kobiece atrybuty

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Mama ma listonosz.

Ala ma listonosz.

Nusia ma listonosz.

 

Ja teś chcie mieć liśtonoś!!!

 

 

Mam i JA:)

 

***


W tym samym temacie.

Patrzy Miś na figurę żoniną, wzrok
przenosi na córkę nastoletnią. Jeszcze raz spogląda na żonę. Przeprowadza
szczegółową analizę porównawczą.

– Przerósł uczeń mistrza. –
stwierdza rzetelnie acz ryzykownie:)

 

– Ale to nic mamo. – pociesza
lojalna córka – Ty wykarmiłaś Laurkę.

– I ciebie, i Dusia, i Nusię. –
dodaję.

 

Przekwitające kwiaty nie żałują
swoich płatków.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

spotkanie z żyrafą

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



Letnisko.

Lala stoi przy zielono- żółtym
taboreciku i pije herbatkę. Tak jak lubi. Łyżeczką czerpie i – kapiąc na
wszystko – niesie do buzi. A buzia – jak to u kobiety – jest równolegle
wielozadaniowa i pomiędzy jednym a drugim łyczkiem swobodnie produkuje słowotok:

– Z zilafą się nie moge śpotkać
dzisiaj ABSIOLUTNIE. – komunikuje w przestrzeń.

 

Tudzież inne teksty absurdalne:)

 

Zresztą Lalunia jest typem typowo
biesiadnym.

Od razu można poznać, że jej coś
smakuje, bo jak smakuje jadło czy napitek to opowieści rosną w tempie wprost
proporcjonalnym. Sążniste, wielopiętrowe konstrukcje jak weselne torty lub
toasty. Absurdalne oczywiście, z zawijasami i nagłymi zwrotami akcji.

Po kilku minutach słuchania aż
wiruje w głowie, a Lala może dłużej niż kilka minut.

Do czasu aż nie zniknie ostatni
kęsek lub ostatnia kropelka.

Wtedy opowieść urywa się tak nagle
jak się zaczęła. Z piskiem opon rzec można:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

dramat o skazańcu bez punktu kulminacyjnego:)

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Każda kąpiel Laurki ma podobny
prolog.

– A główki NIE!!!??? – pyta prawie
krzycząc z nadzieją i rozpaczą dziecina.

 

I…

      …albo trzeba ją solennie i po wielokroć,
z częstotliwością migania kierunkowskazów w aucie zapewniać wielkimi zgłoskami,
że: „NIE. DZIŚ główki NIE”;

       …albo – i tę wersję zdecydowanie
najmniej lubimy – zebrać się na odwagę i potwierdzić najczarniejszy scenariusz,
że: „TAK. Dziś główka tak”.

 

Oczywiście podejmujemy próby
pokrzepienia w niedoli i dodania otuchy, ale żadne słowa nie są w stanie
osłodzić tej najtragiczniejszej w życiu trzylatka chwili mycia włosów. Choć
słowo” egzekucja” byłoby bardziej adekwatne.

 

Wczoraj na przykład próbowałam
złagodzić apokaliptyczną wizję  kojącym
stwierdzeniem, że:

– Dziś główka tak, ALE tylko
troszeczkę.

Chociaż pociecha tego typu brzmi
równie groteskowo jak gdyby kat, pochylając się nad skazańcem, mówił: „ Proszę
się nie bać. Dziś główkę zetniemy, ale tylko troszeczkę”.

 

Mały skazaniec nie przyjął czczej
pociechy i drze się w niebogłosy zarówno przy moczeniu czupryny jak i podczas
polewania szamponem.

– Aaaaaa!!!! Yyyyyyy!!! Juś nie
!!!!!! – wielotonowe okrzyki przeszywają zagęszczone powietrze i wylatują w
świat przez rozszczelnione okno łazienki.

– Nusia, przynieś mi małą
plastikową miseczkę. – proszę świadoma, że dochodzimy do punktu kulminacyjnego,
czyli płukania.

 

Teraz spodziewam się wielkiej
improwizacji na miarę Mickiewicza, a tymczasem…

 

                  krzyk ustaje w jednej
sekundzie.

 

Jakby kto – trzymając się
przyjętej konwencji – toporem uciął:)

 

– Albo dooobla. Juś się nie boje.
– oświadcza niespodzianie ofiara.

 

Epilog tragedii upłynął w pogodnej
atmosferze przerywanej zachwytami na temat ciepłej wody, która płynie po
plećkach.

 

 

Jeśli spotkacie kogoś, kto
twierdzi, że cuda się nie zdarzają, opowiedzcie mu koniecznie tę historię.

 

🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

a za złe karze…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Nusia i Lala malują starą skrzynkę
na jabłka.


Skrzynka na emeryturze ( choć wątpię czy przepracowała do 67 roku
życia:) dochrapała się posady stolika w Nusiowej bazie.

 Dziewczynki malują w skupieniu podstarzałe
oblicze resztką białej farby. Coś tam z cicha sobie pogadują. Ja, korzystając z
błogiej ciszy, czytam książkę na patio.


 Nagle nad stonowanym szmerem strumyka rozmowy
wyrywa się jak piorun:

– Nuśka!!! Ja nie mogę się ś tobą
kłócić, bo mama powiedziała, zie jak się będziemy kłócić, to nie moziemy
malować!!!!!!

 

Istotnie, tak powiedziałam:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

raj na ziemi

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



Marzenie się spełniło.

A może więcej prawdy będzie w
zdaniu, że: Marzenie spełniliśmy.

Spełniliśmy jak się spełnia
uroczysty toast. Powoli, z namysłem, czując każdą wypełnioną smakiem kroplę.

Spełnialiśmy je od ośnieżonej
zimy, przez długie trudne przedwiośnie, późną wiosnę i upalne lato.

Aż stało się.

Letnisko stało się letniskiem.

Spędziliśmy na nim dwa dni i dwie
nocy, pożegnaliśmy dzień i powitaliśmy kolejny, spoglądaliśmy w twarz
księżycowi, który, choć jeden na całą planetę, wszędzie jest inny.

 

Rano, skradając się na paluszkach,
wynieśliśmy z mężulkiem stół na patio i wypiliśmy naszą poranną kawę. Dzieci
budziły się jedno po drugim jak pisklęta w gnieździe.

– Jeszcze tylko kupimy sobie maszynę
do pieczenia chleba. – powiedziałam – Wiesz, taką, którą ustawia się na szóstą
rano i masz na śniadanie ciepły chleb…

– I to już będzie raj na ziemi. – dodaje
on.

 

Potem idę ścieżką przed siebie,
prosto w sad. W pidżamie. Wszystko jest tak, jak musiało być zanim świat się
obudził.

 

I myślę sobie: Jak bardzo trzeba
by być niewierzącym żeby nie wierzyć w Ciebie w takim miejscu i w tym czasie.

W środku starego sadu o świcie.

Pod jabłonią obwieszoną wstążkami
światła.

Ja, jedna z wielu źdźbeł trawy
stojących w słonecznej plamie.


Bo nie jestem nikim więcej. I
nikim mniej niż one.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

miłość do Czeszek

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Wakacje to czas zakupów
oczywiście.

To, co odkładaliśmy cały rok
zaciskając pasa, bo „tak trzeba” nagle staje się potrzebą bardzo niecierpliwą.
Wierci się, przypila, zakrada do snów, przeciska między racjonalnymi
zapatrywaniami na życie.

Gdy byłam mała, miałam kilka
marzeń, które – zważywszy na fakt, że moje dzieciństwo upływało pod kuratelą
działaczy komunistycznych – nie miały szansy wyjść nigdy z cienia konspiracji.

Wraz ze zmianą ustroju wiele z
nich nagle się ziściło.

Na przykład to, że „kiedyś najem
się płatków kukurydzianych do syta”:) Nie, nie chipsów czy pszennych
poduszeczek z nadzieniem toffi!!! Zwykłych kukurydzianych płatków!

Najadłam się a i moje dzieci
chrupią je w każdym kącie, zostawiając na podłodze kłujące jak igliwie
okruszki.

Na pokładzie statku marzeń
pozostały jednak takie, których nie zrealizuję ze względu na swój podeszły
wiek.

Takim marzeniem są buty typu
czeszki.

Jest ich co prawda zatrzęsienie, w
różnych kolorach nawet i rozmiarach, ale gdzie ja w czeszkach będę chodzić?

 

Na szczęście mam córkę, której
czeszki mogę kupić i to bez znajomości w Pewexie.

Kupuję więc Nusi to zacne obuwie,
o którym również marzyła, bo marzenia jednak są chorobą dziedziczną.

Nusia jest zachwycona podwójnie,
bo butki są różowe.

Mamucica kupuje swojej pociesze
czeszki białe. Klasyka gatunku – rzec by można.

Wracamy do domu z udanej wyprawy,
a tu…

– Chcie ponosić!!! – krzyczy Lala,
widząc pięknie obute kończyny dolne obu dziewczynek.

– Nusia, daj Laurce na chwilę. –
apeluję.

Siostra więc prawie bez namysłu
zzuwa swoje czeszki i podsuwa maluszkowi.

– Blawo!!! – wykrzykuje obdarowana
– Jeśteś dzielna!!!

 

Są tacy , co umieją zagrzewać do
boju. Lala jest typem umiejącym zagrzewać do…dzielenia się z Lalą:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

nie-straszny wpis upalny

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Niebo przyszarzało nieco, słońce
miło grzeje, ale już nie parzy i gdzieś pod powiekami sierpnia wyraźnie czają
się łzy deszczu. Lato umyka. Mignie jeszcze to tu to tam w jakimś zakątku,
wyjrzy zza pnia drzewa, spod płatka kwiatu, przesunie dłonią po małych buziach
winogron, ale widać wyraźnie, że to pożegnanie.

Czas więc zacząć wakacyjne
wspominki.

 

A jeszcze niedawno były upały.
Prawie śmiertelne. Prawie 40 stopniowe, gdy wszyscy czuliśmy się jak wyrzucone
na brzeg oceanu bezradne wieloryby.

Każdy reanimuje się jak umie. Mumuty na przykład leżąc na tapczanach:)

Ja leżę sobie na podłodze przy
otwartych drzwiach balkonowych, licząc na choćby najmniejszy podmuszek wiatru
uśmierzający bolesne gorąco.

Podpełza do mnie Lalunia.

– Zamknij oci. – zaleca.

Zamykam więc.

– I telaś umalnieś. –  dodaje z terapeutycznym spokojem.

Próbuję się zastosować, lecz z
marnym skutkiem.

Widocznie nie nadszedł jeszcze mój
czas:)

 

Przez cały dzień ten głosik śpiewa
mi w głowie.

I telaś umalnieś.

I teraz umrzesz.

 

Wszyscy boimy się śmierci.

Sądzimy, że jest bezwzględna,
okrutna, gdy przychodzi, syczy do nas przez zęby i straszy pustymi oczodołami. A może jest właśnie tak, że
przysuwa się do boku delikatnie jak małe dziecko i z uśmiechem w głosie,
zupełnie naturalnie mówi: Zamknij oczy.
Teraz umrzesz.

 

Może dlatego wielu ludziom po
śmierci zakwita na twarzach uśmiech.


*****


Ot, wakacyjny wpis mi się udał:)

Ale ci, którzy mnie znają, mogli się tego spodziewać.

A ci, którzy mnie nie znają, mają wielkie szczęście:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

pełne walizki

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



No i…

 

                                wróciliśmy.

 

Do własnych kątów, dni, myśli, sprzętów,
rozmów, obowiązków, nawyków, zwyczajów…

 

Wszystko trzeba rozpakować, na
nowo poustawiać na półkach, drobiazgi powsypywać w pudełeczka, książki ułożyć w
zwyczajnym szyku, kurze odkurzyć najzwyczajniej w świecie, odświeżyć dnia
schematy, wejść w swoje odwieczne role, wypłukać kolejnymi praniami słońce i beztroskę
z letnich ubrań.

Wszystko to coraz szybciej,
ścigając się z jesienią, która chłodnymi nocami dni okrywa, rozplata warkocze
pajęczyn pomiędzy gałęziami, pachnie już dziwną mieszanką grzybów i więdnących
liści.

Z dna podróżnych toreb prócz tego,
co stare i dobrze znane, wysypują się nowości. Kamień wyjęty ze srebrnej niecki
źródła, jakieś książki, ubrania podarowane, myśli świeżo upieczone, wiśniowa
nalewka, piłeczka niebieska, wrażenia jeszcze nie ostygłe z długiej wyprawy, słowa brzęczące jak drobne monety.

Szukam im miejsc najlepszych w
naszym życiu, układam na półkach, wciskam między to co stare, już uleżane.

I – o ile życie pęcznieje każdą
sekundą – po tak długich podróżach ma brzuch bardziej pękaty niż Karlson z
dachu.

 

Spokój. Grunt to spokój:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

miedzy nudą a nie-nudą sprawy się kołyszą

Dawno już nie było zapisek Nusiowych, więc nadrabiam zaległości.

Notatka z ostatniej lekcji w szkole:

A tutaj najświeższe spostrzeżenie Nusi, które dwa dni temu znalazłam wchodząc do jej pokoju o świcie by otworzyć okno:

Rozdźwięk między oczekiwaniami a rzeczywistością jest co najmniej głębokości Rowu mariańskiego:)

A żeby było już zupełnie wesolutko…

chcę oglądać twoje nogi, nogi, nogi
chce byś założyła mini, mini, mini, mini…

takie grzyby rosną na naszej działce, podczas, gdy w okolicznych lasach nie uświadczysz nawet nędznego "psiucha" 🙂

A tymczasem jadą goście jadą, czyli czekamy na Mamuty, a potem sami jedziemy na Śląsk.
Czeka na nas Wielka Nie-Nuda!!!

książeczka pełna przygód

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Powiedziałam już, że książki u nas
są wszędzie?

Powiedziałam.

Wszystko jest wszędzie, ale jednak
najbardziej książki.

I mówiąc „wszędzie” nie użyłam
bynajmniej hiperboli literackiej.

Książki za sprawą wielu rąk „rozwszędziły”
się po całym domu, a nawet z domu zaczęły wychodzić. Jeżdżą z nami w
samochodzie na wypady większe i mniejsze, kilka z nich zamieszkało już na
letnisku, były i takie, które wyjechały do dziadków i na jakiś czas słuch po
nich zaginął, ale jedna książeczka postanowiła zaszaleć i zdecydowała się na
spędzenie nocy na balkonie. Niestety była to jedna z delikatniejszych
książeczek o słodkich kucykach pony, a noc była jedną z tych typowych polskich
letnich nocy, gdy deszcz postanowił pokazać kto tu rządzi i że nazwa „klimat
umiarkowany” nie wzięła się z umiarkowania w siąpieniu i laniu.

 

Rozsiadła się więc lekturka na
plastikowym dziecięcym krzesełku i zapatrzyła w zachód słońca. Nie zauważona
przez nikogo pozostała tam aż do mglistego wschodu, po czym została zauważona
przez Tatusia.

– Kto zostawił książeczkę na
balkonie? – rzucił Tatuś w przestrzeń między-pociechową retoryczne pytanie.

Oczy wszystkich zwróciły się ku
gwieździe najmłodszej na firmamencie.

– I to książeczkę z biblioteki? –
uszczegółowiła oskarżenie Mamusia.

 

A książeczka kapała i marszczyła
się na buzi zziębnięta po nocnej eskapadzie.

– O, na szczęście jest na
zszywki!!! – odetchnęła Mamusia z ulgą i nożykiem podważyła druciki, po czym
delikatnie pozdejmowała mokre ubranka i rozłożyła je do wyschnięcia na
ściereczkach.

Cały dzień książeczka dochodziła
do siebie, przewracana z boczku na boczek. Nabierała powoli rumieńców, po czym
została na nowo zszyta i…położona na wyyysokiej półce. Tam, gdzie najmniejsze
gwiazdki nie sięgają.

 

Chociaż…


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Kroję składniki na sałatkę.

– Mamo, mamo!!! – podnosi
płaczliwe larum maluszek, wbiegając do kuchni.

– Co się stało?

– Udeziłam się o siufit!!!

 

Coś za szybko rośnie nam ta
pociecha:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}