jesiennienie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dni coraz krótsze.

Mijają tak szybko jak perełki
deszczu toczące się po szybie auta, którym przemierzam wciąż te same drogi. Tak
szybko, że nawet nasz syn – niecierpliwiejący już nastolatek – zastanawia się
nad fenomenem poniedziałków łączących się piątkami. Wszystko inne umyka gdzieś
jak przydrożne brzozy uchwycone tylko kącikami oczu wpatrzonych w mokrą szosę
przed. Znów tłucze się w głowie mój własny jesienny refren:

Stoją przy drodze brzozy, rude zalotnice.

Stoją.

 Ich złote liście przyklejają się do mokrej
szyby na moment. Nim wiatr z furkotem oderwie i poniesie.

Dni coraz krótsze.

Tak naprawdę nie wiadomo kiedy
zaczynają się, a kiedy kończą. Ustalone letnie schematy ulegają zmianom. Kiedy
wstajemy na poranną kawę, godzina szósta piętnaście nie jest już tą samą
jasnoniebieską godziną. Ciemne arkusze okien towarzyszą naszej szeptanej
rozmowie o wszystkim i o niczym szczególnym.

– Miś budzi mnie po szóstej i
pijemy razem kawę- zwierzyłam się kiedyś Moni.

– Po szóstej? – zdziwiła się mocno
– Już ja bym tam nie wstała dla kawy tak wcześnie.

– Ale ja nie wstaję dla kawy. –
wyjaśniłam – Wstaję dla niego.

Jedyna taka chwila naszego dnia.
Nim dzieci zaświergoczą, nim ruszy cały mechanizm obowiązków, nim karuzela
zazgrzyta. Tylko my we dwoje. Warto. Wierzcie mi lub nie wierzcie, ale warto.
Piętnaście lat, a on wciąż jest jedyny na świecie. Czas wybiela nam włosy,
rysuje zmarszczki wokół oczu, odbiera siły, ale nie dotyka tego co między nami,
nic nie niweczy.

Dni coraz krótsze.

Wieczór ze swymi rytuałami zakrada
się niepostrzeżenie. Mokra noc przytula się do szyb.

Czasem już przemknie za oknem
czerwona czapka świętego Mikołaja. Szczególnie wtedy, gdy krnąbrność trzylatka
jest nieposkromiona. Choć na sugestię:

-Oooo, chyba widziałam za oknem
Mikołaja!!! Sprawdza czy tu wszyscy są grzeczni.

niepoprawna Lala potrafi
wykrzyczeć ripostę:

– Ja nie jeśtem gziećna!!! I nie
chcię ziadnego plezientu!!!

Dni coraz krótsze.

Sny jak przykusa kołdra,  mgliste poranki jak dziecinny obrazek z
naklejanej waty, dni kapryśne, słodko-kwaśne, nieprzewidywalne dla
najgenialniejszych meteorologów, noce o oddechu mroźnym jak Buka z Muminków,
sny jak przykusa kołdra, mgliste…

 

Jesień.

Cała jesiennieję.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *