Na drewnianym stole w kuchni powstała rysa.
Drewno pękło.
Od ciepła? Wilgoci?
Stół wypatrzyliśmy w sklepie z meblami holenderskimi, wśród używanych rzeczy. Lubimy przedmioty z przeszłością i duszą, która pięknieje wraz z wiekiem. Stół jest okrągły, po rozłożeniu tak duży, że mieści całą naszą rodzinkę. Do tego ma sześć krzeseł – dokładnie tyle ile nas:)
Właściwie to wypatrzył go mój mąż. Wypatrzył i… zakochał się od pierwszego wejrzenia.On tak ma. Ponoć z wypatrzeniem mnie było podobnie:)
Stół jest z litego dębu. Masywny. Ciężki i nobliwy.
– To właśnie jest urok stołu z drewna – powiedział mąż przesuwając palce wzdłuż powstałej na blacie szczeliny. W jego głosie zabrzmiała- delikatnie jak dzwoneczek- nutka pochwały.
Urok rzeczy naprawdę prawdziwych.
On nie polega na tym, że są niezniszczalne i zawsze takie same. Rzeczy prawdziwe nie muszą być zawsze gładkie i nieskazitelne, równe i błyszczące.
Wystarczy, że są prawdziwe.

Mimo szpar, pęknięć, wad i rys…
prawdziwa miłość
prawdziwe życie
prawdziwy człowiek
prawdziwe piękno
Prawda jest jak drewno i jak ono „pracuje”.
Musi nas czasem przeorać, zranić, musi nas przeobrażać.
Nie jest jak plastikowe talerze, które się na tłuką; tiulowe kwiaty, które nie więdną; botoksowe twarze, które się nie marszczą; wirtualne przyjaźnie, które nie bolą; związki bez zobowiązań; prawo bez konsekwencji, wychowanie bez wymagań…
Złudzenia prawdy.
Wczoraj przymocowaliśmy kolejne stare okiennice do naszych okien. Przetarte mocno szorstka ręką czasu, a potem naszą szlifierką.
– Jesteśmy wariaci – zaśmiał się mąż, wbijając młotkiem długi kołek w mur – wszyscy wkoło wyrzucają takie śmieci, a my je przyczepiamy.
– Jesteśmy – potwierdziłam z dołu, obsypana rudym pyłem borowanej wiertarką starej cegły. Cegły, którą moi pradziadkowie zrobili własnymi rękoma. Cegły, w której objęciach mieszkam dziś z moimi dziećmi.
Rzeczy prawdziwe mogą być kruche, ale trwają.







