* * *
Jezus do Gabrieli Bossis:

Kolejna witryna sieci „blog.deon.pl”
* * *
Jezus do Gabrieli Bossis:

Leżę na łóżku, przytulona do poduszki, owinięta aż po uszy ciepłym kocem z wełny.
Za oknem hula wiatr i sypie śnieg, za oknem mróz i szary horyzont, a ja leżę sobie jak jeż zakopany w stertę liści i po prostu odpoczywam.
Wróciłam z pracy, z chrypką i pustym brzuchem, zjadłam obiad, wypiłam kawę, rozwiesiłam pranie, odmówiłam różaniec, przygotowałam lekcje na jutro i dopiero potem – z czystym sumieniem – mogłam wślizgnąć się pod koc.
I nagle się zaczyna.
– Trzeba by jeszcze zmyć podłogę w łazience,
podlać kwiaty,
sprawdzić prace uczniów,
zmienić obrus w kuchni,
zadzwonić do … – nie kończąca się wyliczanka w głowie.
I jeszcze parę lat temu ściągnęłabym się resztką sił z łóżka, wstała i zrobiła to wszystko i jeszcze więcej.
Lecz teraz jestem inna, nauczyłam się czegoś.
– Bądź dla siebie dobra – słyszę inny głos, uśmiecham się, zawijam jeszcze szczelniej, wtulam nos w owczą wełnę i zamykam oczy.

Bądź dla siebie dobra. Daj sobie odpocząć. Świat nie zawali się jeśli natychmiast na stole nie pojawi się świeży obrus, a podłoga w łazience poczeka cierpliwie jeszcze jeden dzień.
Niestety mam za sobą długą historię „nie – bycia dla siebie dobrą”, katowania się i zadręczania, nie odpuszczania sobie na milimetr, twardych zasad egzekwowanych z żelazną konsekwencją, przymuszania się, nie liczenia ze swoją słabością i kruchością.
Wciąż jeszcze to mnie czasami nachodzi. Wyrzuty sumienia, że nie jestem idealna i nie zawsze sobie radzę.
Ale teraz coraz częściej słyszę ten łagodny głos:
„Bądź dla siebie dobra”.
I o dziwo, słucham go:)
Posłuchajcie i wy.
Bądź dla siebie dobra.
Bądź dla siebie dobry.
Od dziś.
Od teraz.
Popatrz na człowieka w lustrze, pogłaskaj swój policzek, popatrz w swoje oczy, uśmiechnij się.
Tyle już przeszedłeś.
Okaż sobie łaskawość.
🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸
Patrzę przed siebie na olbrzymią przestrzeń rozpoczynającego się roku. Jest wielka jak step akermański, tajemnicza i pociągająca, nieodgadniona, bo któż z nas może dołożyć choć jeden dzień, czy jeden włos…
Mimo to, wiem, że ten rok będzie obfitował w znaczące daty, wielkie wydarzenia, słupy milowe i zakręty, za którymi nie wiadomo co dalej.
Bo oto za chwilę kończę 50 lat, później pół wieku wybije także mojemu mężowi, a razem będziemy świętować 25 gody. Nasza najstarsza córka skończy studia, średnia wejdzie w pełnoletniość, zda maturę, prawo jazdy i wybierze studia. To już nasze trzecie dziecko, które wylatuje z rodzinnego gniazda. Potem Julcia wyjdzie za mąż i zacznie nowe życie. Duże zmiany:)
Na horyzoncie rysuje się także prespektywa tego, że po dwudziestu latach stracę pracę. Pewnie już wielu z was domyśliło się, że jestem nauczycielem religii, więc…
Nie, nie boję się ani nie smucę. Jestem pewna, że Bóg mnie nie opuści i że ma plan. Tyle razy w życiu stawałam pod ścianą i wydawało się, że nie ma wyjścia, a potem… nagle okazywało się, że ściana jest jednak bramą do czegoś nowego, większego i piękniejszego.

Podobnie jest z wszystkimi naszymi życiowymi zakrętami. Niektóre są tylko łukami i rysują się przed nami tak łagodnie, że wyraźnie widzimy drogę za nimi. Są jednak i takie, które nagle skręcają pod kątem prostym lub ostrym i zupełnie, ale to zupełnie nie wiadomo co będzie dalej. Wtedy jest lekcja zaufania.
* * *
Gdy myślę o tych wszystkich zmianach, jakie czekają już wkrótce naszą rodzinkę, wiem, że to prawdopodnie jeszcze nie wszystko i że życie zaskoczy nas jeszcze bardziej niż to przewiduję.
A mimo to nie trzęsą się mi nogi i nie analizuję zanadto tego, co ma być.
Ktoś inny lepiej to robi niż ja i lepiej, by to On nadal to robił:)
Ostatnio wyświetlił mi się piękny cytat na instagramie:
„Idź od zakrętu do zakrętu, na każdym zakręcie będzie ci pokazane co dalej. Ale idź! – nie stój!”
(Piotr Roztworowski OSB/EC, Wypatrując Jezusa)
I to zdanie, które stale wisi na naszej lodówce:

Pamiętacie? Spisałam je tak, jak zapamiętałam z filmu pt. „Nędzarz i madame”. Od razu przyznam się, że w rzeczywistości brzmiało nieco inaczej;)
Więc… wszystko przede mną, przed nami, przed Wami.
Pod naszymi stopami droga pełna zakrętów, a przed oczami rok rozległy, piękny i tajemniczy jak stepy akermańskie.
Jedźmy! Ktoś nas woła:)
Sylwester. Za 20 minut północ.
– Czekajcie, czekajcie – przypominam sobie nagle w popłochu – Jeszcze moją modlitwę muszę odmówić przed pólnocą.
– Jaką?
– Tą, co już 7 lat odmawiam, nie mogę jej przerwać.
– Tak 7 lat się modlić? codziennie? – Lalcia wytrzeszcza oczy:)
– A, zresztą ja też codziennie się modlę – przypomina sobie uspokojona.
No fakt:)
* * *
Nie wiem czy kiedykolwiek tu o tym pisałam, ale rzeczywiście chyba od 7 już lat odmawiamy z mężem modlitwę, która zwie się „12-letnia”.
To prosta modlitwa: 7 razy Ojcze nasz i 7 razy Zdrowaś Maryjo. Jeśli odmówi się ją codziennie przez lat 12, uczczone zostaną wszystkie rany Jezusa, jak sam to powiedział kiedyś św. Brygidzie.
A w zamian On obiecuje takiej osobie wiele łask.
Naprawdę wiele. Możecie sobie doczytać:)
Mnie jednak uwiodła jedna obietnica i ona trzyma mnie w wierności tej modlitwie: że ani moje dzieci, ani wnuki, ani potomkowie do czwartego pokolenia … nikt z nich nie zostanie potępiony, czyli – wszyscy trafią do nieba i zostaną świętymi!!!
Bo nie wiem jak Wy, ale ja już kocham nie tylko moje dzieci, ale wnuki, prawnuki, praprawnuki itd. I póki tu jestem, chcę im wybłagać jak najwięcej łask, jak mnie – głęboko w to wierzę – wyprosili je moi przodkowie. A to, co mogę wybłagać największego, to zbawienie, żeby nie zginęło żadne z tych małych.
Dlatego pamiętam codziennie, od siedmiu lat:)

* * *
I druga piękna wiadomość na początek tego roku.
Bardzo bliskie jest mi Medjugorie, choć byłam tam osobiście tylko raz i to dawno, dawno temu.
Staram się jednak śledzić na bieżąco orędzia Maryi z tego miejsca.
Pierwszego dnia tego roku dostałam wiadomość od mojej koleżanki ze Słowacji, że ostatnie objawienie Matki Bożej było wyjątkowo długie i na koniec Maryja poprosiła, by od godziny 15-tej w Nowy Rok modlić się na Wzgórzu Objawień. Połączyłam się więc on line z tym miejscem, ujrzałam las parasoli i tłumy ludzi ukrytych pod nimi przed rzęsistym deszczem. Wszyscy modlili się na różańcu w wielu językach. Przyłączyłam się do tej modlitwy, bo Maryja prosiła byśmy wszyscy modlili się o to, by Jej zamiary i plany mogły się zrealizować.
Nie nasze, ale Jej najlepsze plany dla nas i całego świata, pełne miłości.
Niestety nie mogłam do końca uczestniczyć w tej modlitwie, bo Julcia wraz z narzeczonym zapowiedzieli się z wizytą ( zapraszali nas oficjalnie na ślub i wesele, bo to już w czerwcu:).
Maryja ponownie miała się objawić o godzinie 18- tej tego dnia.
I tak zrobiła.
Według opisu widzącej Marii Matka Boża była wówczas bardzo radosna i szczęśliwa, pobłogosławiła wszystkich , a potem powiedziała:
„Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie i modliliście się w moich intencjach. Nie będziecie tego żałować, ani wy, ani wasze dzieci, ani dzieci waszych dzieci.”
Te słowa są jak plasterek na moje skołatane serce. Żyjemy bowiem w coraz trudniejszych czasach, jest coraz ciemniej wokół, wszyscy jakby poszaleli w amoku, grzech i kłamstwo rozlały się olbrzymim morzem, pochłaniają tysiące spośród nas. Prawdopodobnie będzie jeszcze ciemniej, ale…
Dziś Maryja – Gwiazda Morza, Latarnia prowadząca zbłąkanych, mówi na początku tego roku: nie pożałujecie żeście Mi zaufali, że poszliście za Moim Synem. Nie pożałujecie!!! Wasze dzieci i wnuki doczekają zwycięstwa światła nad ciemnością, prawdy nad kłamstwem, życia nad śmiercią, dobra nad złem.
Nie marzę nawet, że ja tego doczekam, lecz jestem szczęśliwa, że moje dzieci i dzieci moich dzieci będą żyły w innym świecie.
I moje serce rozrywa wdzięczność za tę łaskę, choć widzę tylko jej delikatne widmo na horyzoncie. Niewyraźnie i jak przez mgłę wzmaga się światło. Nadchodzi.
Trudno je jeszcze dostrzec oczami, lecz serce już pała, a ono jest niezawodnym barometrem.
Więc ufajmy i módlmy się, by plany naszej Matki wypełniły się.

* * *
Gorąco polecam Wam też film pt. „Ostatnie wezwanie”, który opowiada o Medjugorie, historii objawień i przyszłości, jaka jest przed nami.
Dwa dni przed Sylwestrem Adaś gra z kolegami całą noc w ping ponga. W nowym budynku, zwanym warsztatem, za stół mając jedną z płyt meblowych i za nic mając – późną godzinę:)
Jedną noc przed Sylwestrem Nusia zakłada czarną suknię, sznur pereł i moje futerko z lat studenckich i udaje się do przyjaciółki na 18-tkę w stylu retro. Zabawa ma trwać aż do rana.
– O, to Laura dziś nóg nie wystawi spod kołdry – mówię do mężulka, gdy na schodach znikają pięty pozostałych w domu obu córek.
– Dlaczego?
– Bo kiedy Hani nie ma w pokoju, Laura boi się wystawić nogi – przekazuję ostatnio zasłyszany od dziatwy news:)
Swoją drogą – dlaczego? Czyżby starsza siostra miała jakiś patent na obronę stóp w razie ewentualnego ataku ewentualnego intruza?
Ale nie dochodzę tej kwestii, bowiem pamiętam jeszcze, jak jako mała dziewczynka wolałam spać na wesalce od ściany, żeby Baba Jaga nie obgryzła mi nóg:) W moim przekonaniu mieszkała pod łóżkiem i żywiła się głównie dziecięcymi nogami. Amelka więc rada nie rada spała od brzegu, ale jej to chyba nie przeszkadzało, bo w jej wyobraźni Baba Jaga nie istniała.
* * *
– Alutka słyszy głosy – szepnęła dwa wieczory przed Sylwestrem Hania, patrząc znacząco na sufit, nad którym znajduje się pokój Ali.
– Co? – zdumiałam się.
– Słyszy głosy – powtórzyła znów szeptem córka.
I gdy już w mojej wyobraźni rysowała się wizja wizyty u psychiatry, nagle mnie olśniło…
– A, suszy włosy!!!? – wykrzyknęłam słysząc stłumiony warkot suszarki.
– A ty co myślalaś? – śmieje się Nusia.
– Że Alutka słyszy głosy – chichoczę.
No i wizja psychiatry rozwiała się, ale czas pomyśleć o wizycie u laryngologa. Mojej:) Zdecydowanie za dużo hałasu źle mi robi na uszy.
* * *
Dwa dni przed Sylwestrem Lalcia – ku niememu zdumieniu rodziny – wyciągnęła z półki tom pierwszy Muminków i – zawinięta w biały puchaty kocyk – przeczytała go od deski do deski. Jeden dzień przed Sylwestrem przyniosła tom drugi i przeczytała go do połowy. W tenże sam kocyk zawinięta, z nogami prawie pod choinką.
Czyżby wydarzył się cud prawie – noworoczny i przez rwącą rzekę genów zostały raz na zawsze zerwane tamy niechęci do czytania?
Nie tracimy nadziei:)
* * *
Chłopaki ciężko pracują zarówno jeden, jak i dwa i trzy dni przed Sylwestrem. Gdyby mogli, pracowaliby także w dniu sylwestrowym, ale w tym roku popadł w niedzielę;)
My zaś a to gotujemy, a to pieczemy, chleb na zakwasie co dwa dni robimy, sprzątamy, pierzemy, igliwie spod choinki odkurzamy, bo sypie się nam w tym roku drzewko jak nigdy. Filmy, książki, zakupy, odwiedziny gości i wyjazdy w odwiedziny.

Kręci się nasz wesoły kołowrotek aż do ostatniej sekundy 2023 roku, furkocze aż w oczach się kręci.
Bo dla życia nie ma dat, ani godzin, miesięcy, granic. Raz wypuszczone ze źródła, płynie sobie nieskrępowanie jak strumyk, pokonując kolejne umowne granice, przepływając pod mostkami, kładkami, mijając niefrasobliwie nasze kamienie milowe, szeleści wydarzeniami jak dzieci rozwijające cukierki z choinki.

Niech takie będzie. Właśnie takie. To życie.
Trochę nieokiełznane, przebogate i płynące zawsze ku swojemu celowi, ku morzu.
Niech przepłynie wszystkie kwietne łąki i pustynie, góry i doliny, słoneczne dni i ciemne noce, jakie nas spotkają w kolejnym roku.
Tego Wam i sobie życzę❤️
I pamiętajcie, że wszyscy jesteśmy bogaci.
Te perły i futerko, w które ubrała się Hania są sztuczne, ale jej przyjaciółka dostała z okazji urodzin sznur prawdziwych pereł.
Nieważne jednak czy mamy naszyjnik prawdziwy czy z tombaku, bo nie na tym polega nasze bogactwo. Umieć dostrzegać najmniejsze dobro, piękno i prawdę – to zdolność ludzi naprawdę bogatych.

I takimi bądźcie:)
Dziś dzień kolędowy, czyli od rana czekamy na księdza. Wiadomo, że idzie od pierwszego domu od lasu, więc łatwo obliczyć naprędce, że nim dotrze do nas mieszkających obok kolejnego zagajnika – przy najlepszych wiatrach – zajmnie mu to co najmniej godzinę.
Więc spokojnie piję herbatę, potem pijemy razem kawę, niespiesznie zgarniam ze stołu, który od wigilii stoi w salonie (wciąż ubrany odświętnie i z adwentowym wieńcem) kubeczki, szklanki i talerzyki pozostawione przez ucztujące stadko wczoraj wieczorem. Potem wyjmuję dwa złote świeczniki, nieco nadpalone białe świeczki i starą, jeszcze po Babci Niebieskiej pasyjkę. Do małego talerzyka wlewam odrobinę święconej wody ( przez chwilę tylko się zastanawiam czy w tej butelce aby napewno jest święcona, a nie woda egzorcyzmowana czy np.cudowna z Gietrzwałdu przywieziona mi przez Bellę – można się pogubić:) i układam obok małe kropidełko splecione z jasnych wiórków.
Od dziecka fascynowało mnie kropidło, uwielbiałam je wyjmować z takiej specjalnej szafki w domu i dotykać. Było w nim coś nieziemskiego, magnetycznego. Tamto, z mojego domu rodzinnego było już pociemniałe od wielokrotnego kontaktu z wodą, nasze jest jeszcze zupełnie młodym kropidełkiem, jasnym i niemal dziewiczym.
Układam to wszystko, ustawiam, okruszki ze stołu zgarniam. Stare angielskie kolędy robią za tło moim poczynaniom, słońce zakrada się przez duże okna kuchni i salonu, a w międzyczasie sobie z mężem poranną pogawędkę ucinamy. Jest spokojny poranek, ani ja ani on nie musimy się spieszyć do pracy, a i dzieci nie budzimy z nadmiernym wyprzedzeniem. Niech się wyśpią.
W końcu jednak czas najwyższy, więc mężulek wspina się na poddasze i podejmuje pierwszą próbę reanimacji towarzystwa.
Próba jest tylko częściowo skuteczna, bo po pewnym czasie słyszymy szuranie na schodach i schodzi 1/4 naszego potomstwa, czyli Nusia.
Trzeba odczekać jeszcze kolejną dłuższą chwilę nim szuranie się ponowi i oto w kuchni pojawia się Alusia.
– Czy budziłaś może Laurę? – tata jest ciekawy.
– Tak – odpowiada szybko najstarsza latorośl – Budziłam, ale pocałunek prawdziwej miłości nie zadziałał. – wyłuszcza szczegóły operacji.
🙂
Niestety, na Lalcię nie działa ani ww.pocałunek, ani kolejne apele rodzicielskie. Ona musi sama dojrzeć do tak brzemiennej w skutki decyzji „wstać czy jeszcze pospać?” i to w czasie ferii świątecznych.
Zresztą, do wszystkich innych rzeczy też dojrzewa powoli i z rozmysłem;)
Ostatecznie udaje się i wszyscy „zdanżają” rychło w czas. – jak mówiła moja druga babcia.
Ale chyba tylko dlatego „zdanżają” , że tym razem po naszej wsi chodzi ksiądz flegmatyk, więc dotarcie do nas zajęło mu ostatecznie ponad dwie godziny:)
W tamtym na przykład roku był u nas pędziwiatr, który biegał aż mu sutanna furkotała, a na koniec przesiadł się na pożyczonego quada i resztę kolędy dokończył w tempie błyskawicy.
🙂

Tak czy owak nie przeraża nas fakt kolędy, ani nie peszy. Lubię ten zwyczaj, choć przecież – za sprawą Ksawerego – wizytę duszpasterską mamy co najmniej kilkadziesiąt razy w roku. A o Bogu i wierze rozmawia się w naszym domu naprawdę nie tylko od wielkiego dzwonu.
Możnaby zastanowić się głębiej nad formatem takiej wizyty. Czy ma być szybko i oględnie, czy powoli, z namysłem i dogłębnie? W tym właśnie czasie, czy rozłożona na cały rok? Czemu ma służyć? Co ze sobą nieść?
I wszystko – jak zawsze – zależy od człowieka. Od kapłana i od tych, którzy go przyjmują.
Przysłowie „gość w dom, Bóg w dom” w przypadku wizyty księdza przestaje być przenośnią literacką. Gdybyśmy o tym pamiętali z tej jednej i tej drugiej strony, może dotarlibyśmy do najgłębszego sensu kolędy.
Każdy z nas jest „Christo foros – niosący Chrystusa” i „Christo fora – niosącą Chrystusa”, lecz w sposób najdoskonalszy możliwy na tej ziemi jest nim kapłan – „Alter Christus – drugi Chrystus”.
O ileż łatwiej byłoby, gdybyśmy takim go widzieli, o ileż łatwiej, gdyby on był na tyle transparentny, by nie zasłaniać sobą Chrystusa.
Ale wciąż żyjemy na tej niedoskonałej ziemi. Są księża flegmatycy, jąkały, pędziwiatry, budowlańcy, menagerowie, nerwusy, a my nie umiemy przebić się przez tę ciężką powłokę zewnętrzną i ujrzeć w nich Tego, Który przychodzi.
Więc takie spotkania kolędowe są wprost proporcjonalne do naszej niedoskonałości.
Ale dobrze , że są; tak jak dobrze jest, że i my jesteśmy:)

Czasami słyszę jak ktoś z pewną rezygnacją w głosie wygłasza zdanie: „Święta, święta i po świętach.”
Trochę to brzmi jak to słynne „a myśmy się spodziewali…” zawiedzionych uczniów idących ( uciekających?) do Emaus po śmierci (porażce?) Jezusa.
Bo obiecujemy sobie tak wiele, tyle zachodu wkładamy, tak się przygotujemy, a tu…fiasko. Przeminęło z wiatrem i nic nie zostało.
Czego spodziewamy się po świętach?
Że ich komercyjnie reklamowana magia odmieni nasz los? wyleczy depresję czy brak spełnienia? naprawi nadwątlone relacje? w końcu nas samych zmieni na lepszych, mądrzejszych, piękniejszych?
A może tylko marzyliśmy, że w święta odpoczniemy, wyśpimy się na zapas, najemy za wszystkie czasy, nadrobimy zaległości? I też nic z tego nie wyszło.

Trochę nieadekwatne są nasze oczekiwania i stąd zawód i gorycz, jakie wynosimy po tych kilku dniach.
Podobnie jak nieadekwatne do rzeczywistości są słowa „i żyli długo i szczęśliwe” wygłaszane przez lektora na końcu każdej bajki.
Nasze życie nie jest bajką i nic w nim nie dzieje się za sprawą magii lub nie zmienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Rzeczy wielkie i spektakularne zdarzają się parę razy na całe życie lub nigdy. A i te, które się wydarzają, w niczym nie przypominają filmowych zwrotów akcji lub opowieści tysiąca i jednej nocy.
* * *
Jest jednak metoda, by życie stało się nieustannym cudem i przynosiło radość niemal co dzień.
Nauczyć się zauważyć drobne rzeczy, gesty, uśmiechy, malutnie podarunki podobne kroplom deszczu stale nawadniającym ziemię. Niektórzy mają problem z ich dostrzeżeniem lub zapamiętaniem, ale i tu jest dobra metoda. Zeszyt wdzięczności:)
Ja na co dzień nie mam problemu z dostrzeganiem drobinek dobra, ale podczas choroby mojego męża, gdy noc była naprawdę ciemna, taki notes bardzo mi pomagał. Zapisywałam w nim wszystkie łaski i każdą dobroć okazaną nam przez Boga i ludzi, nawet najmniejszy przebłysk światła. Potem czytałam to po wielokroć w najtrudniejszych chwilach. Podobne to jest do dmuchania na ostatnią iskrę w popiele. Wskrzeszasz ogień.
A kiedy już się zacznie, trudno powstrzymać lawinę i spisać wszystko.

Co więc zapisałabym w rozdziale pt. Boże Narodzenie 2023?
Śmiech podczas dekorowania pierników, które z roku na rok wychodzą nam coraz bardziej szalone,
nową umiejętność składania pięknych gwiazd z kartek starej książki, a przy tym wspaniały wieczór spędzony z moimi córkami,
wigilię w szkole i jej nastrój znowu – po latach – pełen serdeczności,
popołudnie, gdy zrobilyśmy sobie babski raj, przyjechała Kora i Julcia i bawiłyśmy się wszystkie, robiąc sobie hybrydy,
wigilijna spowiedź u ks. Jana,
śnieżek, który w pewnym momencie polukrował cały już nieco przybrudzony świat,
aniołka makramę – podarunek od uczennicy – który powieszony nad grzejnikiem pachnie na cały pokój,
nowe piękne lampki w ciepłym białym kolorze, które jak krople rosy obsiadły naszą choinkę,
to, że udało się zdążyć i kurier na czas dowiózł prezent dla mojego rodzeństwa – stemple z ex librisami,
że starszym siostrom udało się namówić Lalcię, by odstąpiła od tradycyjnej czarnej bluzy i ubrała się na wigilię w liliową koszulę,
że mężulek mógł odpocząć i zregenerować nadwątlony kręgosłup po ostatnich ciężkich tygodniach pracy,
że tuż przed świętami otrzymaliśmy ostateczną diagnozę mojego szwagra, że jednak nie ma raka trzustki, którego podejrzewano,
że udało się zmieścić małą choinkę z naszego podwórka w pokoju Kory i sprawić jej tym radość,
i śmieszne chwile przy związywaniu tejże choinki sznukiem i ładowaniu jej na auto,
pięknie przebranych kolędników, którzy wczoraj odwiedzili nasz dom,
wszystkie miłe słowa wysłane do nas na tysiące sposobów przez tak wielu życzliwych ludzi,
zakwas, dzięki któremu znowu mogłam upiec świeży chleb na święta,
spotkanie przy stole w domu rodzinnym, rozmowy, przekomarzanki, śmiech i nowe farby, które dostałam od Maksa,
to, że nasi przyjaciele z Ukrainy po raz pierwszy obchodzili wigilię 24 grudnia,
nowe płyty, dzięki którym nasz dom jeszcze bardziej wypełnił się muzyką,
że po ośmiu tygodniach choroby, przestaję kaszleć,
wiatr, który huczy w kominie, deszcz i przebłyski słońca, fiołka, który akurat na święta rozkwił na różowo, że makowiec z kratką pieczony bez przepisu wyszedł bardzo smaczny, dom pełen gwaru, bo znowu jesteśmy wszyscy razem …
I można tak bez końca:)
Gdy zaczniesz to sobie przypominać, nigdy nie wygłosisz złamanym głosem: „a myśmy się spodziewali”.
Nie spodziewaj się. Zauważ to, co masz.

Niedługo nowy, zupełnie świeży rok. Może warto kupić sobie notesik albo nawet zeszyt i zacząć zapisywać wieczorami małe cuda minionego dnia, wszystkie te miłe chwile zaskakujące nas tyle razy jak świerszcze strzelające spod stóp, gdy idziemy łąką.
Są tak małe, że można je przeoczyć, ale dostrzeżone, potrafią życie uczynić niezapomnianą przygodą.
Wtedy – nieważne na co dzień czy od święta – będziemy pełni pogody ducha.
Za nami cały dzień wypełniony przygotowaniami. Sprzątaniem, gotowaniem, praniem, pieczeniem, krojeniem, dekorowaniem, ostatnimi zakupami. W międzyczasie różaniec, a na koniec kolejny dzień nowenny.
Ten ostatni dzień jest jak alegoria naszego życia pełnego zabiegania za sprawami małymi i większymi, przyziemnymi i tymi wyższymi. I alegorią jest ten śnieg, który nagle zaczął prószyć i wirować platkami w powietrzu aż polukrował na biało szarą przestrzeń wokół. I chciałoby się, patrząc na biały świat zacytować: „choćby wasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją…”
Bo nie ma takiego zabiegania, które nie znalazłoby odpoczynku, takiego błota, którego nie zdołałby wybielić śnieg, takiego grzechu, którego Bóg nie ogarnąłby swoim miłosierdziem, takiej ciemności, której nie rozdarłoby jak zasłony światło.
„Była światłość prawdziwa, która ogrania każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.” (J1, 9)
Wiedzieliście o tym? Że już w momencie waszego narodzenia, zostaliście otoczeni światłością Boga.
I nie ważne w jakiej rodzinie się poczęliście, czy w szopie czy w pałacu, czy byliście chciani czy niechciani przez rodziców, czy ile ciemnych nocy przeszliście aż do dziś – światło Boga i Jego miłość nigdy nie odstępuje od Was i nie odstąpi.
✨✨✨✨✨✨✨
„Światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” – uwierzmy w to jeszcze raz, choć za oknem noc i zimny wicher wieje. Widzieliśmy już w życiu tyle czarnych nocy, lecz widzieliśmy tyleż samo pięknych jasnych poranków.

Tego Wam i sobie życzę w tę ostatnią noc przed wigilią: niezachwianej wiary w światło i nieugaszonej pewności, że jesteśmy w jego samym środku.
Błogosławionych Świąt kochani 🌟🌟🌟🌟🌟✨
Dziś szósty dzień nowenny ze starej kantyczki.
Czas biegnie wytrwale ku swemu celowi. Nie ogląda się, nie zastanawia, nie waha. Biegnie jak świetlista strzała ku Bogu.
Tylko my ludzie, o ścieżkach splątanych jak węzły gordyjskie, przewracamy się raz po raz, zawracamy, latami całymi biegniemy w przeciwną stronę, dziwiąc się, że nic się nie przybliża, nic nie rozwiązuje i że taka pustka w sercu.
Światłość tak blisko, na wyciągnięcie ręki, a my taplamy się w ciemności jak w gęstym błocie i nie widzimy już ani grama światła, czystości, prawdy.
O, przyjdź! Wyprowadź więźniów z ciemnego więzienia, do którego sami weszli.
O, przyjdź! wskaż drogę błądzącym.
O, przyjdź! Oczyść nasze oczy, ręce i serca.
O, przyjdź Jasności odwieczna, Drogo, Prawdo i Życie.
Odmień losy nasze i świata całego, gdyż poszaleliśmy wszyscy i nasz obłęd niesie nas na skraj przepaści.
Przyjdź Pasterzu i ręką miłującą zawróć swoje stada z dróg wiodących ku zgubie.
Nie zwlekaj🙏

Nie, nie jesteś poobijaną małą figurką z gipsu, jakby chcieli niektórzy, nie jesteś wytworem czyjejś bujnej wyobraźni ani urojeniem chorego umysłu. Nie można Cię wyrzucić, kiedy się znudzisz, na śmietnik historii, ani wymazać Twego Imienia z kronik, wykasować Cię z naszego życia.
Tyś Bóg Mocny i Wszech-mogący. Jesteś dużo większy od naszego zagubienia, jesteś ponad naszym szaleństwem, jesteś lekarstwem na naszą głupotę i miłosierdziem na nasz grzech.
Przyjdź!!!
Noc jest jak atrament.
Kiedyś niektórym z Was spodobała się moja bardzo intensywnie niebieska sukienka. Niestety nie mogłam Wam podać żadnych namiarów gdzie można kupić coś podobnego.
A tu dziś… znalazłam cudną i bardzo podobną do mojej sukienkę o nazwie Atencja. Nie jest tania, ale ma tę przewagę nad moją sukienką, że posiada wpuszczane w szew kieszenie. Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie lubię kieszenie w sukienkach:)
Zresztą, same popatrzcie…
A jeśli przypadkiem macie niedługo urodziny, imieniny lub inne święto, to może zamarzcie ją sobie na prezent:)
Są też inne kolory Atencji;)
To tak króciutko dziś. Żeby Wam dodać koloru do tych szarości:)