Burza.
Potoki deszczu zmywają drzewom głowy, mruczenie nawałnicy przenika zza lasu, wiatr i srebrny ekran wody, gardłowy bulgot w rynnach…
Po takich upałach, rozumiesz w końcu czym jest deszcz. Jakim błogosławieństwem jest dla ciebie i dla świata.
Może po to są właśnie skwary i upały i pustynie. Byśmy coś zrozumieli i docenili.
Krople deszczu na spękaną ziemię, na spragnione rośliny, na spieczone czoło, na włosy, twarz…
Lubimy z Lalcią biegać i spacerować pod kurtyną deszczu, śmiejemy się i wdychamy ozon, włosy zaczynają się nam falować od wilgoci, ubrania przylegają do ciała, woda chlupie w gumowych butach. Strugi deszczu płyną po plecach, przyprawiając skórę o dreszcze. Krople osiadają na rzęsach. Uszy wypełnione po brzegi szumem i grzmotami burzy są prawie nieczułe na inne dźwięki.
Przyjmujemy deszcz wszystkimi zmysłami. Przyjmujemy jak powinno przyjąć się błogosławieństwo. Z wdzięcznością. W całości. Ze wszystkimi jego konsekwencjami.
Bo nie możesz powiedzieć deszczowi : „tu podlej, a tam zostaw suche”. I nie możesz powiedzieć burzy: „przynieś deszcz, lecz nie strąć żadnego liścia ni gałązki”.
Tak i błogosławieństwu nie możesz stawiać granic: „to przemień, ale tego nie dotykaj”, „spraw, by sytuacja się zmieniła, ale mnie nie zmieniaj”, „daj o co proszę, ale nic nie odbieraj”.
Jeśli prosisz o deszcz, przyjmij go z otwartymi ramionami, bez „ale”.
