wesoło i z przyspieszeniem

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Kiwit-kiwit, kiwit- kiwit za oknem
jeden ze śpiewaków w sadzie wtapia się ze swoją arią w inne głosy.

Świergot, szelest, ruch od samego
świtu.

Gdy przez chmury przebije się choć
jeden promień słońca taniec i pieśń intensywnieje.

Wiosna.

Nareszcie.

Jeszcze kilka dni a wszystko
wybuchnie.

Liście wytrysną z brązowych
gałązek, kwiaty rozłożą się z szelestem jak milion spadochronów, w gniazdach
zapłaczą głodne pisklęta, Rutkowa rodzina co dzień będzie pojawiać się na
działce i nadrabiać zaległości. Gospodyni przegarniać ciemne grudy ziemi i siać
nasiona, gospodarz w pocie czoła stworzy letnisko, a na dzieciaki czekają
rowery, piłka, piaskownica, domek na drzewie, huśtawka, hamak, zjeżdżalnia i
milion arcyważnych spraw, o których dorośli nie mają zielonego pojęcia.

Kiwit-kiwit.

Wszystko na dobrej drodze.

Maluszek dwulatek też powoli
zmierza ku stabilizacji.

Awanturuje się coraz rzadziej i
coraz mniej siarczyście.

Chociaż zdarza się, a i owszem.
Czasem od samego świtu.

 

– Chcesz same płatki czy z
mlekiem?  – składa dyplomatyczną ofertę
najstarsza siostra, pomna, że pytanie w wersji: „Czy chcesz płatki?” w ogóle
nie wchodzi w grę. Pytania mają być takie jak w testach. Z wariantami A, B, C
do wyboru:)

– Chcesz same płatki czy z
mlekiem? – powtarza pytanie Ala.

– S mamom!!!! – krzyczy rozeźlona
dwulatka, której zapasy dobrego humoru kończą się już w porze
okołośniadaniowej.

 

Ja widać dyplomacja i zdolności
negocjacyjne, które sprawdziłyby się w przypadku terrorystów, nie zawsze mają
zastosowanie w przypadku dwulatków.

Bo też cóż to za pytanie?

Wszystko wszak ma być S MAMOM!!!

 

Ludzie potrafią być naprawdę
irytujący. Ale i złośliwość rzeczy martwych załazi za skórę małemu człowiekowi.

Laura zakłada na głowę czapkę
Nusi. Grubą, ciepłą i odłożoną już z nadzieją, że zima nie wróci. Czapka jest z
dwoma pomponami, które w wersji standard powinny zwisać w okolicy policzków. Maluszek
jednak zakłada ją na bakier, skutkiem czego jeden z pomponów dynda przed
oczami.

– Mamo, mamo!!! – krzyczy  robiąc zeza – Cioś tu do mnie ziagląda!!!

Pompony tez potrafią być podłe:)

 

I ostatni wyczyn. Z wczoraj.

Laurka od niemowlęcia szaleje za
książkami różnego kalibru. Z książką pod głową zasypia, z książką pod pachą
wędruje po całym mieszkaniu, książeczki koloruje, czyta sama wymyślając na
poczekaniu zabawne historyjki. Ma też tych książeczek sporo. Głównie takich z
grubego kartonu. Nadarzyła się jednak okazja i mamusia zrobiła nowy zakup –
książeczkę z wierszami Brzechwy w wydaniu nieco doroślejszym, bo z cienkimi
kartkami. Decyzja nie była zbyt przemyślana, bo mamusia zapomniała o jednym
drobnym acz ważnym szczególe – o najnowszej pasji swej pociechy.

Córeczka bardzo się z książeczki
ucieszyła, wierszyków posłuchała, obrazki obejrzała, po czym nagle znikła. Nikt
się tym faktem nie zainteresował, bo starsze rodzeństwo oglądało bajki, a
mamusia zrzucała zdjęcia do komputera.

Nagle błogą ciszę przerwał tubalny
głos oburzonego tatusia, który wrócił do domu:

– Co ona zrobiła?!!! Nikt jej nie
pilnuje?!!!

Wszyscy byli zaciekawieni, więc
pobiegli szybko w stronę kuchni, gdzie tatuś przeszedł już do wygłaszania
reprymendy.

I co ujrzały cztery pary brązowych
oczu?

Laurkę z nożyczkami siedzącą na
zgliszczach książeczki Brzechwy!!!

– Obcinam siobie. – nieporuszona
skalą zniszczeń wyjaśniła zaistniałą sytuację.

 

Na szczęście książeczkę udało się
kawałeczek po kawałeczku ułożyć jak puzzle i posklejać taśmą. Póki co jednak
rodzinka postanowiła poprzestać na książeczkach tekturowych, a resztę pochować
na najwyższych półkach.

 

Kiwit- kiwit – ptaszek za oknem
wciąż śpiewa.

Wiosna.

 Robi się wesoło i wszyscy wchodzimy na wyższe
obroty:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

u podnóża góry

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Malutka dziewczynka lubi brykać
wieczorami po kanapie. Skakać z poręczy, chować się pod kołdry, taczać się w
prawo i lewo, robić pokoiki z pościeli i gniazdka z poduszek.

Tym razem z kołder udrapowała na
środku łoża górkę. Na górce położyła zwiniętą pieluszkę w dinozaury. Zapewne w
celu podwyższenia górki nad poziom morza. I rozpoczęła przygodę himalaisty.
Wbiegała i zbiegała, wchodziła i skakała, obdreptała górkę wszerz i wzdłuż aż
się zmęczyła i górką znudziła.

Na to tylko czekała mamusia
malutkiej dziewczynki. Mamusia, która zawsze po kąpieli trzęsie się z zimna jak
osika na wietrze. Rada, że zabawa wspinaczkowa się skończyła, wydobyła swoją
kołdrę z masywu górskiego i opatuliła się nią po uszy.

Malutka dziewczynka obejrzała się
i oceniwszy skalę zniszczeń wycedziła prokuratorskim tonem:

 

– Źniściłaś mojom gólke.

 

Aż mamusia zadygotała. I nie
wiadomo do końca czy z zimna, czy ze strachu.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

rytuały

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


„Zdrowy styl życia potrzebuje
zdrowych rytuałów. Jeśli nie zważamy na nie, wkradną się samowolnie niezdrowe
rytuały, jak na przykład gonitwa przez cały dzień, zjadanie śniadania w
pośpiechu, spóźnianie się.

Zdrowe rytuały wprowadzają w życie
porządek, wzbudzają radość z samodzielnego kierowania swoim życiem. […]

Rytuały nie zabierają dużo czasu,
a są oparciem. Podczas rytuału czas jakby staje w miejscu.

Rytuały dają mi poczucie, że czas
należy do mnie.”

 

[ A. Grun]

 

Z dawnych wakacji dzieciństwa
pamiętam rytuały moich dziadków. To one, a nie zegarek nadawały bieg dniom.

Raniutko, gdy tylko otworzyłam
oczy widziałam jak któreś z nich łamie pachnące żywicą patyczki sosnowe i
rozpala w piecu. Nim piec się nagrzał klękali oboje z różańcami w rękach i
szybko, z szelestem porównywalnym do szybkiego górskiego potoku, odmawiali
modlitwę. Każde z nich miało swoje miejsce. Babcia – bardziej z przodu, dziadek
z tyłu, oparty jednym łokciem o kuchenny stół.

Potem babcia nastawiała mleko i
gotowała kluski na mleku. Wlewali je do jednej glinianej miski i razem jedli.
Jedno lubiło na słono, więc soliło z jednego brzegu miski, a drugie na słodko,
więc sypało cukier na drugim brzegu. Zawsze się z tego śmiałyśmy.

Po latach, gdy przypominam sobie
ten ich wspólny rytuał, dostrzegam jak wiele mówiło to o ich wzajemnej relacji,
w której mimo wielu przeciwieństw, umieli cieszyć się z tego, że są razem.

Rytuały moich dziadków turkotały
równiutko jak kółko kołowrotka. Nić czasu nie pętliła się, nie rwała. To oni
trzymali czas w swoich zgrubiałych dłoniach i to oni decydowali o tym jaka
będzie nić.

W ciągu dnia pełnego prac w
zagrodzie i na polu rytuały wypoczywały w cieniu lasu. Choć każda praca była
wykonywana zgodnie z odwiecznym porządkiem, jak Bóg przykazał, jak przodkowie
nauczyli. Powtarzalność gestów, skłonów, ten sam sposób zgrabiania siana,
związywania snopów, przewracania ich na drugą stronę, by wyschły, ustawiania
stogów…

Nawet zwierzęta miały swoje zwyczaje. Kury czekały o świcie na otwarcie
drzwiczek kurnika, konie same wkładały głowę w chomąto, krowy z dzwoniącymi
łańcuchami same szły ustaloną od lat trasą prosto na łąkę, pies w południe
skakał u  babcinej spódnicy domagając się
swego obiadu. Tylko kot czasem wracał wieczorami, albo po kilku dniach, albo
wcale. Przepadał na zawsze, a jego miejsce zajmował kot kolejny. Mruczał
ułożony na pierzynie wielkiej jak ośnieżona góra, tuż obok bułeczek z jagodami
rosnących na drewnianej stolnicy. Nawet bułeczki rosły zawsze tak samo… Idealnie
pękate. Do dziś wspominając je mówimy z Misiem:

Nikt nie piekł takich bułeczek jak
ona.

I nikt nie upiecze, choć uzbrojeni
w kartkę i długopis próbowaliśmy spisać kiedyś recepturę.

– Ale co tam za przepis –
roześmiała się – Biorę trochę tego, trochę tego, cukru na oko, rozczyniam i
gotowe.

To był jej rytuał. Nikt nigdy nie
będzie umiał go powtórzyć. Zabrała go ze sobą.

 


Dziś strasznie się plączemy.

Naszym dniom brakuje czasu, by obrosnąć skórką dobrych sycących rytuałów.
Najwyżej poranna kawa, choć często w takim pośpiechu. Najwyżej wieczorny
prysznic, choć z takim kłębowiskiem myśli w głębi skroni.

 

Pewnie, że inny świat. Szybszy,
więcej wyzwań, stres, karuzela zdarzeń.

 Ale – gdybyśmy …pozwolili mchom rytuałów
obrosnąć zbyt ostre kanty

Może życie nie raniłoby nas tak dotkliwie.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zajączek i wróżki czyli w świecie fantazji.

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Mamo, a kiedy DO NAS przyjdzie
zajączek? – usłyszałam na dzień dobry od naszej sześciolatki.

– Do nas nie przyjdzie. Przychodzi
tylko na Śląsku. – bez ogródek rozczarowałam pociechę, która dzięki naszym
rozlicznym śląskowym koligacjom bardzo szybko nabiera „nie-goralskiego”
kolorytu .

– A Ania powiedziała mi w szkole,
że do niej przyszedł. – nie ustaje w argumentacji Nusia.

I tu zabrakło mi asa w rękawie,
więc zamilkłam. Edukacja w szkole idzie wielotorowo.

 

Na szczęście jednak udało nam się
z powodzeniem adoptować kilka lat temu Zębową Wróżkę. Jakoś ta postać oswajała
tragiczne sytuacje zębowe i osładzała niepowetowane straty mleczakowe. Warto
było.

Ostatnio Nusia utraciła bez żalu
dwie górne jedynki i w zamian otrzymała 
od wróżki dwa kilo bananów. Od tego dnia Laurci zdarza się stawać przed
lustrem i mocując ze swymi jedynkami oświadczać: Lusiają mi zięby.

Czego się nie robi dla dwóch
kilogramów bananów:)

 

Tymczasem średnio co tydzień
otrzymuję niechciane sms-y od innej wróżki. Luny. Rzekomo widzi ona nieustannie
jakiś rewelacyjny układ kart i pała żądzą wywróżenia mi z nich świetlanej
przyszłości. Na jej wieści reaguję w taki sam sposób jak na sms-y sieciowe – bez
emocji wyrzucam je z pamięci.

– Pik-pik – komórka oznajmia
nadchodzący komunikat.

Odbieram, a Laurcia asystuje mi
trzymając się spodni.

– Kto dzioni?

– Wróżka Luna –  ze śmiechem zaspokajam jej ciekawość.

– Cie banany. – zgłasza
natychmiast zapotrzebowanie dwulatka, której już prawie, prawie ruszają się
zęby.

 

Ciekawe co by na to powiedziała
wróżka Luna. Zamiast świetlanej przyszłości zamówienie na 2 kg. bananów:)


st1\:*{behavior:url(#ieooui) }

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

emocjonalne epistoły

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


W związku z faktem, że ostatnie
wyczyny najmłodszej latorośli, która jednocześnie przeżywa:

* wzmożony bunt dwulatka włącznie
z ręko-czynami i usto- piskami o natężeniu wielokrotnie przekraczającym dozwolone
normy

* powirusowe wyczerpanie
cierpliwości pacjenta

* ponad tygodniowe uziemienie w
domu na skutek jednoczesnego ataku choroby i  zimy…

 

W związku więc z faktem, że
wyczyny Laurkowe nie nadają się do publikacji, ani jako lektura dla osób o
delikatnej konstrukcji psychicznej, zmieńmy temat i zajmijmy się pilnym i
prawie zawsze karnym sześciolatkiem.

 

Nusia – pierwszaczek odkryła
sztukę pisania i sztuka ta w niedługim czasie stała się jej prawdziwą pasją.
Napisała już na przykład półtorej książki.

Głównie jednak zajmuje się
produkcją ulotek o treści emocjonalnej.

Karteczki  jako i ludzkie uczucia są różnego kalibru i
barwy.

My, rodzice otrzymujemy głównie
gorące zapewnienia o miłości.

Jedno z nich zdobi lodówkę i
frapuje nas przy każdym posiłku swym filozoficznym przesłaniem.


 

Drugie tkwi w moim kajeciku do
notatek i nieustannie zeń wyfruwając, wzrusza i przekonuje, że to co robię ma
sens. Nawet, gdy sama go nie widzę.


Trzecie w formie plakatu z
serduszkami córeczka powiesiła nam  na
drzwiach wejściowych do pokoju.

 

Umiejętność pisania i wyrażania
swoich uczuć działa też w drugą stronę.

Bo oto Dusio, który ostatnio dość
często wchodzi w konflikty z młodszą siostrą, znalazł pewnego razu w swej
szafce epistołę o treści:

„ Nie lubie će”.

 

A po jednej z cięższych wojen
stoczonych o dostęp do półki, Nusia bez słowa oddaliła się, po czym wróciła z
karteczką:


 

 

 

Niniejszym rozpoczynamy nową erę:
pisma emocjonalnego.

I trudno orzec co ważniejsze:
umiejętność nazywania liter czy uczuć?


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

śmieszna kawa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Jednym z ulubionych zajęć Laurki
jest obsługa komórek maści wszelakiej.

Oprócz – rzecz jasna – obsługi
komputerów.

Główne ataki dotyczą aparatu
komórkowego mamy i jego zasobów zdjęciowych. Ale malec nie gardzi też innymi
rozrywkami, np. wyimaginowanymi rozmowami z wyimaginowanymi postaciami.

Tym razem Laurka drepce po pokoju
jak lew w klatce i bardzo emocjonalnie prowadzi konwersację skacząc z tematu na
temat.

– Loźmawiam z ciocią – tłumaczy w
odpowiedzi na pytające spojrzenia mamy.

Wtem telefon zaczyna dzwonić co
nieco zbija rozmówczynię z pantałyku. Mama wciska słuchaweczkę i z głośnika
odzywa się szept taty.

– To tata!!! – odkrywa radośnie
Laurka.

A tata wychyla się zza framugi
drzwi i szczerzy w uśmiechu.

– No widzisz jaki ci tata zrobił
kawał. – śmieje się mama.

 

– Taak. – potwierdza córka
rozbawiona po pachy – KAWE mi źlobił:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

o wirusach, wiośnie, biedronkach i pogrzebach

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laurka bywa zupełnie przypadkowo
mistrzem wypowiedzi skondensowanych.

 

– Nie mogę siły lady. – oświadcza
na przykład sapiąc z wysiłku.

Jedno krótkie zdanie, a ileż
treści.

Nie mogę + nie mam siły + nie dam
rady = szczyt bezsilności.

 

I tak mniej więcej właśnie czujemy
się po przebyciu Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy.

Tradycji stało się zadość i
paskudny wirus rozłożył całą rodzinkę już w Niedzielę palmową.

Zwyczaj zbiorowego chorowania w
Wielkim Tygodniu jest u nas na tyle żywy , że mamy zamiar wpisać go na listę
obok święcenia jajek i wielkanocnego śniadania.

 

Rut, Lauci i Nusi nie udało się
wykaraskać aż do dnia dzisiejszego.

 

Za oknem dmie i wieje, posypuje
zakosami śniegiem jak białym lukrem, a my od rana próbujemy poprawić sobie
nastrój primaaprilisowymi żartami. Najłatwiejsza do „wpuszczenia w maliny” jest
Nusia. Sama dwoi się i troi, by kogoś nabrać, że biedronka chodzi po plecach.

– Biedronka ci chodzi – zaczepia
każdego napotkanego.

– Musisz być sprytniejsza –
podpowiadam metodę.

– Acha – załapuje i biegnie do
taty – Tato, tato, kurczak ci tu chodzi!!!

 

No, to było rzeczywiście sprytne
podejście.

 

Za oknem biało, bieluteńko, że
tylko sanki wyciągać i bałwana lepić. Rok temu krokusiki z ziemi już się
wykluły, ptaki gniazda porządkowały, Rut pazurkami ziemię drapała po brunatnych
plecach, dzieci biegały po trawie, pachniało… Ech!!!

 

Tydzień temu na zakupach
stanęliśmy przed witryną sklepu z bielizną. Laucia wyszperała oczkami w kącie
szyby szlafrok czerwony z białymi lamówkami.

– Oooo!!! – wykrzyknęła dziecina z
głębi zimowej czapeczki i szalika – Mitołaj święty!!!

 

Mistrzyni skrótów myślowych:)

 

 

Śmiech to zdrowie, więc dzieci nie
szczędzą wysiłków, nawet, gdy mama z gorączką leży i kaszle jakby płuca miała
wypluć.

Plumka Nusia na keyboardzie w
głębi mieszkania. W końcu pluskanie cichnie, a tupot stóp obwieszcza rychłe
nadejście artystki.

– Wymyśliłam wiązankę na
pogrzeb!!! – entuzjastycznie obwieszcza dziecię nad głową ledwie ciepłej mamy.

O, jak to miło – myśli Rut tą
cząstką mózgu, która prawie nigdy nie doznaje uszczerbku, nawet w ciężkiej
chorobie – Akurat dogorywam, więc wiązanka będzie jak znalazł.

Dziecię jakby tknięte
czarodziejską różdżką znika i znów ćwiczy wytrwale, lecz pojawia się raz
jeszcze, by wyjawić swoje dalsze plany:

– Mam  już pomysł na biznes – zwierza się – będę
grać na pogrzebach!!!

 

🙂

 

Ala tymczasem bierze do rąk gazetę
i czyta duży nagłówek z pierwszej szpalty: ŻYJE NAM SIĘ CORAZ GORZEJ.

Hmmm. – myśli na głos – A mnie się
tam żyje coraz lepiej. – stwierdza z nastoletnią rozbrajająca szczerością.

 

I tego się trzymajmy.

Wbrew wirusom, śniegom, wiatrom,
mrozom i  optymistycznym tytułom w
prasie:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Spragniony

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



Dziś kończę wyliczankę słów, które
formowały moje życie. Nie, to nie są wszystkie słowa, ale zabrakłoby czasu, by
wymienić je wszystkie.

Muszę przyznać, że był to dla mnie
ważny czas. Czas spojrzenia wstecz, przypominania sobie swoich fascynacji,
odgrzebywania iskier w popiele, wracania do starych Mistrzów, wertowania
książek, zastanawiania się jeszcze raz i jeszcze i jeszcze nad swoją drogą,
pisania po nocach, bo za dnia brakowało czasu. A przede wszystkim – czas
napełniania się Jego Słowem.

Coś we mnie odżyło,
zmartwychwstało, coś na nowo zaśpiewało. Zanim zaczęłam te moje dziwne
rekolekcje, byłam pusta i ogrom tej pustki coraz bardziej mnie przytłaczał.

Teraz woda znów przelewa się przez
cembrowinę studni.

 

A jeśli Wam czytaczom któreś ze
słów mocniej wpadło w serce, cieszę się tym mocniej.

 

 

Dziś ostatnie słowo. Niech ono nas
przeprowadzi przez najbliższe dni aż ku Porankowi.

 

 

Gdy Jezus na
krzyżu mówił: Pragnę , nie myślał o
wodzie. Miał na myśli ciebie.

 

 

 

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Kryształowa Komnata

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Druga myśl z Gruna, która
zszokowała mnie kiedyś, a potem poprowadziła w nieznane mi dotąd rejony.

 


Mistycy mówią, że w każdym z nas
istnieje miejsce ciszy i wolności. Nie musimy stwarzać tej przestrzeni, gdyż
ona już w nas jest. Tam jesteśmy spójni i nieporanieni. To miejsce nie jest
uszkodzone przez nasze błędy i słabości, nie doznało krzywdy poprzez osądy i
potępienie ze strony innych ludzi, poprzez ich oczekiwania.

Możemy się w nim skryć i wypocząć,
ponieważ mieszka tam sam Bóg.

[…]

Mistrz Eckhart wspomina o
„iskierce duszy”, Teresa z Avila o „twierdzy wewnętrznej”, a Katarzyna ze Sieny
o „celi wewnętrznej”.

 

 

Ja to nazywam Kryształową
Komnatą:)

Wyobrażacie sobie to miejsce w
sobie, w którym jesteście dokładnie tacy, jakimi zamierzył was Bóg.  Święci i nieskalani.

Nie dochodzi tam żadne skażenie,
żaden cień. Ścian tej Komnaty nie zarysuje żaden szyderczy uśmiech czy
krzywdzące słowo, żadne odrzucenie nie naruszy jej fundamentów, żadna wichura
nie zakłóci spokoju. Wewnątrz jej nie dosięgnie was żadna krzywda. Wszystko
może runąć, a ten rdzeń zostanie nietknięty. Niezniszczalne jądro. Pełne
światła, pokoju i prawdy.

 

Czasem, na chwilkę udaje nam się
tam wejść. Bardzo rzadko. Ale już świadomość istnienia we mnie tego miejsca
jest tak piękna, że sama wystarczy.


 

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}