Patrzę przed siebie na olbrzymią przestrzeń rozpoczynającego się roku. Jest wielka jak step akermański, tajemnicza i pociągająca, nieodgadniona, bo któż z nas może dołożyć choć jeden dzień, czy jeden włos…
Mimo to, wiem, że ten rok będzie obfitował w znaczące daty, wielkie wydarzenia, słupy milowe i zakręty, za którymi nie wiadomo co dalej.
Bo oto za chwilę kończę 50 lat, później pół wieku wybije także mojemu mężowi, a razem będziemy świętować 25 gody. Nasza najstarsza córka skończy studia, średnia wejdzie w pełnoletniość, zda maturę, prawo jazdy i wybierze studia. To już nasze trzecie dziecko, które wylatuje z rodzinnego gniazda. Potem Julcia wyjdzie za mąż i zacznie nowe życie. Duże zmiany:)
Na horyzoncie rysuje się także prespektywa tego, że po dwudziestu latach stracę pracę. Pewnie już wielu z was domyśliło się, że jestem nauczycielem religii, więc…
Nie, nie boję się ani nie smucę. Jestem pewna, że Bóg mnie nie opuści i że ma plan. Tyle razy w życiu stawałam pod ścianą i wydawało się, że nie ma wyjścia, a potem… nagle okazywało się, że ściana jest jednak bramą do czegoś nowego, większego i piękniejszego.

Podobnie jest z wszystkimi naszymi życiowymi zakrętami. Niektóre są tylko łukami i rysują się przed nami tak łagodnie, że wyraźnie widzimy drogę za nimi. Są jednak i takie, które nagle skręcają pod kątem prostym lub ostrym i zupełnie, ale to zupełnie nie wiadomo co będzie dalej. Wtedy jest lekcja zaufania.
* * *
Gdy myślę o tych wszystkich zmianach, jakie czekają już wkrótce naszą rodzinkę, wiem, że to prawdopodnie jeszcze nie wszystko i że życie zaskoczy nas jeszcze bardziej niż to przewiduję.
A mimo to nie trzęsą się mi nogi i nie analizuję zanadto tego, co ma być.
Ktoś inny lepiej to robi niż ja i lepiej, by to On nadal to robił:)
Ostatnio wyświetlił mi się piękny cytat na instagramie:
„Idź od zakrętu do zakrętu, na każdym zakręcie będzie ci pokazane co dalej. Ale idź! – nie stój!”
(Piotr Roztworowski OSB/EC, Wypatrując Jezusa)
I to zdanie, które stale wisi na naszej lodówce:

Pamiętacie? Spisałam je tak, jak zapamiętałam z filmu pt. „Nędzarz i madame”. Od razu przyznam się, że w rzeczywistości brzmiało nieco inaczej;)
Więc… wszystko przede mną, przed nami, przed Wami.
Pod naszymi stopami droga pełna zakrętów, a przed oczami rok rozległy, piękny i tajemniczy jak stepy akermańskie.
Jedźmy! Ktoś nas woła:)

A wiesz, mam tak podobne przemyślenia w tym roku (tak dla odmiany ;))… Mimo że ja dopiero za rok skończę 40, a mąż skończył rok temu, więc rocznikowo rewolucji nie ma. Ale za to minie nam 15 lat od ślubu, a ja oznaczając daty urodzin dzieci w kalendarzu musiałam tym razem napisać, ile które kończy lat – bo nie mogę uwierzyć, że są już takie „stare”, nawet nasza najmłodsza trzylatka. Czas leci, Pan Bóg daje nowe przygody, nie zawsze miłe, ale zawsze potrzebne… I tak pięknie jest pomyśleć, ile dobrego jeszcze przed nami i ile łez szczęścia wylejemy 🙂
Uściski! Niech to będzie dla Was dobry rok i obfitujący w Jego łaski!
Dziękuję Riv😘 I dla Ciebie i Twoich.
Och, jesteś jeszcze taka młoda. Jak byłam w Twoim wieku…😜
Dobrze, że życie się zmienia i że czasem wymusza na nas zmiany. Choć może powinnam napisać: Bóg, bo to On nas prowadzi. Czasem idziemy chętnie, czasem mniej, ale ostatecznie na końcu okazuje się, że Jego pomysły były najlepsze.
Stare dzieci? Stara trzylatka?:)
Jeszcze naprawdę dużo przed Tobą:)
I niech to przed Tobą będzie najlepsze z możliwych🌸
Uśmiałam się 🙂
Stara trzylatka – nie wiem, czy też tak miałaś (masz?), że na tą najmłodszą się inaczej patrzyło? I było zdziwienie, że ona rośnie? 😀 Bo że nasz najstarszy skończy w tym roku 14 lat, to też szokujące, ale jakby mniej.
Oj dużo jeszcze przed nami… o ile dożyjemy 😛 Na myśl o wyfruwaniu dzieci z rodzinnego gniazda robi mi się dziwnie. Znaczy, fajnie by było tego doczekać, ale jednak to świadczy o tym, że czas płynie bardzo szybko. Ani się obejrzymy, a przeskoczymy na drugą stronę.
Uściski!
Tak, z najmłodszym jest inaczej, ale w tym sensie, że wszystko zaczyna wcześniej niż rodzeństwo w jego wieku. Malowanie rzęs, picie capuccino, samodzielne smażenie jajecznicy, wychodzenie z koleżankami do sklepu, oglądanie komedii romantycznych, posiadanie telefonu. Lalcia robi to zdecydowanie wcześniej niż Ala czy Adaś:) I oni czasem się o to oburzają;)
Mój Tata już się jakoś oswoił z tym, że jego córeczka oraz nabyty synek (czyli zięć) są po pięćdziesiątce… też mu to szybko zleciało.
Pamiętam jak mój tata przeraził się kiedyś, że ja już nam 21lat😁
Mojej 50ki nie dożył. Umarł, gdy miał 53 lata i jakoś mi dziwnie, gdy pomyślę, że za chwilę ja będę miała tyle.
Z pracą będzie dobrze, na pewno:) Nie ma teraz problemu z etatami. To może być ciekawa przygoda:) I zazdroszvze Ci przekonania, ze wszystko, co nas spotkało ma sens. Ja tego nie czuję. Mam takich ludzi na swojej drodze, ze dali głownie chaos i smutek. Wcale sie tym nie przejmują.Nie widze w tym sensu. Wdlg mnie to nie idzie od Boga, tylko od szatana. Zlo to zło. Trzeba to przetrwać, jak np wojne. A mnie zaczyna brakować sił i motywacji. Moze i kiedys zobacze w tym sens, ale taki z goryczą. Za dużo zmarnowanych szans. Przepraszam za takie smutne myśli, ale mam nadzieje, ze mnie zrozumiesz
U nas kochana z etatami jest problem, a nie spakuję domu i nie przeniosę się do Warszawy:(
Ale ufam, że Bóg mnie nie opuści i że rzeczywiscie czeka mnie jeszcze niejedna przygoda:)
Też takich ludzi spotykam. Ścieram się z nimi, szlifują boleśnie. Lecz mimo to staram się pytać: dlaczego stanęli na mojej drodze? co mi to mówi? czego uczy? do czego przygotowuje? Zło jest złem, niegodziwość niegodziwością, rana raną, ale czasem Bóg to dopuszcza w moim życiu, więc zadaję pytania i drążę.
I zamawiam za nich msze wieczyste, żeby pomóc i sobie i im.
Rozumiem Cię kochana. Tridny czas w Twoim życiu. Napisz do mnie.