po spacerze

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



Jeśli zobaczycie
wyrysowane na śniegu motylki, kotki, pieski, pszczółki i "bidzinki" to wiedzcie,
że tędy przechodziła Rut. Z mężem i z synkiem i z najmłodszą z córeczek.

Śnieg miał
konsystencję siekanego styropianu, powietrze pachniało mrozem, a gwiazdom lśnić
pomagały sznury kolorowych lampek. Święta Agnieszka z kapliczki stała zadumana
z barankiem u spódnicy.

Znów
mamy śnieg. Przyklei się nam do rzęs i snów.

 

Nieg, nieg

Taki jeśt.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Tatuś Muminka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Czytam
„Tatusia Muminka i morze”.

Po raz
któryś tam w życiu.

Aura
sprzyja właśnie tej części cyklu. Szare niebo, mało słońca, skulone kawki na
dachach, dym z komina snujący się jak struga mleka po nocnym niebie, księżyc
powoli znikający po pełni.

Czytam,
ołówkiem podkreślam to co mnie najbardziej porusza, zadziwia lub co sunie po
torach zbliżonych do moich myśli i uczuć.

Zadziwia
mnie przenikliwość alegorii spisanych w tej opowiastce dla dzieci. Alegorii
życia, losu, natury męskiej i kobiecej, pracy, marzeń, swego miejsca na ziemi,
piękna, rozczarowania, samodzielności, samotności, obłędu, a nawet ludobójstwa.

Czytam
to po raz kolejny, sięgnęłam jeszcze głębiej niż poprzednio, lecz mrowienie w
okolicach kręgosłupa podpowiada, że daleko jeszcze do dna. Albo, że może dna
wcale nie ma. Że to tylko kwestia mojej dojrzałości, mego wysiłku, mej
wrażliwości by schodzić wciąż w dół nieskończenie i odkrywać prawdy uniwersalne
i przez to niewyczerpywalne dla mego umysłu maleńkiego jak ziarnko piasku na
brzegu morza.

Dokładnie
tak jak myślał Tatuś o czarnym jeziorku znalezionym na wyspie. Że kryje w sobie
wiele skarbów i  że nie ma dna, bo gdzieś
tam w swej niezgłębionej głębinie łączy się z morzem, z oceanem.

Nieustająca
inspiracja i poszukiwanie.

I choć
powiązał wszystkie sznury, liny i nitki jakie posiadał, były miejsca, gdzie nie
sięgał dna.

Każdy z
nas jest takim jeziorkiem. Nie starczy życia, by myślą sięgnąć dna. Czasu nie
stanie, by wszystkie skarby wydobyć.

Każdy z
nas połączony pępowiną z olbrzymim oceanem.

 

Tak
więc siedzę jak Tatuś Muminka i pukam ołówkiem w okładkę książki. Gdybym miała
ogon, mrowiłby mnie teraz.

Ale go
nie mam, więc mróweczki emocji wędrują wzdłuż kręgosłupa.



Zawsze się pojawiają, gdy ocieram się o głębię.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

groch z kapustą


Jadłam tylko raz w życiu. Na wigilii u teściów. Nie byłam zachwycona tym daniem, a tymczasem zaserwuję je tutaj.
Bo tylko tak można zbiorczo określić to co teraz nastąpi.

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Rozmówka
Sylwestrowa.

 

Laucia:
Maś komulke?

Tata:
Mam.

Laucia:
Maś komulke?

Tata:
Mam.

Laucia:
Daś?

Tata:
Nie.

Laucia:
PLOOOOSIE!!! – głosem bardziej miodnym niż ciasto na pierniki i spod
trzepiących jak motyle rzęs.

 

I……………….już
tatusia ma w kieszeni.

 

Komórkę
też:)

 

 *** ***

 

Mama
ostrzy kredki, bo nosy im się starły od ciężkiej pracy.


Proszę, spróbuj – podaje pochylonej nad kartką najmłodszej latorośli silnie
uzdolnionej plastycznie.

Artystka
tymczasem chwyta kredkę i …

– Am –
wkłada do buzi.

 

Spróbować
to spróbować:)

 

 *** ***

 

Laura
układa klocki i nuci piosenkę własnej kompozycji:

 

Nieg, nieg

Taki jeśt

 

Jaki
dokładnie jest ten śnieg z pieśni się nie dowiadujemy.

Grunt,
że jest.

To
znaczy BYŁ.

Przed
świętami:)

 

 *** ***

 

Mama
nakłada pastę na szczoteczkę niuni.


Ooooo!!! – wpada w niekłamany zachwyt właścicielka zębów mlecznych – Oooo!!!
Blawo!!! Paśte nałoziłaś siama. Udało!!!!

 

Tak
mniej więcej komplementujemy niunię dzień w dzień po każdym drobnym wyczynie.
Głównie chodzi nam o efekt budowania poczucia jej samodzielności, a tymczasem
skutki przerosły nasze oczekiwania.

Ale…
tak też jest fajnie.

Nikt
nigdy mnie nie pochwalił, że tak ładnie nakładam pastę:)

Ba,
nikt nawet nie zwrócił uwagi na ten mój niepodważalny talent.

 

 *** ***

 

      Dusiek i Nusia toczą kolejną wojnę o nic.

Tata
nie zdzierża w końcu i podsumowuje z gorzką ironią:

– Ależ
wy się lubicie. Jak Żyd z Palestyńczykiem.

Każda
okazja jest dobra, by edukować dzieci geopolitycznie.

*** ***
A na przystawkę: wątróbka:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Ustalamy
co jutro na obiad.

W tym
celu z lodówki zostaje odczepiona lista o szumnym tytule: Ulubione dania i odczytana uroczyście przez mężulka.

Po
rosołach, sosach, naleśnikach, plackach, kotletach i kurczakach dochodzimy do
wątróbki.

– Może
wątróbka? – sugeruje lektor zerkając znad kartki.

– Tak,
tak!!! – skanduje entuzjatycznie zebrana dziatwa.


Wońtróbka, wońtrópka!!! – sypią się zdrobnienia i przeinaczenia ulubione w tej
rodzinie.

 


Wońtrupka może być. – zgadza się Rutka, po czym nagle – w przypływie zdrowego
rozsądku zatyka sobie usta dłonią  i zza niej cedzi:

– Woń
trupka?

– No
właśnie, też mi się skojarzyło. – wykrzywia się lektor domowy.

 

Oj, to
może nie wątróbka.

 

 Mawiają ludzie, że skojarzenia to przekleństwo.

 

I mają
rację:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

garniec pełen…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Czego życzyć człowiekowi, który już wszystko ma… – zaczęła życzenia.

Kora
stała przed Rut i miętosiła biały opłatek w dłoni. – Czego ci życzyć jak już
wszystko masz? – powtórzyła o dekadę młodsza siostra. Siostra – obiecujący
menager w międzynarodowej firmie, po świecie oblatana, w hotelach
pięciogwiazdkowych kwaterowana, nigdy nie przeżywająca dylematu: paliwo do auta
czy kozaki dla córki.

Rut
przebiegły przez głowę znaki zapytania. Odbijały się na zakulonych ogonkach i
zaglądały w zakamarki myśli.


Czy ja mam wszystko? Ostatnio tyle rzeczy mi doskwierało, tyle straszyło po
nocach,  tyle braków zakłuło w samo
serce. Zaogniły się stare rany. Szczególnie nocami wyłaziły z kątów smutne
myśli powłócząc szarymi łachmanami. A ona mówi, że mam wszystko. I patrzy na
mnie tak jakby też to wszystko mieć chciała.

Przecież wiesz Rut – szepce
coś na dnie serca – że to prawda. To
czego nie masz to niewiele
znaczące
drobiazgi. Masz wszystko co potrzeba, by być szczęśliwym. Nie daj sobie wmówić,
że tak nie jest.

Wtedy
przypomniał mi się garniec. Odszukałam go. Zajrzałam wgłąb. Dziura w dnie jest
jeszcze większa niż wtedy. A jednak…

25 Sierpień 2009

Mówią,
że w każdej legendzie jest ziarenko prawdy.

Kilka
dni temu doświadczyliśmy tego bardziej niż kiedykolwiek. Rodzinna legenda ożyła
i wdarła się wartkim strumieniem magii w nasze spokojne letnie popołudnie.
Legenda mówi o garncu; garncu pełnym złota, zakopanym gdzieś pod starą sosną
przez moich przodków. Opowiedziała mi ją moja babcia. Do legendy dodała aneks,
który powinien ostudzić wszelkie zapały poszukiwacza; a mianowicie, że żadnego
złota już dawno nie ma, bo zabrali je w czasie wojny pseudopartyzanci. Wielu to
nie przekonywało i wpadali raz po raz w prawdziwą gorączkę złota. Epidemia
 pojawiała się i znikała, a legenda żyła …

Mijały
lata, dziesięciolecia, pokolenia…

A
legenda czekała jak nierozwikłana zagadka Sfinksa na śmiałka, który ją przeniknie…

I
przyszliśmy my.

Dziwni
z nas poszukiwacze skarbów, bo zarówno ja jak i mężulek, dziwnym zrządzeniem
ewolucji zostaliśmy niemal zupełnie pozbawieni genów chciwości. Najcenniejsza
była dla nas świadomość, że gdzieś pod nami ziemia kryje baśń tysiąca i jednej
nocy…

I
oto pewnego dnia czas stanął zdumiony w miejscu, gdy pod łopatą Misia coś
metalicznie stuknęło. Nie szukaliśmy skarbu. Po prostu próbowaliśmy wyjąć z
ziemi olbrzymi głaz. Nie mieszkamy w górach, więc kamienie- i to tak duże jak
ten – są prawdziwą gratką dla miłośników skalników i ogrodów naturalistycznych.
Ale kamień pod uderzeniami szpadla wydawał mało kamienne odgłosy, a po kilku
chwilach nad powierzchnią ziemi ukazał się kawałek metalu. Mężulek próbował go
wydobyć, ale przerdzewiała skorupa z uporem maniaka trzymała się gruntu. Byłam
przekonana, że to kolejna puszka po konserwie, metalowa miska, albo jakiś
wichajster od rolniczej maszynerii. Takich skarbów znaleźliśmy już tony na
naszej działce. Mnie interesował tylko ten piękny płaski kamień z epoki
lodowcowej, a Miś tracił czas ciągnąc metalowe ucho.

I
nagle… naszym oczom ukazał się metalowy dzban z dwoma symetrycznymi uszami.
Dokładnie taki, jakie rysują w książkach z bajkami dla dzieci, sugerując
malcom, że tego rodzaju naczynia są znacznie pewniejszą lokatą kapitału niż
banki czy giełda : )


To ten – pomyślałam w pierwszym odruchu, a potem…


Miś przechylił go  i z gracją Szeherezady wysypał zeń kupkę ziemi. Aż do
dna, które okazało się przerdzewiałe na wylot.


To ten – powiedziałam głośno. Serce zabiło mi szybciej, bo na dnie legendy
rozbłysło ziarnko prawdy, znacznie cenniejsze niż złoto i wszystkie klejnoty
świata.

Znaleźliśmy
pusty garniec.

Pusty,
a jednak pełen magii.

Pusty,
a jednak… kiedy go wzięłam w ręce i otarłam z ziemi , zrozumiałam , że nie
potrzebuję żadnego skarbu. Wszystko, co najpiękniejsze na świecie już mam:
miłość, czułość ramion mojego męża, buziaczki na dzień dobry od moich dzieci,
sens, sens, sens, dużo sensu i jeszcze… Ciebie Eloi.

Skarb
już mam. Brakowało mi tylko dzbana.

Teraz
nie brakuje mi niczego : ) jak w psalmie 23.

 

 A
dzban???

Dzban zostanie z nami. Już zawsze będzie nam przypominał o tym, co w
życiu jest naprawdę cenne.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zapiski na koniec roku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Gdy
takie rzeczy zdarzają się pod naszą strzechą, mężulek wygłasza w kierunku żony standardowy
apel o treści: Musisz to zapisać!

 

I
zapisuję.

Na
brzegu karteczki, w brązowym notatniku, czasem na mocno już nadwyrężonym dysku
wewnętrznym🙂

 

 

-Masz
czerwone spodenki. Jak święty Mikołaj – komentuję, ubierając dwulatka na spacer
zimowy.


Ho-ho-ho !!! –  dwulatek tubalnym głosem
wczuwa się w rolę ulubionego świętego, który ostatnimi czasy mocno się
przypochlebił licznymi podarkami:)

 

Zapisuję…

 

– Kto
wywalił mój prezent na podłogę? – zgorszona Alicja załamuje ręce nad
wypatroszoną papierową torebką .

W
odpowiedzi z  pokoju obok rozlega się
szuranie.

Znak,
że winowajca dobiera się do kolejnego podarunku. Stoi nad prezentem drugiej
siostry i sprawnymi ruchami wyrzuca wszystko na podłogę.

– Czego
niunia szuka? – zastanawia się mama nakrywszy nicponia.

– Ciekoladki.
– rzuca szybko mały szubrawiec, nie przerywając sobie pracy.

 

Zapisuję…

 

– Zaraz
nalejemy niunię w tyłek.- odgraża się tata post factum innego figla spłatanego
przez dziecię.

– Ja
mam pupę. – prostuje niunia z godnością.

 

Zapisuję…

 

– Myje
ręce!!! – obwieszcza  rozpromieniona
stojąc na środku pokoju. Starsze rodzeństwo ponad głową rozpromienionej gra w
piłkę.

Jeden
rzut oka macierzyńskiego i jest oczywiste, że ręce zacierane w
charakterystycznym geście mycia rzeczywiście są mokre.

– A
czym ty myjesz ręce? – dopytuje jak zwykle nietaktownie mamusia.

I
oczywista nie otrzymuje odpowiedzi bardziej wyczerpującej niż…

– Myje.
– potwierdza rozpromieniona.

– Czym
ona myje ręce? – macierz postanawia uciec się do zeznań świadków. Ci jednak
zgodnie twierdzą, że nie wiedzą, bo grali. Wiedzą tylko, że podrygiwała im
przed nosem i kręciła tyłkiem vel pupą.

Rut nie
pozostaje nic innego jak dokonać pobieżnej obdukcji.

Wniosek
końcowy ze śledztwa: śliną.

Rozpromieniona
rozpromienia się jeszcze szerzej, gdy sprawa wychodzi na jaw.

 

Zapisuję…

 

Czasem
w swoje poczynania wciąga innych. Wczoraj Jezusek z szopki starł kolejne
milimetry gipsowych pięt zjeżdżając z drewnianej poręczy fotela.


Ziuuuuu!!! Ziuuuuu!!!

Kilkadziesiąt
razy:)

 

 

 

Kończy
się rok i ostatni piernik z choinki postradał swe kruche życie. Zostały tylko
niteczki.

A choć
nasze życie równie kruche jak piernikowe, niech będzie tak samo jak on słodkie
i aromatyczne.

 

Do
siego dobrego, pomyślnego, najlepszego roku 2013!!!

Wam wszystkim z drugiej strony okienka.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

o-patrzność zza dziurki

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laucia
chodzi za mną jak cień. Jeśli na chwilę straci mnie z oczu, reflektuje się
momentalnie i woła.

Czasem
spokojnie: Mamuś, mamuś!!!

Czasem
panicznie: Mama!!! Dzie jeśt mama!!!

 

Znajdzie
mnie wszędzie.

Z
mysiej dziury wygrzebie.

Pobyt
mój tymczasowy wyszpieguje.

 

Do
miejsca, gdzie król piechotą chodzi, zagląda przez dziurkę od klucza.

– Widze-cie
mamo. – oświadcza niezgodnie z prawdą.

– Gdzie
jesteś córeczko?

– Za
dziulką. – popiskuje cienki głosik zza drzwi – widze-cie – utrzymuje uparcie.

 

Kiedyś
czytałam, że gwiazdy to wykrojone przez anioły dziurki w niebieskim sklepieniu,
by Bóg mógł stale na nas patrzeć.

 

Laurka
przypomina Bożą Opatrzność. Jest, nawet, gdy jej nie widać.

Za
dziurką sprawdza czy wszystko ze mną dobrze:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zielono mi

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

próbowałam zatrzymać co niepowstrzymane.

często się z Nim tak po ludzku droczę

teraz wiem

zieleń odpływa szybko

i brąz włosów odchodzi bezszelestnie

 

dobrze, że 
siwizna  nie dotyka myśli

 a w sercu na zawsze
zielona zostanę

 

choć trochę

***

Dzisiejszy dzień przeskoczył o kilka miesięcy w czasie. Wszystko pachnie wiosną. To dlatego zieleń kiełkuje mi z głowy.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

obrazek z piasku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Alusia
z któregoś wakacyjnego wyjazdu nad morze przywiozła pamiątkę.

Obrazek
z przesypującego się piasku.

Zwykła
pamiątka w plastikowej ramce. Nic nadzwyczajnego. Tysiące takich gadżetów stoi
na straganach.

A
jednak obrazek z piasku działa jak magnes. Kilka razy dziennie w naszym domu czyjaś ręka obraca ramkę i czyjeś oczy
wpatrują się w strumienie różnobarwnego, połyskującego piasku, które
nieuchronnie spływają w dół tworząc jeden jedyny niepowtarzalny układ.

Zwykła
pamiątka znad morza.

A
jednak – poematy pisać można, by wyrazić to, co się dzieje w sercu, gdy
zrozumie alegorię ukrytą pomiędzy drobinami.

Bo
alegoria jest o życiu, o jego nieuchronnej przemijalności, ale nie jest smutna,
bo jest też o tym, że życie upływając, układa się w jeden jedyny, niepowtarzalny
obraz.

Nigdy
już u nikogo innego piasek sekund nie przesypie się tak samo.

Tylko
ten jeden raz.

Niepodrabialny
unikat.

Oryginał.

Czasem,
gdy patrzę na obrazek przywieziony znad morza, wydaje mi się przez chwilę jakby 
zamarł. Nic się nie porusza, nic nie dzieje. Dopiero, gdy natężę wzrok, okazuje
się, że stagnacja jest pozorna, że „nie-dzianie- się” to tylko „dzianie”, które
wymyka się moim zmysłom.

 Zawsze gdzieś po jednym ziarnku przesypuje się
złoty żwir. Trzeba cierpliwości , by poczekać i ujrzeć horyzont jaki usypie na
dnie obrazka.

Czasem
trwa to parę minut, czasem pół dnia, czasem dni kilka.

 

Czasem
parę miesięcy, czasem parę lat, czasem kilkadziesiąt.

 

Dziś –
w dniu spodziewanego przez wielu końca świata – znów szeleszczą mi w sercu
słowa Mistrza:

 

„Miej
pokój w sercu, będziesz miał czasu ile trzeba”
.

 

Dokładnie
tyle.

Ani
sekundy krócej.

Ani
sekundy ponad miarę.

Czas
uszyty specjalnie na ciebie, byś mógł stać się Sobą, jeśli tylko zechcesz.

 

Miej
pokój w sercu…

 

Nie ty
liczysz włosy na twojej głowie.

Nie ty
trzymasz klepsydrę w dłoni.

 

Pokój
zachowaj na dnie serca…

 

Ręka,
która czuwa nad tobą to ręka dobra i hojna.

To z
niej sypie się dla ciebie złoty żwir sekund.

Dokładnie
tylu byś ułożył swój pejzaż życia.

 

Inny
niż inne życia pejzaże.

 

 

Zadziwiająco
spokojny, zaskakująco zwyczajny ten dzień, w którym wielu potyka się o lęk, że nastał koniec czasu.

Dzieci wysypały się ze szkoły, poślizgały, obsypały śniegiem.

– To zobaczenia po końcu świata – ktoś krzyknął koledze na pożegnanie🙂


Dokładnie tak, jak przewidział to Miłosz.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

choinka ze wspomnień

v\:* {behavior:url(#default#VML);}
o\:* {behavior:url(#default#VML);}
w\:* {behavior:url(#default#VML);}
.shape {behavior:url(#default#VML);}

 19 grudnia 2009

Czas
spowalnia. To znak, że zbliżamy się do stacji zwanej„Boże Narodzenie”.

Miło
w końcu usiąść i obserwować wolno przesypujące się perły sekund. Tak widać je
w całej okazałości. Można się nimi delektować, popijając gorącą herbatkę z
cytryną, czytając powoli i ze zrozumieniem „Opowiadania z Doliny Muminków”,
śmiejąc się przy niektórych słowach, a zadziwiając przy innych. Można się też
zatrzymać i być zupełnie Tu i Teraz.

Znikają
wielkie problemy i dylematy, nie trzeba szukać odpowiedzi na naglące pytania.

Można
myśleć o niebieskich migdałach, a jeszcze lepiej o łańcuchach na choinkę, o
prezentach, albo przypominać sobie smak pierogów z kapustą i grzybami –
mojego ulubionego wigilijnego dania.

To-tak-to, 
to – tak -to,   to –   tak  –   to…
Niedługo stacja. Jedna z najpiękniejszych w całym roku.

                                      

Wczoraj
późnym popołudniem przyszedł do nas dawno oczekiwany gość. Troszkę
przemarznięty i ośnieżony, ale bardzo miły. I skropiony obficie
najpiękniejszymi perfumami – zapachem wiatru, mrozu i lasu.

 Przybyła do nas choinka.

Jak
zwykle większa i piękniejsza niż jej poprzedniczka. Tak wielka, że stanęliśmy
zakłopotani rozglądając się gdzie ją postawić. Nasz duży pokój jest duży, ale
niestety strasznie nieustawny. Zwykle choinki stoją w rogu przy drzwiach
balkonowych i wejściowych. Mężulek mocno obstawał za tą opcją, proponując
drastyczne cięcia drzewka z przodu, z tyłu i od dołu. Ja jestem zwolenniczką
bardziej łagodnych metod, a już tym bardziej, gdy chodzi o tak szacownego
gościa.  Obstawałam więc raczej za zmianą tradycji i miejsca. Po
dłuższej debacie, w którą włączyła się również Nusia , stwierdzając, że „ tat
się nie postępuje”, zapadła decyzja, żeby choinka postała i rozłożyła się, a
rozwiązanie w tym czasie dojrzeje. Zimowe jabłka ułożone w skrzynce  też
dojrzewają, więc zasada ta powinna dotyczyć również zimowych decyzji:)

Mężulek
poszedł więc do swoich prac nie cierpiących zwłoki, a Rut i dzieciaki
próbowali zająć się czymkolwiek bądź, byle tylko zapomnieć o pokusie
ubierania świątecznego drzewka.

Pokusa
taka należy jednak do gatunku „pokus nie do opanowania” i mimo dobrych chęci
i usilnych prób pokonać jej się nie dało. Zresztą słyszałam kiedyś bardzo
nowatorski pogląd, że pokusy są po to, by im ulegać, bo drugi raz mogą już
nie przyjść:)

Tak
więc ulegliśmy i co gorsza – nie mamy w związku z tym cienia wyrzutów
sumienia.

Rut
przeciągnęła choinkę przez pół pokoju, przy której to operacji holowane
drzewko zachwiało się niebezpiecznie raz i drugi. Dusio mężnie asystował
stojąc na kufrze, a dziewczynki kibicowały pokrzykując z kanapy. Uff! Udało
się!

A
później na gałązki powędrowały aniołki, bałwanki, Mikołaje, gwiazdki i
wszystkie te cuda zbierane, klejone, malowane i wycinane od lat. Błyszczą
kolorowe światełka, skrzą się łańcuchy. Sama królowa Saba nie była ubrana tak
jak Ona – nasza choinka.

A
nad nią zegar, który stanął. Może ze zdumienia.

Czas
spowalnia.

To-tak-to,
to – tak – to, to –  tak  –  to…

Niedługo
również zdumiony stanie.

Nadchodzi
Zegarmistrz Światła Purpurowy.

Wszystko,
nawet największe rany, broczy światłem.


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}