– Muszę wyostrzyć to światło latarni – mówię, patrząc z oddali na nowy obraz. Maluję go dla Maxa – fascynata morza.
– Nie. Jest dobrze – powstrzymuje mnie syn, spoglądając na dzieło okiem konesera.
– Nie dość przebija ciemności – tłumaczę swój zamiar.

Cały wieczór i cały dzień chodzę wokół sztalugi i namyślam się.
I – po jakimś czasie – widzę już, że to nie ciemność jest problemem, słup światła radzi sobie z nim znakomicie i tam, gdzie jest ciemno przecina czerń jak nóż.
Problemem jest oddzielenie prawdziwego światła od półświateł, półcieni i półmroków, od tych wszystkich „niby” , „jakby” i prawie – prawd.
Bo iluzje i fantasmagorie światła znieczulają nasz wzrok i zabijają wrażliwość na światło prawdziwe.
A tylko ono wskazuje drogę i ocala.
Jak latarnia wśród zawieruchy i sztormu.
I dlaczego teraz pomyślałam o Maryi?
* * *
Czytałam kiedyś o starej legendzie. Opowiada, że gdy św. Piotr i inni uczniowie już po zmartwychwstaniu Jezusa i wniebowstąpieniu wypływali na połów i gdy – bywało – nastawał sztorm, fale biły w łódź, a oni byli jak przerażone dzieci, zaczynali śpiewać do Maryi: „Ave Maris Stella…”
„Witaj Gwiazdo Morza, wielka Matko Boga, Panno zawsze czysta, bramo niebios błoga …” – niemal słyszę ten tubalny głos Piotra rybaka przebijający się przez wycie wichru.
I tak ponoć powstała ta stara piękna pieśń sławiąca Maryję i wzywająca jej pomocy.
Nauczyłam się tych słów na pamięć.
Często potem, chodząc po domu lub po sadzie, recytowałam ją sobie i często, bardzo często … wzburzone fale w sercu cichły, a myśli przeszywał snop światła.
Można było odczepić zbielałe palce od burty łódki i zaczerpnąć tchu jak ten, którego czyjaś ręka nagle wydobyła spod lustra wody.
Gwiazda Morza.
Jej światło wyostrza się z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę. W końcu przeszyje świat na wylot, a mrok … podwinie ogon i ucieknie jak bury kundel. On już czuje, że Ona nadchodzi – warczy i miota się jak te czarne chmury na moim obrazie. Wie, że już przegrał.
Biorę pędzel i mieszam biel z odrobiną żółci, potem delikatnie nanoszę w okienko na szczycie latarni, rozpraszam wokół małe iskry, pociągam zamaszyście jasny snop.

Światło.
Oto stoi niewzruszona, wysmukła jak biała latarnia na ułomku skały, patrzy w dal, jasnym spojrzeniem przenika mroki …
Witaj Gwiazdo Morza.
Hetmanko.

Przypomniałaś mi dwie pieśni z dzieciństwa, które bardzo lubiłam: „O, której berła ląd i morze słucha” i „Do Twej dążym kaplicy”. Stary, gotycki kościółek w środku kujawskich pól, nad morze 250 km – i ksiądz śpiewający o Maryi Gwieździe Morza 🙂
O której berła… to też moja ulubiona…
Bo to imię Maryi porusza nawet serca ludzi nizin jak my;)
Witaj Gwiazdo Morza, mój ulubiony hymn…