz nie zmyjesz.

Potem
wykrajanie foremkami, układanie na blaszkach ( Nusia i Rut) i szuuu!!! do
wygrzanego piekarnika na 15 minut. A na koniec wszystkie rumiane choinki,
ptaszki, księżyce, gwiazdki, kwiatki i domki lądowały z szelestem do innej
blaszki.

Zapach
korzennych przypraw ogarnął całą kuchnię i korytarzem pomknął w głąb
mieszkania.

 

 

Karuzela
zrobiła ostatnie ćwierć-obrotu i stanęła w miejscu.

***

A czas
– angielski dżentelmen – stukając po trotuarze obcasikami, dostojnym krokiem
wciąż zmierza do celu.

Tik-tak,
tik-tak, tik-tak.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

z biegu

v\:* {behavior:url(#default#VML);}
o\:* {behavior:url(#default#VML);}
w\:* {behavior:url(#default#VML);}
.shape {behavior:url(#default#VML);}

Wszystko wokoło wiruje. Wszystkie ważne i super ważne sprawy tłoczą w polu widzenia. Tak trudno zatrzymać się, złapać oddech, zapatrzyć po prostu, zasłuchać. Zadymka w głowie i w sercu.

Może to potrzebne – myślę – może po to, by kiedy karuzela się już zatrzyma ze zgrzytem, docenić stały grunt pod nogami, dostrzec subtelności zwyczajnego istnienia, policz płatki śniegu, które przysiadły na rękawie płaszcza.

Tymczasem wracam do wspomnień.

Kiedyś na starym blogu napisałam tak…

21 grudnia 2009

zima

 

Śnieg
sypał wczoraj cały dzień i dziś nadal sypie. Drobny biały puch wiruje w
powietrzu, z dachu zsunęła się karbowana biała falbanka. Jak tak dalej
pójdzie, zasypie nas i będziemy zmuszeni podobnie jak Maminki użyć włazu na
dachu:)

Zima
jest piękna, szczególnie, gdy patrzy się na nią z perspektywy kącika przy
grzejniku, który stał się teraz także zakątkiem pod choinką. Na stołeczku
leży opasły tom Newmana ( to ten, który bardziej wierzył w Boga niż we własne
ręce i nogi), papierowy bałwanek patrzy wielkimi czerwonymi oczami, nad głową
dyndają dwa bębenki, rudowłosa wróżka, która urodziła się kilka dni temu,
odwróciła się tyłem udając, że ma ciekawsze rzeczy do oglądania.

Dusio
włączył muzykę, Nusia biega aż włoski fruwają. Tym razem „gania ją lew”:)

Brakuje
mi tylko malowideł na szybach. Okna plastikowe są oczywiście bardziej
praktyczne, ale daleko im do romantyzmu tamtych starych. Wiało szparami i
ranki były zimne, ale gdy się spojrzało na te zaczarowane ogrody na szybach,
na wykute w nich prastare paprocie, konstelacje gwiazd i kwiaty, nie widziane
nawet we snach, coś w sercu topniało. Dotykałam w zdumieniu palcami, biegałam
oczami po wszystkich tych serpentynach i jedno tylko pytanie pląsało w mojej
głowie: Dla kogo to?

Wprost
nie do uwierzenia, że dla mnie.

I
nic tu nie tłumaczą prawa fizyki, bo dlaczego akurat takie, że na końcu
pojawia się okrzyk zachwytu?

 

****

Dziś myślę podobnie.

Zmieniam się, pędzę, kręcę w kółko, a jednak gdzieś w środku pozostaję ta sama. Jedna jedyna Rut i jej jeden jedyny świat przykryty cienką zasłoną powiek.

To daje poczucie bezpieczeństwa.

Szczególnie wtedy, gdy karuzela na zewnątrz mnie pędzi w zawrotnym tempie.


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

wesolutko

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Dobrze, że jest coś takiego jak
weekend – wzdycha Dusio u kresu niedzieli.

– Mamo, a kiedyś były weekendy?

🙂 🙂 🙂

– Tak, były. Tylko inaczej się
nazywały. – odpowiadam rozbawiona jak wymarły mamut.

– A jak?

– Sobota i niedziela.

***


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Tata
wrócił ze sklepu.

– A
mamie nie kupiłeś batonika? – pyta z troską Nusia.

– Nie.
Mama ma mnie słodkiego. – pada odpowiedź nie pozostawiająca złudzeń.


***


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Idzie i
stęka utrudzona.


Cieńśkie. Cieńśkie – uskarża się pod noskiem.

Pod obu
pachami dźwiga dwie świnki skarbonki.

Zawartość
brzuszków świnkowych cichutko pobrzękuje.

 

Bogactwo
też może być ciężarem:)

 

– Pasionku!!! Pasionku!!! Tu jeteś!!!?
– krzyczy Laurka manipulując łyżeczką przy otworze świnki skarbonki.

Pieniążek zaś milczy jak zaklęty.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}