Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Ludzie biegają z naręczami jedliny kłującej, donicami
kipiącymi obfitością chryzantem, pobrzękują zniczami, myją groby, pucują
krzyże, odświeżają wspomnienia o bliskich zmarłych.
A u nas Miś z dziećmi wyruszyli w poniedziałkowy ranek z zupełnie inną
listą spraw do załatwienia:
– krem do tortu ( biały)
– owoce ( banany, brzoskwinie w puszce, kiwi)
– cukier puder
– prezenciki
I wrócili z policzkami zaróżowionymi konspiracją, z
prezentami ukrytymi w czapkach i beretach.
Nasze obchody Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego zostały
odmienione raz na zawsze rok temu. Gaśnie ich nostalgia, egzystencjalna zaduma
i smutek splatają się z radością i oczekiwaniem, bo oto Laurka już za chwilę
kończy roczek.
Co prawda trochę nam się zakatarzyła, kaszlu nabawiła, ale
nic nie jest w stanie poskromić jej temperamenciku. Śmieje się więc szeroko
ukazując prawie cały garnitur ząbków łącznie z dwiema lewymi czwórkami. Gdy się
rozzłości krzyczy tak, że decybele młota pneumatycznego są przy niej jak
szelest traw. Czasem nawet wali rączkami w podłogę, albo –okazując swą
dramatyczną rozpacz – ciągnie się za złociste włoski. Rodzony ojciec kiwa
wówczas głową i wypowiada takową sentencję: „współczuję przyszłemu zięciowi” 🙂
Ośli upór ma jednak także dobre strony, bo dzięki
nieustannym próbom udaje się rozszyfrowywać zagadki logiczne np. jak przekręcić
klucz, by wyjąć go z zamka. Nieustanne powtarzanie wstawania i stania bez
podpórki mimo wielokrotnego klapania na pupę też zakończyło się sukcesem w
postaci dwu, trzyminutowego stania z jednoczesnym ( jeśli akurat gra muzyka)
tańcem brzucha i kręceniem rączkami . Coś na wzór hiszpańskich tancerek
potrząsających marakasami. Wyczucie rytmu i umiłowanie muzyki Laurcia ma tak
daleko posunięte, że wystarczy, by ktoś zagwizdał kilka dźwięków, a jej ciałko
wpada w taneczne wibracje. Śmiejemy się z tego nieustannie, A dumny ojciec
stworzył teorię, że słuch muzyczny rozwinął się u naszego malca na skutek
codziennego „plumkania” z tatusiem na keyboardzie. Rzeczywiście – Laurcia od
kiedy tylko udało ją się pionizować, co dzień ćwiczy palcówki na klawiszach.
Nawet Szopen nie miał takiego efektownego startu:)
Inną wielką namiętnością rocznej naszej córeczki jest
literatura. Książeczki leżą w zasięgu jej wzroku i rączek i po wielokroć
dziennie są wyciągane, przeglądane i komentowane przez początkującego mola
książkowego. Wciąż najbardziej lubi książeczki o Kamyczku, które są sczytane na
wylot.
Laurka umie także pisać. Wystarczy, że uda jej się znaleźć (
lub wyrwać Nusi) kredkę lub długopis i już kartka pokrywa się siateczką linii i
kropeczek.
No i nasza najmłodsza latorośl jest mistrzynią groźnych min. Oto Laurka ściąga
brwi, marszczy nosek, a tęczówki wzbija tak wysoko, że zupełnie chowają się pod
powiekami, dając efekt zupełnie białych oczu, wyzierających spod nastroszonych
brwi. Ciarki po plecach przebiegają jak stadko mrówek. A rodzony ojciec znów ma
powód do wygłoszenia sentencji o zięciu i swym głębokim współczuciu dla niego, gdy
już dostanie się pod pantofel Laurki i będzie regularnie bombardowany takimi
grymasami.
Czyż tak uzdolnionemu dziecku nie należy się torcik z
serduszkiem, grający telefon, książeczka o uczynnych kotkach, piramidka do
układania i buciki antypoślizgowe do treningów w chodzie na czas? ??
Ależ należy.
Więc mimo, iż za oknem ludzie biegają z naręczami jedliny,
łuna od tysiąca zniczy bije pewnie pomarańczową kopułą nad cmentarzem, wszyscy
wzdychają wspominając bliskich zmarłym, my opatuleni w ciepłe koce pojadamy
urodzinowy torcik z dwudniowym wyprzedzeniem, popijamy ( niektórzy) oranżadą i
świętujemy Laurkowe pierwsze urodzinki.
Ale żeby nie było, że atmosfera Zaduszek zupełnie się nam
nie udzieliła, dodam na koniec, że jednak tak, bo oto wszyscy u m i e r a m y na
katar i kaszel.
Nusia od tygodnia nie chodzi do szkoły, bo kaszle, a Miś to nawet zległ
w łóżku z gorączką i łamaniem w stawach – grypa. Potem gorączki dostała
zasmarkana jubilatka, a Dusio zaczął się słaniać z powodu osłabienia i bólu
głowy. Ja i Ala czujemy się jak Chińczycy, tzn. „Jako-Tako”, ale kolana robią
mi się powoli jak z waty, więc śmiem twierdzić, że jedynym powodem, dla którego
jeszcze chodzę są litry adrenaliny krążącej miast krwi w moich żyłach.
Tak więc jednak solidaryzujemy się na swój sposób z
wszystkimi świętującymi.
A na koniec muszę odnotować, że Nusia sama, bez
logopedycznej pomocy zaczęła jakiś czas temu wymawiać głoskę „R”. I robi to tak
wyraźnie, że aż w zębach zgrzyta.
Oto jedno ze zdań wygłoszonych w nowym języku:
„Wy sobie pijecie tą dobrrrą wodę, a ja muszę pić okrrropną
herrrbatę.”
No fakt. Musi. Woda jest bowiem cytrynowa, pyszna, ale
gazowana i niezbyt dobrrra na garrrdło:)
Zdrrrowia wszystkim życzymy.