8 grudnia

 

Stoimy na mszy, za oknami kościoła ciemny już wieczór, w środku – stłumiony blask świec, pozłacanych ram, anielskich skrzydeł. Sączą się strumieniem słowa liturgii jak sączy się krew ze zranionego boku.

Ciepło, znane twarze, obok mój kochany mąż, we mnie wdzięczność. Dziś święto Matki i słońce cały dzień i parę prezentów dokupionych na święta i prezent nawiększy: dobre wyniki męża, nasza poranna radosna rozmowa.

 

Płynie melodia maryjnej pieśni, organista zachorował, ale ludzie śpiewają. Nieuczenie może, lecz z serca.

Coraz cieplej, coraz jaśniej, zbliża się On.

Jestem nagle jak ogród otwarty na oścież, ścieżka wysypana złotym miękkim piaskiem pod Jego stopy.

– Wejdź !!! – mówię cicho, tak cicho jakby drzewa szeleściły tylko, jakby wiatr strącał nasionka dmuchawca.

 

Nie potrzebuje drugiego słowa.

Nigdy go nie potrzebuje.

 

Serce topnieje od blasku jak lampion.

– Matko – Ogrodzie Otwarty – czy taka jest Twoja tajemnica? Wpuścić Boga w głąb siebie? Uwięzić Go tam na zawsze?

 

 

 

6 thoughts on “8 grudnia

  1. Mi umknęła godzina łaski w ferworze pracy:( Ale roraty o 6.30 dają siłę na cały dzień i dzieje się tyle dobrych rzeczy – zawsze takie światło płynie z adwentu.
    Tak cieszą dobre wyniki Twojego męża- to będą piękne święta. Delektujcie się każdą chwilą:)

  2. Światło płynące z atramentu nocy oczekiwania. Ostatnio zdałam sobie wyraźniej sprawę, że my też oczekujemy na Niego. Nie na święta, lecz żeby przyszedł drugi raz. Ta tęsknota jest taka dojmująca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *