– Muszę zatankować twój samochód. – oświadcza mój mąż o 6:40 rano.
– To nic. Pójdę na mszę pieszo. – odpowiadam i wychodzę w rześki poranek.
Napełnić bak, bo daleko nie zajadę. Staram się codziennie.
To kolejny etap mojej drogi. Codzienna msza, codzienna Komunia.
Nie zawsze się udaje. Są różne dni, o różnym natężeniu, zmęczeniu materiału, więc nie zawzinam się przy tym „codziennie”. Niemniej wiem, że kiedyś to nastąpi, od dawna widziałam to na horyzoncie przed sobą, od jeszcze dawniej czułam pragnienie w sercu. Jestem spokojna, czas niech płynie, wydarzenia i okoliczności tak się układają by to, co dotąd „odświętne” stało się „codziennością”.
Kiedyś, nim urodziłam dzieci, msza była moją codziennością. Potem przyszły obowiązki, trudności z wyrwaniem się z domu choćby na chwilę. Trochę to trwało nim zgodziłam się z tym stanem. Dziś wiem, że trzeba umieć zgodzić się na pewne etapy swego życia, zaakceptować ich trud i wyrzeczenie, pamiętać, że fale na wodzie z czasem układają się do snu, a powierzchnia łagodnieje. Dzieci podrosły, a ja mogłam wrócić do tego, co dla mnie ważne.
Nie jestem łatwa w prowadzeniu. Nikt nie potrafi mnie prowadzić w tańcu, bo się mu wyszarpuję i szukam własnego kroku. Niełatwo mną pokierować w życiu. Sama mam z tym problemy:) A jednak czuję „prowadzenie” i widzę jak mu się poddaję.
Bo jest to mądre prowadzenie, nic na siłę, raczej propozycje do przemyślenia, zarysy na horyzoncie, które widzę na długo długo wcześniej i przyzwyczajam do nich mój wzrok i serce. A po pewnym czasie pojawia się pragnienie, by podejść i tego dotknąć, ukonkretnić.
Tak stało się z codziennym różańcem, codziennym czytaniem Biblii, tak stało się z uznaniem mojego grzechu, którego nie uznawałam, tak stało się z dziesięciną, tak było z oddaniem się w niewolę Maryi, tak dzieje się teraz z codzienną mszą świętą, tak teraz jestem pociągana do rozpoczęcia kierownictwa duchowego.
Nie jest łatwo mną kierować. Jestem uparta i krnąbrna jak osioł. A jednak Maryi to się udaje.
A ja widzę kolejne zarysy na horyzoncie. Przyjdzie czas, gdy je przyjmę i zrobię kolejny krok.
Matka uczy swoje małe dziecko chodzić. Po ziemi i po …wodzie.
