garniec pełen…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Czego życzyć człowiekowi, który już wszystko ma… – zaczęła życzenia.

Kora
stała przed Rut i miętosiła biały opłatek w dłoni. – Czego ci życzyć jak już
wszystko masz? – powtórzyła o dekadę młodsza siostra. Siostra – obiecujący
menager w międzynarodowej firmie, po świecie oblatana, w hotelach
pięciogwiazdkowych kwaterowana, nigdy nie przeżywająca dylematu: paliwo do auta
czy kozaki dla córki.

Rut
przebiegły przez głowę znaki zapytania. Odbijały się na zakulonych ogonkach i
zaglądały w zakamarki myśli.


Czy ja mam wszystko? Ostatnio tyle rzeczy mi doskwierało, tyle straszyło po
nocach,  tyle braków zakłuło w samo
serce. Zaogniły się stare rany. Szczególnie nocami wyłaziły z kątów smutne
myśli powłócząc szarymi łachmanami. A ona mówi, że mam wszystko. I patrzy na
mnie tak jakby też to wszystko mieć chciała.

Przecież wiesz Rut – szepce
coś na dnie serca – że to prawda. To
czego nie masz to niewiele
znaczące
drobiazgi. Masz wszystko co potrzeba, by być szczęśliwym. Nie daj sobie wmówić,
że tak nie jest.

Wtedy
przypomniał mi się garniec. Odszukałam go. Zajrzałam wgłąb. Dziura w dnie jest
jeszcze większa niż wtedy. A jednak…

25 Sierpień 2009

Mówią,
że w każdej legendzie jest ziarenko prawdy.

Kilka
dni temu doświadczyliśmy tego bardziej niż kiedykolwiek. Rodzinna legenda ożyła
i wdarła się wartkim strumieniem magii w nasze spokojne letnie popołudnie.
Legenda mówi o garncu; garncu pełnym złota, zakopanym gdzieś pod starą sosną
przez moich przodków. Opowiedziała mi ją moja babcia. Do legendy dodała aneks,
który powinien ostudzić wszelkie zapały poszukiwacza; a mianowicie, że żadnego
złota już dawno nie ma, bo zabrali je w czasie wojny pseudopartyzanci. Wielu to
nie przekonywało i wpadali raz po raz w prawdziwą gorączkę złota. Epidemia
 pojawiała się i znikała, a legenda żyła …

Mijały
lata, dziesięciolecia, pokolenia…

A
legenda czekała jak nierozwikłana zagadka Sfinksa na śmiałka, który ją przeniknie…

I
przyszliśmy my.

Dziwni
z nas poszukiwacze skarbów, bo zarówno ja jak i mężulek, dziwnym zrządzeniem
ewolucji zostaliśmy niemal zupełnie pozbawieni genów chciwości. Najcenniejsza
była dla nas świadomość, że gdzieś pod nami ziemia kryje baśń tysiąca i jednej
nocy…

I
oto pewnego dnia czas stanął zdumiony w miejscu, gdy pod łopatą Misia coś
metalicznie stuknęło. Nie szukaliśmy skarbu. Po prostu próbowaliśmy wyjąć z
ziemi olbrzymi głaz. Nie mieszkamy w górach, więc kamienie- i to tak duże jak
ten – są prawdziwą gratką dla miłośników skalników i ogrodów naturalistycznych.
Ale kamień pod uderzeniami szpadla wydawał mało kamienne odgłosy, a po kilku
chwilach nad powierzchnią ziemi ukazał się kawałek metalu. Mężulek próbował go
wydobyć, ale przerdzewiała skorupa z uporem maniaka trzymała się gruntu. Byłam
przekonana, że to kolejna puszka po konserwie, metalowa miska, albo jakiś
wichajster od rolniczej maszynerii. Takich skarbów znaleźliśmy już tony na
naszej działce. Mnie interesował tylko ten piękny płaski kamień z epoki
lodowcowej, a Miś tracił czas ciągnąc metalowe ucho.

I
nagle… naszym oczom ukazał się metalowy dzban z dwoma symetrycznymi uszami.
Dokładnie taki, jakie rysują w książkach z bajkami dla dzieci, sugerując
malcom, że tego rodzaju naczynia są znacznie pewniejszą lokatą kapitału niż
banki czy giełda : )


To ten – pomyślałam w pierwszym odruchu, a potem…


Miś przechylił go  i z gracją Szeherezady wysypał zeń kupkę ziemi. Aż do
dna, które okazało się przerdzewiałe na wylot.


To ten – powiedziałam głośno. Serce zabiło mi szybciej, bo na dnie legendy
rozbłysło ziarnko prawdy, znacznie cenniejsze niż złoto i wszystkie klejnoty
świata.

Znaleźliśmy
pusty garniec.

Pusty,
a jednak pełen magii.

Pusty,
a jednak… kiedy go wzięłam w ręce i otarłam z ziemi , zrozumiałam , że nie
potrzebuję żadnego skarbu. Wszystko, co najpiękniejsze na świecie już mam:
miłość, czułość ramion mojego męża, buziaczki na dzień dobry od moich dzieci,
sens, sens, sens, dużo sensu i jeszcze… Ciebie Eloi.

Skarb
już mam. Brakowało mi tylko dzbana.

Teraz
nie brakuje mi niczego : ) jak w psalmie 23.

 

 A
dzban???

Dzban zostanie z nami. Już zawsze będzie nam przypominał o tym, co w
życiu jest naprawdę cenne.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *