pierwszy płomień

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Seledynowe ściany w łunie delikatnego światła są tylko
mgiełką zieleni. Jasny drewniany stół rodzinny. Zielona serweta obszyta koronką. W ramionach jedlinowego wianuszka mały żłóbek pełen siana. Na sianie
malutki gipsowy z obdrapanym noskiem. Nad nim czujnie pochylona Ona.

Pachnie
żywicą, skrzy się od łańcucha i kilku czerwonych bombek. Serce roztapia się jak
stearyna w pierwszym zapalonym dziś płomieniu. W głowie brzdękają nieśmiało pierwsze
nuty: „Ciiicha noc…”. Dusio biegnie do instrumentu i zaczyna grać.

Siedzimy wszyscy wokół. Tak dobrze. Laurka próbuje dosięgnąć
łyżeczką i strącić jedną błyszczącą bombkę. Aż drży z podniecenia, gdy pochyla
się nad wieńcem, popiskuje przewieszona na mojej ręce, pomrukuje: aaa-aaa na
widok leżącego maluszka. Tak, On śpi. Taki malutki jak ona.

Przyjdź.

Marana tha.

Czekamy, pochyleni nad Tobą.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *