Leżę na łóżku, przytulona do poduszki, owinięta aż po uszy ciepłym kocem z wełny.
Za oknem hula wiatr i sypie śnieg, za oknem mróz i szary horyzont, a ja leżę sobie jak jeż zakopany w stertę liści i po prostu odpoczywam.
Wróciłam z pracy, z chrypką i pustym brzuchem, zjadłam obiad, wypiłam kawę, rozwiesiłam pranie, odmówiłam różaniec, przygotowałam lekcje na jutro i dopiero potem – z czystym sumieniem – mogłam wślizgnąć się pod koc.
I nagle się zaczyna.
– Trzeba by jeszcze zmyć podłogę w łazience,
podlać kwiaty,
sprawdzić prace uczniów,
zmienić obrus w kuchni,
zadzwonić do … – nie kończąca się wyliczanka w głowie.
I jeszcze parę lat temu ściągnęłabym się resztką sił z łóżka, wstała i zrobiła to wszystko i jeszcze więcej.
Lecz teraz jestem inna, nauczyłam się czegoś.
– Bądź dla siebie dobra – słyszę inny głos, uśmiecham się, zawijam jeszcze szczelniej, wtulam nos w owczą wełnę i zamykam oczy.

Bądź dla siebie dobra. Daj sobie odpocząć. Świat nie zawali się jeśli natychmiast na stole nie pojawi się świeży obrus, a podłoga w łazience poczeka cierpliwie jeszcze jeden dzień.
Niestety mam za sobą długą historię „nie – bycia dla siebie dobrą”, katowania się i zadręczania, nie odpuszczania sobie na milimetr, twardych zasad egzekwowanych z żelazną konsekwencją, przymuszania się, nie liczenia ze swoją słabością i kruchością.
Wciąż jeszcze to mnie czasami nachodzi. Wyrzuty sumienia, że nie jestem idealna i nie zawsze sobie radzę.
Ale teraz coraz częściej słyszę ten łagodny głos:
„Bądź dla siebie dobra”.
I o dziwo, słucham go:)
Posłuchajcie i wy.
Bądź dla siebie dobra.
Bądź dla siebie dobry.
Od dziś.
Od teraz.
Popatrz na człowieka w lustrze, pogłaskaj swój policzek, popatrz w swoje oczy, uśmiechnij się.
Tyle już przeszedłeś.
Okaż sobie łaskawość.
🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Staram się być dla siebie dobra. Wiele rzeczy własnie ograniczyłam, żeby zmniejszyć sobie pracy i móc w spokoju się pomodlić lub poczytać. Już nie chcę i nie muszę być dla siebie surowa. Nauczyłam się odpuszczać 🙂
Zobacz jak długo musimy się uczyć takich rzeczy:)
Muszę jeszcze nauczyć tego mojego męża, ale to twardy orzech do zgryzienia;)
Kasiu, nawet nie wiesz jak bardzo potrzebowałam przeczytać… Jak często nie jestem dla siebie dobra…
Cieszę się, że to napisałam. Teraz postarasz się być lepsza dla siebie, prawda? 🙂
Trudno jest być dobrym dla innych, jeśli nie jest się dobrym dla siebie.
W tym zakresie mam problem z toksycznymi ludźmi. Nigdy nie wiem, na ile powinnam sie przełamać dla nich. Starałam sie przekraczac swoje granice komfortu, aby bylo dobrze, ale to do niczego nie prowadzi. Tamtym – jak zawsze-jest za mało, a mnie dopada w efekcie przygnębienie. Tu chyba nie ma wyjścia:( A na dodatek niektórzy księża maja na to takie rady, że ręce opadają. Jesli chodzi o reszte , to nie mam problemu. Aż za często,niestety, mysle o sobie
Czasem, jeśli to mozliwe, trzeba z takimi ludźmi się rozstać. W akcie samoobrony.
Mam ten sam problem, co Mama trójeczki. Jeśli przez kilkanaście (w przypadku jednej osoby) lub dwadzieścia kilka lat (w przypadku innej) nie udało się komuś sensownie pomóc, choć się (zapewne nieumiejętnie) starałam, a każdą rozmowę z tymi osobami (na szczęście dla mnie – nieczęstą) odchorowuję? Żal mi tych kobiet (bo o kobiety chodzi), ale coraz trudniej mi słuchać wypowiedzi, w których jest nieustanna pretensja do świata i lawina błota spadająca na niemal wszystkich. Jednej z nich nie tak dawno wreszcie o tym powiedziałam. A i tak chwilami mnie to gryzie.