narzędzie pracy:)

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Wchodzę do jednej ze szkolnych sal. Uczniowie hałaśliwie
rozlokowują się w ławkach. Trudna klasa wymagająca nadzwyczajnej cierpliwości i
surowych metod wychowawczych. Inaczej – „umarł w butach” i „lekcja rozłożona”.

Nagle mój wzrok pada na …

 

pieniek?!!!

 

Stoi sobie drewniany pieniek w rogu sali tuż obok
nauczycielskiego biurka. Stoi i aż o topór się prosi.

 Nie wytrzymałam i
prychnęłam śmiechem.

Czyżby w oświacie miały wejść aż  t a k i e  reformy? 🙂


czas przeszły złożony

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Od naszych przyjaciół Mamutów, którzy zawitali na dni kilka
w naszej Nie-skutej-lodem Krainie, pomagać nam żegnać Rok Stary i wiwatować na
cześć Nowego, dostaliśmy tyyyle prezentów.

Wprost trudno wyliczyć czego nie
dostaliśmy, bo i na dokładkę serca dużo, uśmiechu, śmiechu wspólnego, w którym
najładniej wszystkim na Sylwestra…

Dostaliśmy też książkę pt. „Mamuty” pióra Mamy Mamucicy.
Zainteresowanym jednak muszę ze smutkiem donieść, że pięcio-egzemplarzowy
nakład się wyczerpał:) Tymczasem odsyłam do wersji wirtualnej czyli mamuciego
bloga
.

Wśród prezentów znalazł się też kalendarz – również autorski
i o tyle poręczny, że ustawiliśmy go na parapecie, blisko łóżka i jak to byłam
spostrzegłam ( czas przeszły złożony) – „łatwiej nam tedy przyjdzie kopnąć w
kalendarz” 🙂

Stary kalendarzyk – mniej poręczny, bo notesikowy, ale
bardzo przydatny, bo z siglami czytań – oddałam fascynatce wszelkiej lektury
czyli Lauci.

I wtedy wypadła zeń karteczka z zaginioną notką sprzed kilku
miesięcy, gdy Dusio uczył był się tabliczki mnożenia ( wieeeelce przydatna:)

– Ile to jest pięć razy siedem – pytam

– Yyyyyy. – wydaje odgłos paszczowy synek.

– Yyyyyyy – przyłącza się do chórku mały pyszczek leżącego
niemowlaczka.

– Myśl, myśl synku, bo siostrzyczka cię w myśleniu
wyprzedzi!!!

 

I w ten oto niestandardowy sposób życzę Wam , by nowy roczek
był i przydatny i pożyteczny i myśleniem wypełniony, śmiechem okraszony,
przyjaciółmi jak wór wypchany i po prostu dobrutki jak te pierniczki, które nam
również Mamutki sprezentowały, a które to w niewyjaśnionych do dziś
okolicznościach zniknęły były na zawsze. Może ktoś widział był?

Czas przeszył złożony z tylu kawałeczków jak 1000 puzzli  z obrazem Moneta.


spóźnione słowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Tę notkę miałam wpisać
przed wigilią, ale Internet odmówił posłuszeństwa. A później my odcięliśmy się od wirtualnego świata, by bardziej zamieszkać w tym realnym.

Mimo to wierzę, że tak
czy owak moje dobre myśli dotarły do Was z lotem sikorek złoto-brzuchych i
przysiadły na wszystkich gałązkach tych ostatnich dni.

 

 ………………………………..

Sałatka śledziowa już gotowa, karpie w mleku wymoczone leżą
w towarzystwie pieczarek na blaszce gotowe do pieczenia, barszczyk czerwony
paruje – szyby w dekoracyjny szronik ozdabia, choinki w liczbie 2 robią co
mogą, by atmosferę domową nasycić zapachem żywicy, śniegowa glazura na trawniku
za oknem dwoi się i troi, by wytrwać choć do wieczerzy.

Dzieci pomogły babci na dole pierogi lepić. Miś stał z
Laucią na czatach, a ja i Kora chyżo spakowałyśmy prezenty, przeniosłyśmy do
skrytki i udrapowałyśmy na prezentowym stożku koc, kapę i poduszkę dla „niepoznaki”.
Potem, w stosowym czasie, dzieciaki trzeba będzie odciągnąć od epicentrum
zdarzeń (czyt. wigilijnego stołu) i sprytnie zrzucić desant pod choinkę.

Wszystko już – już, prawie, prawie.

Zegar cyka między jemiołą a czubem drzewka: cyk-cyk-cyk-cyk…


Laucia, zwana ostatnio „Piórkiem” dla uczczenia jej złotych,
puchato-fruwających włosków, biega zaaferowana i gulgocze długie monologi w
sobie znanym tylko języku.

– Szanti-szanti!!! – krzyczą po hindusku dzieciaki
wyedukowane przez ciotkę.

– Co to znaczy? – pytam.

– Wyluzuj, wyluzuj – tłumaczy Kora

– W takim starożytnym języku takie młodzieżowe słownictwo?

– Oj, bo to w starożytnym języku „pokój ducha” oznacza –
śmieje się „hinduska”

 

Aaaa, to już szybciej do świąt pasuje, więc…

Szanti- szanti  Wam wszystkim, niech Maleńki ogarnie cały
świat pokojem.




notatki między grochem a kapustą

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

20 grudzień

 

Syyyyypie!!!

Nareszcie!!!

Na początku nieśmiało, drobniutko jakby kaszą manną, ale z
czasem odważniej, zadziorniej, hulaszczo, zadymnie.

Sypie Pan Śnieg.

Śliiiisko!!!

Nogi się rozjeżdżają, auto szusuje na środek skrzyżowania
jakby pozbawione wszelkich hamulców. Redukuję bieg na dwójkę i powoli sunę
trasą bardzo dziś widokową. Pan drogowiec z naprzeciwka z piaskarką udaje, że
zdążył z odsieczą:)

 Śnieg rozplaszcza się
na szybach, na ciepłej twarzy ślizga, otula czapą świerczki, świerczęta i
świerczki wszelakie.

Huuu!!! Haaa!!! Nasza zima zła!

Jasno się zrobiło, odświętnie jakby kto obrusem bielutkim
stół na wigilię nakrył.

 W sam raz – babcia
dzwonki karpia mrozi w lodówce. Czas prezenty dokupić, wyśledzić gdzie śledzie
najtańsze, zadbać o smaki, zapachy, klimaty. Kora jutro z Indii wpadnie jak
śliwka w kompot z wielkiego upału w mróz nasz ojczysty. Znów w klapkach
japonkach w zaspy śniegu:) Obiecała szal mi jedwabny przywieźć.

 

21 grudzień

 

Syyypie nieustannie i nie zamierza przestać. Musi się
wysypać za wszystkie czasy. Kiedyś wszak te pierzyny niebiańskie trzeba wytrzepać:)

Wieczorami drogi jak szklanka, a wszystko wokół jak bajka.

Jeszcze jasełka w szkole, roraty przedostatnie, jeszcze
imieniny Ksawerego u nas przy choince urządzane, jeszcze pobiegać po mrozie, w
kolejkach postać…

Kora przyleciała, z Warszawy się wydostać nie mogła, ale
jest w końcu. Tatuaż z henny na ręce pokazuje, dzieciakom cudeńka błyszczące
wręcza. O szalu ani pary z ust nie puści:) Może Gwiazdka łom w jedwab zawinie co by wrażenie złagodzić:)

Laucia sie Kory nic a nic nie boi, rączki podnosi do góry i prezentuje
swoje bollywodzkie tańce. Śmiejemy się.

A świat cały biały , bielusieńki jak w tej kolędzie
Preisnera sprzed wieku. Pamiętam, gdy jej słuchałam – świeżo upieczona mężatka.
Czekałam aż mąż wróci z pracy, słuchałam radia i płakałam ze wzruszenia nad
tymi kolędami, a Alusia wtedy pierwszy raz pod moim sercem skrzydełkami
zatrzepała.

Zawsze już, zawsze kolędy
na koniec wieku
będą tajemną ścieżką docierały w głąb mnie i roztapiały
mnie od wewnątrz.

Całą noc padał śnieg.
Cichy, cichy, cichuteńki. Przyszedł świt, a tu świat – cały biały, bielusieńki…

Kolęda

 Pokój ludziom dobrej woli.

zestaw małego…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

– Mamo, wiesz co chcę pod choinkę od Mikołaja? – pyta Dusio,
który rok temu został uświadomiony co i jak i gdzie należy składać podania
odnośnie prezentów. ( ciężka to była dla nas decyzja, ale z dwojga złego
woleliśmy wybrać opcję: „rodzicielska rozmowa” niż opcję” szydzenie kolegów”)

– No co? – okazuję zainteresowanie, bo jestem – szczerze
mówiąc – „ w kropce” odnośnie prezentu dla syna jedynego.

– Kominiarkę i latarkę – wypala jedynak, a moja głowa
zaczyna snuć wizję rodem ze scenariusza filmów gangsterskich.

– Ale wiesz, że Mikołaj 
nie daje głupich prezentów. – próbuję resocjalizacji zanim będzie za
późno.

– Ale dlaczego taki jest głupi?

– Synu, bo kominiarkę i latarkę sprzedają tylko w zestawach
z łomem!!! – tym razem ton zmieniam na komiczny.

 

Po południu mąż wraca z zakupów.

– Kupiłem Dusiowi na prezent taką fajną latarkę –
konspiracyjnie szepce mi na ucho.

– A kominiarka i łom? – przypominam usłużnie:)


pieśń o dzisiaj

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Tą, która od kilku dniach zaglądała ciekawie z balkonu do
ciepłego wnętrza domu, zaprosiliśmy dziś do środka. Stanęła, otrząsnęła kilka
zielonych igiełek, rozprostowała gałązki, rozsiała ulotny aromat swoich perfum.

– Pod naszą choinką też będą prezenty? – zapytała Nusia.

– Nie, prezenty są tylko pod choinką u babci, bo tam jemy
wigilię. – odpowiadam.

– Eeee – nachmurza się pięciolatka – to po co stawiamy u nas
choinkę?

– Choinka nie jest tylko dla prezentów. Jest dla bombek,
żeby lampki zapalić, cieszyć się, poczuć zapach – tłumaczę.

– Ubierzmy ją dzisiaj. – kuszą dzieci, ale my jesteśmy
nieugięci.

Powiesiliśmy tylko kilka bombek, które już jakiś czas temu
przewałęsały się ze strychu, tylko srebrne cukierki i malutkie rajskie
jabłuszka, które kupiłyśmy dziś z Alą.

Reszta jutro. Takie przyjemności trzeba dozować. Delektować
się nimi, wydłużać, celebrować. A dziś sobota. Dużo innych zajęć. Pranie,
sprzątanie, zakupy, gotowanie.

– Zjedzmy trochę tego maku. – podpuszczam mężulka.

– Nie.

– A potem, z reszty upieczmy ciasto – drążę jak kropla
skałę.

– Nie, nie zjemy – odpowiada Miś i sięga po woreczek z
makiem – Nie możemy – dodaje biorąc do rąk nożyczki – to jest mak na święta, na
kutię – kończy swój wywód i rozcina opakowanie.

(Ta skała to chyba był wapień – tak szybko dał się wydrążyć:)

I już pół godziny później zapach pieczonego ciasta miesza
się uroczo z zapachem choinki.

Zawijam lalę Laurci w pieluszkę i kładę pod choinką.

– To będzie Pan Jezusek – obwieszczam zdziwionemu
maluszkowi, a ten zaraz wchodzi pod zielone gałązki, wyciąga Jezuska i tuląc z
całych sił do brzuszka kołysze się na boki.

-Aaaaa – śpiewa mu, a Jezusek wypada z pieluszki od nadmiaru
czułości.

Dusio mości sobie kocyk pod choinką.

– Już wiem jak czuje się prezent – dochodzi nas jego głos
spod zielonych gałązek.

– Ja też chcę. – zgłasza się Nusia i chwyciwszy poduszkę z
kanapy wchodzi pod drzewko z drugiej strony.

Ala jest na wigilii harcerskiej. Za oknem się ściemnia .

Siedzę przy grzejniku obok choinki, piję malinową herbatę,
chrupię paluszki, słucham Jedynki – podają przepis na drożdżowe ciasto, ponoć
rewelacyjny.

Srebrny cukierek kręci się obok jabłuszka.


Czujecie jak się zbliża?

Jest tuż, tuż.

przyspieszony kurs dla hodowców drobiu:)

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

– Mamo, a jak kogut zapładnia kurę? – słyszę i nie dowierzam
własnym uszom.

Dusio wpatruje się we mnie z zaciekawieniem.

„ To już? To już? Od czego by tu zacząć?”

– No więc – zaczynam powoli co by dać się wyszaleć mętlikowi
w głowie – No więc wskakuje jej na grzbiet i trzyma dziobem za kark. – zaczynam
powoli mając nadzieję, że takowe wyjaśnienia zaspokoją pierwszą ciekawość.

– No, ale jak? Dziobem? – dopytuje ciekawski, którego
ciekawość jest większa niż się spodziewałam.

– No dziobem przytrzymuje.

– Ale jak zapładnia?

„No trudno. Trzeba skoczyć na głęboką wodę.”

– Wkłada jej sisiutka w taką dziurkę pod ogonem. I wtedy
zapładnia jajko, a z niego wykluje się kurczak. Jak nie zapłodni, to jajko
nadaje się tylko na jajecznicę. – tłumaczę starając się nie roześmiać i
utrzymać w miarę równy oddech.

Uff!!!

Ten figlarny uśmieszek na twarzy Dusia.

Dalszych pytań nie ma.

Przesłuchanie skończone:)

 

Wieczorem Nusia opowiada co robili w zerówce.

– I nauczyliśmy się piosenki po angielsku – mówi i zaczyna
prezentację – Dolly sex halloDolly sex hallo,

– Tam chyba są inne słowa? – sugeruję nieśmiało przerywając
rzewną pieśń – pewnie: dolly says hallo.

– Nie – protestuje świeżo upieczona anglistka – Dolly sex hallo, dogs sex hau and cats  sex miau – recytuje.

Acha.

Ciekawe jakby to brzmiało w swobodnym tłumaczeniu na
polski?

 

 

Kiedy dziatwa śpi, oboje z mężulkiem komentujemy zajścia.

 – A mogłaś
powiedzieć, że kogut idzie na grządkę kapusty i tam znajduje kurczaka.* –
podpowiada usłużnie Miś .

– A jak nie znajdzie w kapuście, to bocian mu przynosi**. –
śmieję się.

 

Tak powiem. Obiecuję.

Albo nie.

Powiem, że do zapładniania potrzebny jest nadmanganian
chlorku potasu. To powinno rozwiązać kwestię na dłużej:)

 

 ********************************************

 

*dla niewtajemniczonych –
wypowiedź Misia miała wydźwięk ironiczny:)

** moja wypowiedź miała wydźwięk
dwakroć bardziej ironiczny:) 🙂


zapach pomarańczy

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Wchodzę do pokoju nauczycielskiego. Od progu spowija mnie
zapach pomarańczy.

– Och, Boże Narodzenie – mówię z rozmarzeniem.

– Ty Rut też jesteś z tego pokolenia? – śmieje się Maria.

– Tak – potwierdzam – Statek z pomarańczami zawinął do portu
w Gdyni.

Drzwi otwierają się na nowo. Wchodzi siostra Dorotea.

– Boże Narodzenie!!! – krzyczy pociągając nosem.

Też jest z tego pokolenia.

Nasze dzieci nie rozumieją dlaczego pomarańcze to Boże
Narodzenie.

– A dlaczego mamo Cohen kojarzy ci się z Bożym Narodzeniem?
– pyta Ala zanurzona wraz ze mną w jego szorstki zmysłowy głos sączący się z
płyty.

Nie wiem dlaczego. Dla mnie to taka oczywistość jak 2 i 2 to
cztery. A może nawet większa, bo nie jestem ścisłowcem:)

Może nikt więcej tego nie zrozumie?

A może Cohen tylko mnie przenosi w czasie i przestrzeni?

Każdy z nas ma takie tajemne klucze, którymi otwieramy
tajemne komnaty w tajemnych zamkach. Nikt więcej tam nie wchodzi. Nikt nawet
nie podejrzewa, że istnieją.

Smaki, zapachy, brzmienia, widoki. Ten świat, który znam
jest tylko mój. Nikt inny nigdy go takim nie widział, nie pozna, nie dotknie,
nie zasmakuje.

Boże Narodzenie najbardziej sprzyja wyzwalaniu jedynych
światów.

On był Jedyny. My jesteśmy jedyni.


meteorologia nowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Miś wraca z dworu ( u nas tak się mówi, gdy ktoś wraca w
pielesze domowe ze świeżego powietrza).

Ale żeby wszyscy zrozumieli – proszę bardzo : „Miś wraca z
pola” ( choć u nas tę czynność wykonują li jedynie rolnicy, a Miś – syn rolnika
i dzierżawca areałów z pola wraca z rzadka)

Miś niesie wielka nowinę i aż go ta nowina rozpiera od
wewnątrz.

 

– Śnieg kapie!!! – obwieszcza rodzinie zebranej w ciepłej
kuchni.

 

Dobrze powiedziane.

Kapie.

A zdaje się, że zwykle „prószył”, „sypał” lub ewentualnie „padał”.

Ot, czasy nastały! – jak mawiał Pawlak w "Samych swoich"

Śnieg kapie:)