kuracja antyalergiczna:)

 

Październikowy dzionek, Ala w końcu zawitała do domu na weekend ( jest stale i mocno zajęta z racji silnego zakochania w Grzesiu:), więc siedzimy sobie i rozmawiamy na kanapie w salonie.

Temat jakimiś dziwnymi meandrami schodzi na alergie, że tylu ludzi je teraz ma i to niemal na wszystko, np. ww. Grzesio ma alergię na kurz domowy, stąd nie przepada za starymi chatami w skasenie, gdzie Ala go zaciągnęła ( bo my za nimi przepadamy:)

– A wystarczyło w dzieciństwie jeść chrupki spod grzejnika – rzucił przytomnie ktoś z rodzinki.

– I wyjadać ze szpar w podłodze ciasteczka dla krasnoludków – dodał inny głosik i zaniósł się śmiechem.

Czyli leki antyhistaminowe naszej dziatwy;)

Polecamy👍

Żadne z naszych dzieci nie ma śladu alergii.

Ja ze swego dzieciństwa mogę jeszcze dorzucić terapię z rzodkiewek i marchewek mytych tylko we własnej ślinie, jabłek wycieranych w spodnie, ogórków krojonych zrejdzewiałą żyletką na betonie i kompotu z płatków róż i wody z gumowego szlaucha🤣

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *