prześcieradełka

– Lalcia – krzyczę wkładając głowę do domu

– Co?

– Chcesz zobaczyć prześcieradełka krasnoludków?

– Taaak – odkrzykuje podekscytowana i biegnie dudniąc po schodach.

Idziemy. Jest ranek. Chłodny jesienny, gorzko pachnący poranek.

Idziemy w szlafrokach i kaloszach. Szuramy nogami o zroszoną trawę.

– Mówię ci – opowiadam – mnóstwo  malutkich prześcieradeł.

– Pewnie prały. – domniemywa córeczka.

Dochodzimy do sadu i wstrzymujemy oddech z przejęcia.

Cała polana usłana jest białymi plamkami. Jakby ktoś płatki białej róży rozsypał, jakby ktoś chusteczki bielusieńkie pogubił.

– Ojej!!! – wzdycha Lalcia.

– Pewnie uprały i teraz suszą na słoneczku. – rozwijam wątek przypuszczeń.

Nachylamy się i dotykamy pierwszej z brzegu tkaniny rozpostartej pomiędzy źdźbłami traw i ziół.

Takie jesteśmy.

44-letnia matka i prawie 8-letnia córka.

Jedna w czerwonym, druga w różowym szlafroku, na zielonym dywanie w sadzie, zawisłe zachwytem na oszronionej rosą pajęczynie. Dwie małe dziewczynki.

 Znalezione obrazy dla zapytania pajęczyny rano na trawie

Więc kiedy moja mama mówi, że ktoś sugeruje bym została radną naszego miasta lub gminy… wszystko we mnie chichocze:)

Nie zdążę już nigdy dorosnąć do takich zaszczytów.

 

 

 

 

 

 

kwiatek pelargonii

 

– Mamooo!!! – krzyczy Lalcia na całe gardło. Jej głosik przelatuje nad zieloną przestrzenią traw, szybuje między liśćmi i igłami drzew, przemyka zwinnie  między skrzydłami rudzików, sikorek, zgrabnie omija sójkę rozbójniczkę i dociera do mego zakątka.

– Coooo!!! – odkrzykuję tą samą przetartą już drogą.

– Gdzie jesteeeeeś?

– W saaaadzie!!!

Lalcia zastyga niepewnie na patio. Do sadu raczej nie pójdzie, bo jest przekonana, że mieszka w nim lew.

– Hmmm. – zagaja do tatusia, który się właśnie pojawia obok – Mama jest w sadzie, a ja chciałam jej dać tego  kwiatka.

I pokazuje pojedynczy kwiatek pelargonii, który spadł widocznie z balkonu nad głową. Śliczny kwiatek w kolorze fuksja. Szkoda nie dać go mamie. To pilna sprawa.

– Mamoooo!!! – ponawia więc swoje nawoływanie.

– Coooo!!!

– Chodź szybko!!!

I mama wstaje i wraca. Bo mamy takie są. Wraca tylko po to, by zachwycić się małym kwiatkiem z rąk córeczki.

I przypominają mi się  Jego słowa : A jeśli wy dobrzy jesteście dla swoich dzieci i biegniecie rzucając wszystko, gdy one was głośno wołają, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, usłyszy i przebiegnie, gdy Go wezwiecie. Nawet gdyby to był drobiazg mały jak kwiatek pelargonii.

Podobny obraz