poranna edukacja

Ledwie szarzejącym raneczkiem, tak gdzieś siódma z maleńkim haczykiem, siedzimy sobie oboje z Dusiem przy kuchennym stole i spożywamy śniadanko. W poniedziałki  tylko my idziemy na ósmą, wiec czujemy się nieco wyalienowani.
Aby się nieco od-alienować i reanimować, bo – kawę wypiwszy – marny odnotowałam skutek – sięgam na parapet i radio odpalam.
Jedynka.
Jak miło.
Dwa męskie głosy o czymś żywo rozprawiają. Aż za żywo jak na taką nieludzką porę.
 Po niejakim czasie domyślam się, że o nietoperzach. (tę lotność umysłu zapewne należy jednak przypisać działaniu kofeiny:)

Więc Pan Redaktor skrupulatnie przepytuje Pana Biologa.
PR: A czy można rozpoznać samca od samicy?
PB: O tak!!! To są ssaki, więc jak u każdego ssaka widać dobrze różnicę.
PR( dociekliwie) : A tak dokładniej?
PB chrząka nieco zdenerwowany, ale postanawia stanąć na wysokości zadania, więc zaczyna naukowy wykład: Samiec ma prącie…itd. itp. No i na wiosnę rodzą się młode – kończy z wyraźną ulgą w głosie PB.
– Ha-ha-ha – rubasznie na to PR – Dobrze, że pora wczesna i dzieci nas nie słyszą.

Spoglądam na Dusia, Dusio na mnie.
Ha,ha,ha.
Zdaje się, że ktoś tu zapomniał, że niektóre dzieci mają w zwyczaju rano chodzić do szkoły, którą to czynność poprzedzają pysznym śniadankiem w towarzystwie mamy i radia:)

***************************



Czyli ciąg dalszy tematu o zapładnianiu.
Tym razem na tapecie nietoperze, a że nietoperze to jednak ssaki – niebezpiecznie zbliżamy się w kierunku gatunku homo sapiens:)


z przyśpiewką

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Śnieg pada

Śnieg pada

Cieszą się dzieci

Tu płatek

Tam płatek

Wiele ich leci

Będziemy, będziemy
lepić bałwana

i rzucać śnieżkami oj
dana, dana…

 

– Mamo, daj tacę! – krzyczy Dusio – Weźmiemy trochę śniegu z
balkonu i pokażemy Laurusi.

Wychodzę na balkon, ręką zbieram biały puch na wagę złota.
Raptem dwie garstki.

Piórko zaaferowane delikatnie dotyka paluszkiem. Białe,
zimne, mokre. W życiu nie widziała takiego dziwu.

Dusio lepi śnieżkę wielkości wypasionego ziarnka fasoli, a
potem wspólnymi siłami czeladka klei coś na zielonej kuchennej tacy. Piórko
popiskuje z radości.

I oto jest. Patrzy zdziwiony wyłupiastymi oczkami z ziela
angielskiego.


 

Bałwanek malutki jak wróbelek.

Nosa nie ma, bo marchewki obrodziły tylko w rozmiarze maxi:)

Laurusia nie może sobie odmówić przyjemności by zaśpiewać blademu stworkowi
kołysankę” A-aaa”, a w chwilę potem oberwać główkę i wyłupić oczko.

Dziw nad dziwy!!!

Jeszcze chwilka i oto bałwanek rozpływa się od nadmiernej
czułości.

 

Styczeń.

Ponoć najbardziej depresyjny ze wszystkich Dwunastu, ale przy dzieciach trudniej jest nabawić się depresji.

Oj – dana, dana🙂



 

skarga czeladnika

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Wieczór.


Laucia już śpi, światełka choinkowe opadają girlandami nad
oknami i wysilają się, by mimo nagłego zgonu choinki robić nastrój jeszcze
świąteczny. Dzieci w swoich pokojach cichutko zajmują się swoimi sprawami.

Cicho.

Błogostan po dniu pełnym dźwięków i biegania.

Można by go w zasadzie zamknąć, gdyby…

 

Ze stanu nirwany wyrywa nas pełen skargi szepcik zza szafy,
a zaraz za nim objawia się w całej swej nieszczęsnej postaci właścicielka
szepciku:

– Ala najpierw zachęca mnie do nauki, a potem mówi, że nie
mogę dokończyć rysować, bo ona chce spać…

 

I bądź tu mądrym i znajdź odpowiedź na zarzut tego typu.

 

Dopiero późną nocą ukuć się udało nową mądrość ludową:

 

„Nim uczeń zapłonął zapałem, mistrz już zdążył wygasnąć” 🙂


nowa figura szachowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Słownik naszej Laurci wzbogacił się nieco.

„Tata” jest jak było, ale jakby nieco rzadziej na rzecz…

 

  najważniejszego
„mama” i ściśle związanego z nią „cici”. Bardzo ściśle.

 

„Cici” owo wymawiane jest zawsze w towarzystwie znaczącego
przesłodkiego uśmieszku, zakąszane leciutkim pokasływaniem żeby ci, co mają
wiedzieć szybko się poznali o co chodzi i bar otworzyli jeszcze szybciej. Potem
Piórko wspina się na kolana, fik – przybiera pozycję horyzontalną, nóżka jak na
sprężynie podnosi się do pionu wskazując zenit, a rączki zaczynają dziwny
taniec wokół maminej bluzki.

– Cici, cici – Pióreczko modeluje głosik w rozmarzony i
dobiera się do swojego skarbu.

 

Dusio i tata grają w szachy.

Piórko przybiega zaaferowane
nową zabawą.

Cóż za figury! Duże, piękne, drewniane! Ach, cóż za król w
koronie! A królowa – klękajcie narody! Cztery wieże, cztery laufry!

 

A to co?!!!

Laucia przygląda się  dłuższą chwilkę łepkom w pierwszym rzędzie i nagle uśmiech rozlewa się na
buzi jak słodkie mleko.

– Cici – oświadcza pokazując na jeden z pionków.

 

Uderzające podobieństwo:)

Nawet hebanowy kolor nikogo nie zmylił.



toast

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Los padł na Mamuta starego, zwanego też w kręgach kręgowców
jako Korijen. I to właśnie on zabrał się za zadanie zaszczytne i godne, jakim
jest wygłaszanie toastu sylwestrowego przy użyciu szampana dziecięcego typu
„Piccolo”.

– Toast, toast – zagrzewaliśmy Mamuta brnącego w jakieś
niejasne kwestie „a dlaczego ja”, „nie wiem czy podołam” itp.

No, ale jak już przełamane zostały lody kompleksów, Korijen
popisał się takim kunsztem oratorskim, że wszystkim dech zaparło na chwilę.

Jedna tylko Nusia zdała się niekontenta, pokręciła noskiem,
pociągnęła z kieliszka truskawkowej zawartości i spytała:

– A kiedy ten toast będzie?

– No właśnie był. Wujek powiedział toast – pospieszyliśmy z
wyjaśnieniami.

– Aaaa- jęk zawodu wydarł się dziecinie z piersi – A ja
myślałam, że to będzie coś do jedzenia.

 

No cóż, zawsze znajdą się zadwoleńsi i mniej zadowoleni:) W
2012 też.

 

Budmo!!! – jak mawiają Ukraińcy.


naszyjnik ze światła

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Pijemy naszą poranną kawę, gdy jeszcze księżyc błyszczy na
niebie.

Gdy jadę do szkoły, prosto w twarz chlustają mi pomarańczowe
potoki wschodzącego słońca. Potoki eksplodują na mokrej szosie, rozbryzgują się
w tysiące migotliwych kropli na zaszronionych szybach.

Po pracy często sadzam Laurkę na parapecie kuchennego i okna
i obie obserwujemy idących ludzi, biegnące dzieci, błąkające się psy, sunące
auta, bijące skrzydłami gęsi nad stawem, a południowe słońce przygląda nam się
równie ciekawie jak my światu.

Zmrok zapada szybko, wieczory wydłużają, suną powoli jak
białe dymy na tle atramentowej plamy nieba.

Tęsknimy do światła, więc zapalamy świece, żyrandole, lampki
na choince.

Wiecznie głodni światła, nieustannie nim nienasyceni .

 

Pamiętam, gdy jako dziecko odrabiałam nieraz pracę domową
przy świecy czy naftowej lampie. To musiał być stan wojenny. Przymusowe
karmienie społeczeństwa ciemnością.

 

Pamiętam, gdy otaczałam rączkami płonącą choinkową lampkę i
moje złożone dłonie nabierały blasku jakby były dziwnym kwiatem o płonącym
sercu.

 

Pamiętam jak przyglądałam się kroplom zdartej z pnia wiśni
żywicy. Kawałek zaklętego, wypełnionego blaskiem świata.

 

Pamiętam jak przed wigilią szukaliśmy z rodzeństwem
pierwszej gwiazdy utopionej w oceanie nocy.

 

 

Pamiętam o księżycu, słońcu, gwiazdach, płomieniach świec,
blaskach na dnie oczu…

 

Tyle światła mieszka w naszych skromnych życiach.

Wystarczy tylko nanizać wszystkie drobne kropelki na nić myśli
snującej się po głowie i…

                                                            …  szarość nasza powszednia odchodzi.



narzędzie pracy:)

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Wchodzę do jednej ze szkolnych sal. Uczniowie hałaśliwie
rozlokowują się w ławkach. Trudna klasa wymagająca nadzwyczajnej cierpliwości i
surowych metod wychowawczych. Inaczej – „umarł w butach” i „lekcja rozłożona”.

Nagle mój wzrok pada na …

 

pieniek?!!!

 

Stoi sobie drewniany pieniek w rogu sali tuż obok
nauczycielskiego biurka. Stoi i aż o topór się prosi.

 Nie wytrzymałam i
prychnęłam śmiechem.

Czyżby w oświacie miały wejść aż  t a k i e  reformy? 🙂


czas przeszły złożony

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Od naszych przyjaciół Mamutów, którzy zawitali na dni kilka
w naszej Nie-skutej-lodem Krainie, pomagać nam żegnać Rok Stary i wiwatować na
cześć Nowego, dostaliśmy tyyyle prezentów.

Wprost trudno wyliczyć czego nie
dostaliśmy, bo i na dokładkę serca dużo, uśmiechu, śmiechu wspólnego, w którym
najładniej wszystkim na Sylwestra…

Dostaliśmy też książkę pt. „Mamuty” pióra Mamy Mamucicy.
Zainteresowanym jednak muszę ze smutkiem donieść, że pięcio-egzemplarzowy
nakład się wyczerpał:) Tymczasem odsyłam do wersji wirtualnej czyli mamuciego
bloga
.

Wśród prezentów znalazł się też kalendarz – również autorski
i o tyle poręczny, że ustawiliśmy go na parapecie, blisko łóżka i jak to byłam
spostrzegłam ( czas przeszły złożony) – „łatwiej nam tedy przyjdzie kopnąć w
kalendarz” 🙂

Stary kalendarzyk – mniej poręczny, bo notesikowy, ale
bardzo przydatny, bo z siglami czytań – oddałam fascynatce wszelkiej lektury
czyli Lauci.

I wtedy wypadła zeń karteczka z zaginioną notką sprzed kilku
miesięcy, gdy Dusio uczył był się tabliczki mnożenia ( wieeeelce przydatna:)

– Ile to jest pięć razy siedem – pytam

– Yyyyyy. – wydaje odgłos paszczowy synek.

– Yyyyyyy – przyłącza się do chórku mały pyszczek leżącego
niemowlaczka.

– Myśl, myśl synku, bo siostrzyczka cię w myśleniu
wyprzedzi!!!

 

I w ten oto niestandardowy sposób życzę Wam , by nowy roczek
był i przydatny i pożyteczny i myśleniem wypełniony, śmiechem okraszony,
przyjaciółmi jak wór wypchany i po prostu dobrutki jak te pierniczki, które nam
również Mamutki sprezentowały, a które to w niewyjaśnionych do dziś
okolicznościach zniknęły były na zawsze. Może ktoś widział był?

Czas przeszył złożony z tylu kawałeczków jak 1000 puzzli  z obrazem Moneta.


spóźnione słowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Tę notkę miałam wpisać
przed wigilią, ale Internet odmówił posłuszeństwa. A później my odcięliśmy się od wirtualnego świata, by bardziej zamieszkać w tym realnym.

Mimo to wierzę, że tak
czy owak moje dobre myśli dotarły do Was z lotem sikorek złoto-brzuchych i
przysiadły na wszystkich gałązkach tych ostatnich dni.

 

 ………………………………..

Sałatka śledziowa już gotowa, karpie w mleku wymoczone leżą
w towarzystwie pieczarek na blaszce gotowe do pieczenia, barszczyk czerwony
paruje – szyby w dekoracyjny szronik ozdabia, choinki w liczbie 2 robią co
mogą, by atmosferę domową nasycić zapachem żywicy, śniegowa glazura na trawniku
za oknem dwoi się i troi, by wytrwać choć do wieczerzy.

Dzieci pomogły babci na dole pierogi lepić. Miś stał z
Laucią na czatach, a ja i Kora chyżo spakowałyśmy prezenty, przeniosłyśmy do
skrytki i udrapowałyśmy na prezentowym stożku koc, kapę i poduszkę dla „niepoznaki”.
Potem, w stosowym czasie, dzieciaki trzeba będzie odciągnąć od epicentrum
zdarzeń (czyt. wigilijnego stołu) i sprytnie zrzucić desant pod choinkę.

Wszystko już – już, prawie, prawie.

Zegar cyka między jemiołą a czubem drzewka: cyk-cyk-cyk-cyk…


Laucia, zwana ostatnio „Piórkiem” dla uczczenia jej złotych,
puchato-fruwających włosków, biega zaaferowana i gulgocze długie monologi w
sobie znanym tylko języku.

– Szanti-szanti!!! – krzyczą po hindusku dzieciaki
wyedukowane przez ciotkę.

– Co to znaczy? – pytam.

– Wyluzuj, wyluzuj – tłumaczy Kora

– W takim starożytnym języku takie młodzieżowe słownictwo?

– Oj, bo to w starożytnym języku „pokój ducha” oznacza –
śmieje się „hinduska”

 

Aaaa, to już szybciej do świąt pasuje, więc…

Szanti- szanti  Wam wszystkim, niech Maleńki ogarnie cały
świat pokojem.




notatki między grochem a kapustą

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

20 grudzień

 

Syyyyypie!!!

Nareszcie!!!

Na początku nieśmiało, drobniutko jakby kaszą manną, ale z
czasem odważniej, zadziorniej, hulaszczo, zadymnie.

Sypie Pan Śnieg.

Śliiiisko!!!

Nogi się rozjeżdżają, auto szusuje na środek skrzyżowania
jakby pozbawione wszelkich hamulców. Redukuję bieg na dwójkę i powoli sunę
trasą bardzo dziś widokową. Pan drogowiec z naprzeciwka z piaskarką udaje, że
zdążył z odsieczą:)

 Śnieg rozplaszcza się
na szybach, na ciepłej twarzy ślizga, otula czapą świerczki, świerczęta i
świerczki wszelakie.

Huuu!!! Haaa!!! Nasza zima zła!

Jasno się zrobiło, odświętnie jakby kto obrusem bielutkim
stół na wigilię nakrył.

 W sam raz – babcia
dzwonki karpia mrozi w lodówce. Czas prezenty dokupić, wyśledzić gdzie śledzie
najtańsze, zadbać o smaki, zapachy, klimaty. Kora jutro z Indii wpadnie jak
śliwka w kompot z wielkiego upału w mróz nasz ojczysty. Znów w klapkach
japonkach w zaspy śniegu:) Obiecała szal mi jedwabny przywieźć.

 

21 grudzień

 

Syyypie nieustannie i nie zamierza przestać. Musi się
wysypać za wszystkie czasy. Kiedyś wszak te pierzyny niebiańskie trzeba wytrzepać:)

Wieczorami drogi jak szklanka, a wszystko wokół jak bajka.

Jeszcze jasełka w szkole, roraty przedostatnie, jeszcze
imieniny Ksawerego u nas przy choince urządzane, jeszcze pobiegać po mrozie, w
kolejkach postać…

Kora przyleciała, z Warszawy się wydostać nie mogła, ale
jest w końcu. Tatuaż z henny na ręce pokazuje, dzieciakom cudeńka błyszczące
wręcza. O szalu ani pary z ust nie puści:) Może Gwiazdka łom w jedwab zawinie co by wrażenie złagodzić:)

Laucia sie Kory nic a nic nie boi, rączki podnosi do góry i prezentuje
swoje bollywodzkie tańce. Śmiejemy się.

A świat cały biały , bielusieńki jak w tej kolędzie
Preisnera sprzed wieku. Pamiętam, gdy jej słuchałam – świeżo upieczona mężatka.
Czekałam aż mąż wróci z pracy, słuchałam radia i płakałam ze wzruszenia nad
tymi kolędami, a Alusia wtedy pierwszy raz pod moim sercem skrzydełkami
zatrzepała.

Zawsze już, zawsze kolędy
na koniec wieku
będą tajemną ścieżką docierały w głąb mnie i roztapiały
mnie od wewnątrz.

Całą noc padał śnieg.
Cichy, cichy, cichuteńki. Przyszedł świt, a tu świat – cały biały, bielusieńki…

Kolęda

 Pokój ludziom dobrej woli.