obecność i Obecność

 

Co wieczór nasze drogi zbiegają się w jednym miejscu. Zwykle to jest nasze duże łoże. Dzieci układają się na nim, wciskając się pomiędzy nas, co z roku na rok staje się coraz trudniejsze, bo wszyscy rosną, a łóżko – nie:)

Adaś przysypia nadstawiając plecy do głaskania, Ala słucha muzyki albo coś mi pokazuje, ja piję herbatkę, Hania czyta książkę, Laura z tatą rozwiązują krzyżówkę ( nasza nowa namiętność rodzinna 🙂 Bywa, że wszyscy rozmawiamy, przekomarzamy się, śmiejemy, ktoś kogoś łaskocze albo dusi w przypływie czułości, omawiamy wydarzenia minionego dnia, pokazujemy sobie własne wielkie odkrycia, snujemy plany, dyskutujemy albo – ostatnio – oglądamy mecz.

Bywa też, że każdy jest zajęty czymś innym.

Ale jesteśmy razem, blisko. Jakby jakiś olbrzymi magnes ściągał nas jak opiłki żelaza w jego miejsce.

Obecność.

Jest taka ważna.

Być blisko, ogrzewać się nawzajem swoimi życiami. Widzieć, dotykać, czuć, słyszeć kochane osoby. Lgnąć do nich.

Celebrować obecność, przesycać nią ściany domu.

Jak ważne jest to zwyczajne bycie odkrywamy, gdy czasem wybierzemy się tylko we dwoje do znajomych i zasiedzimy się.

– Kiedy wrócicie? Tęsknimy za wami – dostajemy zaraz desparackiego sms- a od dorosłej Ali.

– Ładnie to tak długo nie wracać? – strofuje nas jak srogi ojciec Adam zaraz po powrocie – Martwiliśmy się o was. Miała być godzina, a ile było? – kończy ze ściągniętymi jak czarne kruki brwiami.

A na retoryczne pytanie: Dlaczego wszyscy znowu kokoszą się w naszym łóżku? otrzymujemy natychmiastową odpowiedź Hani:

– Bo wy tu jesteście:)

🌲🌲🌲

Obecność.

Najprostsze z wyznań miłosnych.

Ostatnimi dniami to kokoszenie przeniosło się w pobliże choinki ubranej już odświętnie, pachnącej, skrzącej i kuszącej cukierkami.

– Daj im chociaż trochę uschnąć – krzyczy Ala na Laurę skradającą się z nożyczkami.

Kanapa w salonie została na stałe rozłożona, usłana kocykami, mrowiem poduszek, a nawet cienką kołderką. Chłopaki już się nie mieszczą, więc siedzą na fotelach obok, a my pokasłując i pociągając nosami ( tak, tak – niektórych na koniec nierównego boju z wirusami zmogło jednak) leżymy wśród puszystości.

Wciśnięta między kaszlącą Laurkę, a wydmuchującą głośno nos Alutkę, ryzykując życiem, oddaję się w objęcia tej błogiej obecności kochanych.

I myślę o innej Obecności.

Wszechogarniającej, Wszędobylskiej, słodko Zniewalającej, nadchodzącej a wciąż bliskiej, nigdy nie ustającej.

Ta mała obecność mojej trzódki to tylko mała iskierka Obecności. A serce rozpływa się przy niej jak płynny miód.

Może to trening dla maleńkiego ludzkiego serca, by zatopione kiedyś w Obecności Boga nie pękło na pół z nadmiaru miłości?

Tego Wam kochani życzę. Obecności małej i dużej. Niech napełni nie tylko te świąteczne dni, lecz każdy dzień nadchodzącego roku. Całe Wasze życia aż po brzeg pucharu. Pływajcie w Obecności Boga jak ryba w wodzie, syćcie się nią nieustannie, rozdawajcie innym. Taki jest nasz Bóg – chce by Go kosztowano, rozdawano, Nim się otulano.

I miejcie ufność w sercu❤️

Wszystko, naprawdę wszystko będzie dobrze. Uwierzcie Mu.

 

Jako prezent – moje ostatnie odkrycie. Laufey i jej kojący głos. Tu jej walczyk bożonarodzeniowy:)

 

 

 

 

 

4 thoughts on “obecność i Obecność

  1. Głos rzeczywiście kojący… i zaskakująco „niedzisiejszy”. (Zapewne to też kwestia modulacji, techniki śpiewu, słowem, tych tajemniczych spraw, w których jestem zieloniutka).
    Rut, chciałabym Tobie, Twojej Rodzinie, wszystkim Twoim Bliskim życzyć… no właśnie podpisać się pod Twoimi życzeniami dla nas. Bo nie da się życzyć niczego lepszego!

  2. Tak, „niedzisiejszy” a jednak głos zupełnie młodej dziewczyny, pewnie w wieku mojej Ali. Zachwyca mnie i wycisza.
    Dziękuję Alu za życzenia i jeszcze raz za ten podarunek wepchnięty przez naszego listonosza do skrzynki;) To lepsze niż najlepsze ciasteczka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *