Im dłużej żyję, tym bardziej się przekonuję, że…
nie trzeba latać na koniec świata, by życie było fascynującą podróżą,
i nie trzeba skakać na spadochronie, by było wielką przygodą,
ani nie jest konieczne wspinanie się na ośmiotysięczniki, by życie było wyzwaniem,
i nie jest wymagane zdobycie pucharu, by być zwycięzcą.
Zwyczajne ludzkie życie dostarcza nam tego wszystkiego i jeszcze więcej. Nadaje sens drobnym rzeczom, powszednim dniom, prozaicznym zajęciom, syci nasze największe pragnienia.
Jest skrojone na naszą miarę, na miarę człowieka. Nie zbyt ciasne, nie zbyt obszerne. Życie jak ulał dopasowane do nas. Zwyczajne jak my. I jak my niezwykłe.


Zastanawiam się, na ile to też jest kwestia osobowości, temperamentu, cech neurologicznych? Jednych ciągnie do spadochronu… dla mnie niekiedy przeczytanie wiersza (jednego) bywa na tyle silnym doświadczeniem, że muszę po nim… odpocząć.
zależy jaki to wiersz:) ja kiedyś marzyłam, by skoczyć ze spadochronem. A teraz… nie sądzę, by to czegoś istotnego dodało memu życiu. Przeżyłam już takie rzeczy, że skok z wysokości to „obniżenie lotów”. Dziś wiem też, że nie trzeba pisać wierszy, by być poetą, ani malowac obrazów,by być artystą, ani urodzić dzieci, by być matką, ani stanąć na podium by być zwycięzcą… Życie jest przebogate i o wiele bardziej złożone niż się nam na początku wydaje:)