zarobkowanie 3

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

 

– Jak mógłbym zarabiać pieniądze? –  pyta dość często Rutkowy i Misiowy syn.

 

I bynajmniej nie satysfakcjonuje go odpowiedź, że „synu,
będziesz kiedyś konstruktorem lub inżynierem lub… i wtedy zarobisz pieniądze”.

Nie, nie. On chce zarabiać już teraz!!!

Prace sezonowe niestety są mocno oblegane przez dorosłych.

Swego czasu Rutka wraz z siostrami zarabiały zbierając i
susząc malutkie białe kwiatki pewnego gatunku pokrzywy. Ponoć można było
sprzedać taki susz w skupie. Nigdy się o tym nie przekonały, bo zapracowany tata nigdy nie
miał czasu, by zebrany plon zawieźć. Zresztą, po wysuszeniu ważyło to-to tyle
co pierze, czyli prawie nic. „Zarabiały” więc to zbyt przesadzone słowo w tym przypadku.
Zarabianie sezonowe na truskawkach w grę nie wchodziło, bo do zebrania była
plantacja rodziców.

A gdzie mają zarabiać dzieci Rut?

Nawet  roznoszenie
ulotek zostało zmonopolizowane przez wyspecjalizowaną firmę.

Pozostaje jedynie możliwość, że rodzice zlecą jakąś pracę i
za nią zapłacą kilka złotych. Możliwość jednak nie może być nadużywana, by w
krew dzieciom nie weszło, że wszystko, co zrobią w domu, jest płatne.

 

Ostatnio na kanwie sloganu, który często powtarzaliśmy
dzieciom: „Twoja praca to nauka” doszło do ugody, jak nam się wydawało dość
sprawiedliwej dla obu stron, a dla jednej przynajmniej bardzo motywującej.

Gdy dzieci dostaną 5 lub 6 otrzymują za każdą taką ocenę po
złotówce, ALE gdy otrzymają 1 lub 2 sami wpłacają do kasy po złotówce. Czwórki
i trójki są nie premiowane.

Nusia zaś jest nagradzana połową złotówki, gdyż w klasie
pierwszej oceny celujące i bardzo dobre sypią się szybciej niż śnieg w czasie
zawiei – na co usłużnie zwróciło uwagę rodzeństwo.

 

System dość dobrze działa, choć szala zysków zdecydowanie
przechyla się na stronę dzieci.

 

Tak więc pieniążki płyną wartkim strumieniem do kieszonek
dzieci, a rodzice udają czasem, że są niezadowoleni, choć prawda jest taka, że
duma aż ich rozpiera za każdym razem, gdy muszą sięgnąć do portfela.

 

Biedy więc nie ma.

 

No i jest jeszcze kieszonkowe – wypłacane z różną
regularnością w niedziele.

 

Ostatnio zaś miała miejsce scenka taka.

Niedziela.

Nagle dzieciarnia uprzytamnia sobie ten fakt bardzo mocno i
całym tabunem galopuje do taty.

– Kieszonkowe, kieszonkowe!!! – krzyczy jedno przez drugie,
nadstawiając puste podołki dłoni.

Nagle wśród nich pojawia się malutka rączka wyciągnięta w
podobnym geście prosiebnym.

 

– Kochanin, kochanin !!! – przyłącza się do zgodnego chórku
najmłodsza latorośl.

 

Zbankrutujemy:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *