cierpliwość króla

 

Więc uznali Cię dzisiaj. Uznali i uwielbili jako Pana i Króla.

A potem… pięć dni później odrzucili.

 

Jak musiłeś być smutny. Zamyślony Król jadący na źrebięciu oślicy. Witany przez tłumy na hollywodzkim dywanie z liści i kwiatów. Prawdziwy celebryta.

A Ty patrzyłeś na uśmiechnięte twarze wokół i widziałeś je już w niedalekiej przyszłości – wykrzywione szpetnym grymasem wściekłości. Słyszałeś wiwaty i hołdy oddania, ale w uszach już dźwięczały Ci nienawistne: „Ukrzyżuj Go!!!” i syczące drwiny: „Innych wybawiał, niechże sam się uratuje”.

Chcieli dotknąć choć frędzli Twego płaszcza, a potem zdarli wszystko co miałeś na sobie, razem z kawałkami skóry i ciała. Prosili byś został ich królem, a uczynili cię godnym pogardy złoczyńcą. Dałeś im wino z wody, a oni octem i żółcią Cię napoili.

Ale teraz cieszą się i bawią. Trwa kolorowy karnawał, pełen miłych słów i pochlebstw, są gotowi służyć Ci i nosić Cię na ramionach. Nikt nie pluje w twarz i nie każe nieść krzyża. Nie przerywasz im tej zabawy.

Radosne „Hosanna” wypełnia powietrze. Nie słychać jeszcze świstu biczy, ani uderzeń młotka.

*  *  *

Ile razy ja Ciebie uznałam, ile razy uradowałam się Tobą jak oni, a potem Cię opuściłam, udałam, że nie znam albo odrzuciłam i uśmierciłam w swoim życiu?

Bo stałeś się nagle niewygodny jak drzazga w oku, niezgodny z oczekiwaniami, uwierający ze swym przenikliwym wzrokiem na dnie jasnych oczu.

Ile razy jeszcze to zrobię?

Nawet kamienie przy drodze szybciej by skruszały niż moje serce.

 

A Ty mi nie przerywasz radosnego korowodu.

 

2 thoughts on “cierpliwość króla

  1. Może to bywa w nas jednak szczere, chociaż… tak boleśnie niezobowiązujące, zawodne. Niczym zapewnienie Piotra, że „chociażby wszyscy się Ciebie wyparli…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *