wiersz

 

rocznica

dziś dokładnie mija

okrągła rocznica

tego samego dnia

dziesięć lat temu

 

pewnie wydarzyło się

wówczas wiele ważnych rzeczy

które – choć zapomniane

– warto przecież uczcić

 

miałam wtedy siedemnaście lat

i – dajmy na to –

że słońce jak dziś przygrzewało

a ja (być może)

zrozumiałam coś istotnego

no, może nie dla świata

lecz wystarczy

jeśli dla samej siebie

 

może dzięki

tej myśli właśnie

jestem dziś jaka jestem

 

a może…

scenariusz był inny

bardziej dramatyczny i

– przypuśćmy – lało

za oknem

i we mnie

 

ale i tak warto wspomnieć to

choć minutą ciszy

 

i trudno

że po całej dekadzie

ciężko pamiętać szczegóły:

ile było stopni

jaka to myśl piękna

wiatr lekki czy porywisty

i dlaczego łzy?

 

( 28 czerwiec 2001)

 

🌱🌱🌱

*      *      *

Życzę Wam, by wraz ze Zmartwychwstałym życie odnowiło się, w tych miejscach, w których umarliście. Byście powstali z tego, w co upadliście. Byście zostali uleczeni z chorób, które was gnębią. By Wasza siła odnowiła się, jeśli czujecie się bezsilni. By odrodziły się wasza wiara, nadzieja i miłość. By pokój rozlał się jak rzeka w tych obszarach, gdzie targają Wami burze, a światło rozbłysło nawet w najmroczniejszej ciemności.

Powstańcie razem z Nim♥️

Już czas.

🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱🌱

wyzwoleńcy

Ta myśl, nagła, która spadła dziś na mnie przy mieleniu kawy, w chwili tak nieoczywistej, w zgrzytającym dźwięku mielonych ziaren, w akompaniamencie podskakującego na kuchence czajnika :
Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz.

Ta myśl idzie za mną, gdy wynoszę z domu dwie filiżanki z kawą – dla mnie i mojego męża. Podąża wiernie jak pies i zasiada ze mną przy dymiącej wędzarni, bo dziś, w Wielki Piątek jest u nas dzień wędzenia. To nieco okrutny zwyczaj, bo post ścisly, a tu takie aromatyczne obłoczki unoszą się po wsi, ale moja argumentacja, by robić to innego dnia tygodnia póki co nie trafia do mojego męża:)
Wszystko jeszcze śpi, tylko ptaki i my. I bąki w trawie i motyle. I słońce.
I ta myśl szepcząca, unosząca się jak dym:
Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz.

*  *  *
To napewno cytat z Biblii. Na pewno. Nie pamiętam z której księgi, ale to nie ma znaczenia.  Chyba z psalmu. Tak, raczej tak.
To jest słowo dziś tylko dla mnie.
Rozmawiam z mężem, potem z synem, przestawiam krzesełko w cień brzozy, bo słońce uparło się, by mnie dziś opalić na rumiano.
A ta myśl wciąż szepcze, wraca, przypomina się. Myślę o niej, rozważam, przykładam do mojego życia, mierzę się nią, zadaję jej pytania.
Bo tylko pozornie ona nie ma nic wspólnego ze mną i z dzisiejszym dniem.
Myślę, że jestem wolna, ale On chce mnie wyzwolić jeszcze głębiej, chce rozerwać kajdany, które tak we mnie wrosły tak mocno, że przestaly mi już przeszkadzać, do których tak się przywiązałam, że są już jak biżuteria na kostkach rąk i nóg.

A On obiecuje: uwolnię Cię. I dodaje: a ty mnie uwielbisz.
Taka jest umowa. I nie chodzi tu o „coś za coś”. Ale po prostu o przymierze przyjaciół, którzy nawzajem wyświadczają sobie dobro i przynosi im to obopólne szczęście. Jak wymiana pocałunków.

Dziś w Wielki Piątek on ucałował mnie. A potem wyzionął ducha.

Teraz czas odwzajemnić pocałunek.

On nas uwolnił, a my Go uwielbimy.

stara notatka z koncertu

Ostatnio przeglądam stare zapiski, bruliony, listy…

Znalazłam napisane na karteluszku to:

 

 

Koncert z okazji 80 urodzin Wojciecha Killara – Katowice

Nusia i Domi zrywają stokrotki. Szeleszczą drzewa. Poza tym cisza jak zasiał, rozrzedzona skondensowaną muzyką z fortepianu.

Krzesło skrzypiało?

Nie słyszałam.

– Killar jes ciężko chory – powiedział Korijen

– Myślałam, że to on będzie grał – rozczarowałam się.

– Nie.

Młody chłopak przyciska białe i czarne klawisze. Młoda dziewczyna przewraca kartki z nutami.

Krzesło skrzypiało?

Nie słyszałam.

 

Równy rządek myśli układał mi się w pięciolinie.

” Przyszedł. Zrobił coś tak pięknego. Dobrego. Zostawia to. Odchodzi. To takie proste.

Przychodzimy. Robimy coś dobrego. Zostawiamy. Odchodzimy

Może po to właśnie przyszliśmy.

Moja babcia posadziła niezapominajki, okiennice pomalowała na niebiesko, urodziła troje dzieci. To wydaje się nic przy tym potoku olśniewających brzmień Wojtka Killara.

Ale… każdy na swoją miarę, tyle ile umie. Swoje miejsce, swój czas…

Zasłuchani ludzie stygną jak gipsowe posągi. Ja dostałam niezabudki, babcine okiennice i życie z jej łona.

🩵🩵🩵

Przyjdź. Zostaw tyle dobra, ile umiesz. Ustrzeż się od pokusy zostawienia zła.

Bo – jak napisała w prawie ostatnim wierszu Szymborska – ta sama drobna, ludzka dłoń jest zdolna napisać ” Main Kampf” i ” Kubusia Puchatka”.

*  *  *

Więc rękę ci daną, wykorzystaj dobrze.

Zostaw dobro.

Potem odejdź.

To takie proste.

 

ignis

 

I oto ognisko płonie.

Nazbierałam suchych gałązek, przyniosłam drewno, zapałki, trochę papieru, odgarnęłam suche liście z paleniska, sześć ziemniaków zagrzebałam na dnie. W pogotowiu czeka konewka z wodą, tak na wszelki wypadek.

Siedzę i patrzę. Twarzą zwrócona ku zachodowi słońca. Za mną siedzi biała kotka Inka. Mruczy.

🔥🔥🔥

Podtrzymywać w sobie płomień, nie dać mu zgasnąć. Uparcie, wytrwale podrzucać nowe garście, dmuchać w żar, podsycać ogień.

On nie jest tylko dla mnie. Sam nie wiem ilu grzeje się przy świetle, które we mnie płonie.

Więc nie chodzi tylko o mnie. I może nie przede wszystkim o mnie.

Moje życie to raz rozpalone ognisko, które już nigdy nie zgaśnie. Ale trzeba dbać, by nie zdusić ognia, nie zasypać go popiołem. Wbrew wichrom i nawałnicom żar na dnie serca nie może ostygnąć, gotowy wybuchnąć nowym płomieniem.

Patrzę w ognisko urzeczona.

Jego wesołe trzaski, szelest płomieni, falowanie ciepłego powietrza, biała woalka dymu gnana wiatrem, zapach żywicy, złote iskry, szary popiół, ciepło. Wszystko to sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach, myśli skaczą jak płomyki, serce zaczyna płonąć.

Nie jesteś tu przypadkiem. Jesteś dla Bożej chwały. Jesteś węgiel żarzący się na ołtarzu.

🔥

 

sad

 

Jestem w środku naszego sadu. Przy starym sczernialym ognisku otoczonym jeszcze starszymi czerwonymi cegłami.

„Gdyby tak przynieść zapałki i je podpalić – myślę – Są jeszcze suche gałązki, niespalone polana”.

Tymczasem promienie późno – popołudniowego słońca głaszczą czerwone szorstkie policzki cegieł, ślizgają się po lśniących zwęglonych resztkach drewna, prześwietlają jak sepi kliszę zetlałe dębowe liście, które tu nawiał wiatr. Wszędzie dookoła lśnią na trawach rozwieszone srebrne nitki pajęczyn.

– Babie lato powinno być na rozstaju lata i jesieni – podpowiada rozum. Ale serca to zupełnie nie obchodzi. Ono nie docieka po co, jak, dlaczego i kiedy jest właściwa pora.

Ono po prostu jest. Zanurzone w złoty blask, śpiew ptaków, szum wiatru. Jest jak pęcherzyk powietrza zatopiony w słoiku z miodem. W samym środku bursztynowej słodyczy.

Coraz dłuższe źdźbła trawy łaskoczą w gołe kostki nóg, powiew wiatru wplątuje włosy w rzęsy, zachód słońca sypie brokatem w oczy. Zaczynają łzawić i w nosie coś zaczyna szczypać.

– To pewnie alergia – mądrzy się znów rozum.

Ale serca to nie obchodzi. Ono lubi pławić się w pięknie, świetle i ciszy, nawet gdyby skończyło się to naiwnością i nieuleczalnym sentymentalizmem. Nawet gdyby ktoś używający rozumu nazwał je głupim i niedzisiejszym.

Serce sobie z tego nic nie robi.

Jest poza zasięgiem.

Poza zasięgiem kpin i komentarzy tego świata, mądrzenia się rozumu, prawideł etykiety…

Ono po prostu jest. Utopione w burszynowej słodyczy zapadającego kwietniowiego zmierzchu.

Spokojne i ciche.

🌳🌳🌳

I na koniec mój wiersz, który napisałam, gdy byłam nastoletnią dziewczyną…

17 maj 1992
Co mi tam!

pójdę do sadu
pod jabłoń kwitnącą
rosy wilgotne
z trawy postrącam
Co mi tam!

jak świerszcze usnę
na mokrej ziemi
z prochu powstałam
więc w proch się przemienię
Co mi tam!

w letniej sukience
z kwiecia białego
pójdę w głąb sadu
do Kochanego
Co mi tam!

*  *  *

Nic, zupełnie nic się nie zmieniło w moim sercu przez te  wszystkie lata:)

🌳🌳🌳