Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
19 listopada Laurusia – wodzona na pokuszenie zabawką –
przemierzyła samodzielnie na własnych nóżkach cały dystans pomiędzy kanapą a
kufrem. Meble te zdobią skrajne krańce naszego dużego salonu, więc wyczyn nie
lada. Zachwytom i uściskom nie było końca. Oba aparaty poszły w ruch na funkcji
filmowanie. Taki moment trzeba uwiecznić.
Szeroko rozstawione nóżki w różowych buciko-skarpetkach, w
rączce biała szczotka do włosów, a na twarzyczce wyraz tryumfu.
I tak to się zaczęło.
Laurka od tego dnia przemierzyła już w chodzie dwunożnym
setki metrów, z przeszkodami i bez, z nagłymi zwrotami na pięcie ( czasem zbyt
nagłymi i zakończonymi pacnięciem na pupę), a nawet – na fali przygotowań do
Euro 2012 – z udanymi próbami podkopywania leżących na trasie przedmiotów:)
– Zobacz jaka ona jest wytrwała. – mówi mężulek, gdy malec
po raz kolejny zalicza upadek i bez nutki skargi podnosi się do góry i idzie
dalej.
Z każdym dniem coraz sprawniej, coraz szybciej, coraz
dłużej, dalej.
Tymczasem mój dziadek trafił do szpitala.
Te dni też były dla niego drogą.
Coraz wolniej, coraz słabiej, z wielkim trudem gasnącego
ciała przemierzał ostatnie metry swego życia.
Nie zdążyłam go odwiedzić.
Wczoraj umarł.
Ktoś schodzi ze sceny. Ktoś na nią wchodzi.
Nieporadność pierwszych i ostatnich kroków jest taka sama.
